Niemcy w przededniu faszyzmu

Idzie tylko o to, by „wytresować” dzikiego Hitlera

Kraków, 4 lutego.

Parlament niemiecki zebrał się we wtorek na sesję zimową. Długą i owocną nie będzie ona w żadnym razie. Parlament ten bowiem nie jest zdolny do poytywnej pracy. Podczas swoich ostatnich podróży politycznych Brüning wywodził wprawdzie bardzo mądrze, że rząd jego będzie bronił demokracji i stresemannowskich podstaw polityki zagranicznej wszystkimi środkami i z niezłomną energją, ale nie powiedział nigdzie, w jaki sposób będzie to robił. A dla ludzi rozumnych i dla polityków odpowiedzialnych zawsze „jak” jest w polityce ważniejszem, niż „co”. Bezpośrednie bowiem cele polityczne oznaczyć trafnie może całkiem zwyczajny zdrowy rozsądek, ale dróg do tych celów wiodących nie potrafi nieraz odszukać nawet największy genjusz.

W takiem właśnie położeniu znajdują się dzisiejsze Niemcy. Utrzymanie konstytucji Wejmarskiej i kontynuowanie zainicjowanej przez Stresemanna polityki t. zw. „wypełnienia”, czyli poprostu polityki trzeźwości i zdrowego rozsądku, każdy rozumny człowiek uzna w Niemczech za zasadnicze warunki już nie tylko odbudowy politycznej i gospodarczej, lecz wogóle istnienia Niemiec jako mocarstwa. Tymczasem polityka, na te dwa właśnie cele równocześnie zorjentowana, stała się przy obecnym parlamencie niemieckim niemal niemożliwością, ponieważ większość tego parlamentu jest tej polityce zdecydowanie przeciwną. Jednocześnie jednak ta sama większość ani nie chce, ani nie może wskazać innej polityki realnej.

* * *

Komuniści reprezentują niemiecki program odwetu.

Jasny program mają w tej opozycji… komuniści. Dążą oni do rewolucji socjalnej w Niemczech i w całej Europie, którą chcą przeprowadzić przy pomocy Rosji sowieckiej. W tym celu komuniści gotowi są sprowokować nową wojnę europejską, aby móc ją natychmiast przeistoczyć w upragnioną wojnę klas. Komuniści niemieccy są przekonani, że w razie udania się tego planu, kierownictwo zrewolucjonizowaną Europą, a następnie jej organizacją na zasadach socjalistycznych, przeszłyby siłą rzeczy w ręce Niemiec, które tą drogą osiągnęłyby cel wojny światowej, więc hegemonję europejską.

Jest to poprostu program odwetu niemieckiego w ścisłym związku z Rosją, za cenę zburzenia istniejącego ustroju społecznego. Opierając się zaś na ogromnych rezerwach inteligencji, wyszkolenia technicznego i zdolności organizacyjnych Niemców, komuniści niemieccy są przekonani, że Niemcy prędzej, niż jakiekolwiek inne państwo europejskie, wyszłyby z chaosu rewolucyjnego i łatwiej, niż kto inny, zbudowaliby „państwo socjalistyczne”, uzyskując w ten sposób przodownictwo między narodami europejskiemi.

A czego chcą hitlerowcy?

Czego natomiast chcą „narodowi socjaliści” (hitlerowcy), stanowiący tak silną prawą flankę w parlamencie niemieckim, to staje się tem ciemniejszem, im więcej oni sami o swoich celach gadają i piszą. Jedno jest tylko pewne, że mianowicie chcą oni być faszystami niemieckimi, przeznaczając dla Hitlera rolę Mussoliniego. Coby jednak ten faszyzm miał robić nazajutrz po zdobyciu władzy, tego ani sami socjaliści narodowi, ani ich przyjaciele i przeciwnicy powiedzieć nie umieją. Oparty na skrajnym nacjonalizmie i na tych wszystkich bzdurach o czystości rasy i t. p., faszyzm niemiecki musiałby przeciwstawić się bardzo gwałtownie traktatom pokojowym. Gdyby nawet nie wypowiedział ich poprostu, jak to ciągle jeszcze przyrzeka, to w każdym razie musiałby je sabotować w ten sposób, że przestałby wypełniać zobowiązania z tych traktatów dla Niemiec wynikajace.

Na tej płaszczyźnie narodowi socjaliści stykają się z jednej strony z komunistami, a nawet bezpośrednio z Kominternem moskiewskim, z drugiej zaś z faszystami włoskimi, o ile ci występują jako rewizjoniści w stosunku do traktatów pokojowych. Porozumienie narodowych socjalistów z komunistami ujawniło się nietylko przy wyborach, lecz także i potem w niezaprzeczonym przez żadną stronę fakcie częstego wyjazdu różnych działaczy narodowo-socjalistycznych do Rosji sowieckiej. Ostatnio wyjechał tam nie kto inny, tylko major Buchrucker, główny organizator i przywódca narodowych socjalistów w Saksonji.

Na wewnątrz jednak faszyści niemieccy, mimo całej swej niedorzecznej frazeologji socjalno-politycznej, reprezentują siłę skrajnie reakcyjną właśnie w dziedzinie stosunków społecznych. W tym też charakterze są oni obficie alimentowani przez wielki przemysł niemiecki, który spodziewa się przy pomocy tego faszyzmu zmusić robotników do zgody na obniżenie płac i do zmniejszenia świadczeń socjalnych. Na tem też tle przychodzi do tak częstych walk między komunistami a narodowymi socjalistami. Od wyborów wrześniowych padło w Niemczech w walkach partyjno-politycznych przeszło dwadzieścia trupów, nie licząc rannych i ciężko pobitych. Wszystko to są wyłącznie niemal albo narodowi socjaliści, zabici przez komunistów, albo na odwrót, komuniści, dopadnięci przez narodowych socjalistów.

Więc z jednej strony współdziałanie faszyzmu niemieckiego z komunizmem w polityce zagranicznej aż do gotowości wspólnego z Rosją wyruszenia na jakąś awanturę wojenną, z drugiej zaś walka na śmierć i życie w domu na gruncie zagadnień społecznych.

Mimo całkiem oczywistej niedorzeczności takiego stanu rzeczy, znajduje on aprobatę nietylko u samych przywódców narodowych socjalistów, ale także u tych wszystkich stronnictw i czynników mieszczańskich, które w narodowym socjaliźmie upatrują mimo wszystko kapitał polityczny, jakiego nie należy marnować.

Mieszczaństwo niemieckie zdąża ku faszyzmowi.

O stosunku sfer wielkoprzemysłowych do faszyzmu niemieckiego była mowa już wyżej. Ścisłe współdziałanie nacjonalistów niemieckich pod wodzą Hugenberga z tym faszyzmem, jest więc tylko jedną z konsekwencyj tego stosunku wielkiego przemysły do faszyzmu. Mało co więcej krytycznie odnoszą się do faszyzmu te żywioły polityczne, które są zgrupowane w niemieckiej partji ludowej, w której od czasów Stresemanna tkwią poważne grupy interesów przemysłowych i bankowych. Generał von Seeckt, który wszedł do parlamentu z listy właśnie tej partji, proklamował przecie publicznie dwie zasady, jako podstawy polityki niemieckiej – więc sojusz militarny z Rosją na zewnątrz i nieubłagana walka z komunizmem wewnątrz.

Prawica centrum katolickiego, pozostająca także pod wpływem różnych organizacyj wielkiego kapitału przemysłowego i bankowego, nie objawia również zbyt silnej odrazy do współdziałania z narodowymi socjalistami. Wprawdzie dzisiejszy oficjalny speaker parlamentarny centrum katolickiego, ks. prałat Kaas, wtóruje z zapałem wywodom Brüninga o konieczności obrony republiki i jej konstytucji Wejmarskiej, to jednak po pierwsze ks. prałat Kaas złożył już dowody, że, jak chce, umie także… z innej beczki, powtóre w danym razie ks. prałat może ustąpić z przewodnictwa. Jeżeli bowiem dr Wirth, przedstawiciel „skrajnej lewicy” centrum katolickiego tak łatwo upadł ostatnio kilka razy w stronę faszyzmu niemieckiego, to czegóż można oczekiwać od innych jego kolegów, stojących bardziej na prawo i nie entuzjazmujących się tak do zasad demokracji, jak to czyni promotor układu rapalskiego i niefortunny właściciel największej ongiś koncesji leśnej w Rosji sowieckiej…

Poza garścią skompromitowanych zresztą ostatniemi manewrami wyborczemi demokratów, niema więc między stronnictwami mieszczańskiemi ani jednego, któreby twardo i niewzruszenie stało na stanowisku, że z narodowymi socjalistami pod żadnym warunkiem i w żadnym zakresie współdziałać nie można. Przeciwnie, ogromna większość stronnictw przechyla się całkiem wyraźnie do myśli tego współdziałania, uważając je za jedyne wyjście z wytworzonej sytuacji.

* * *

Jutro…

Jeżeli więc kanclerz Brüning w tych warunkach opowiada tak dużo o obronie demokracji i konstytucji, to zaiste trudno odgadnąć, jakiemi siłami zamierza on tę obronę przeprowadzić. W rezerwie bowiem pod tym względem stoją jedni jedyni socjaliści, ale współdziałanie z nimi nie jest na dłuższą metę możliwe dla sfer wielkokapitalistycznych, które główne swoje cele upatrują dzisiaj w obniżeniu płac robotniczych.

Logika wewnętrznej sytuacji niemieckiej prędzej czy później doprowadzi stronnictwa mieszczańskie w Niemczech do współdziałania z narodowymi socjalistami. Jeżeli nie dokona tego Brüning, to zrobi to kto inny na jego miejscu. Jedynem, co te sfery wstrzymuje jeszcze od jawnego skojarzenia się z Hitlerem, jest jego dzikość zewnętrzno-polityczna i jego hasła absolutnej negacji w stosunku do traktatów pokojowych. Ale z chwilą, gdy Hitler i jego ludzie „oswoją się” i nabiorą tresury politycznej o tyle, aby zmienić frazeologję zewnętrzno-polityczną z jednoznacznej na dwuznaczną, sfery kapitalistyczne Niemiec bez wahania zaapelują do ich pomocy przeciw socjalistom i przeciw lewicy socjalnej.

Rozpoczęta we wtorek sesja parlamentarna, jeżeli wogóle okaże się możliwą, to jedyne znaczenie będzie miała tylko jako etap na drodze do tego oswajania i tresowania dzikioh narodowych socjalistów i czynienia ich towarzysko możliwymi w sferach wielkiej polityki.

Pom.

 

Największy, najważniejszy i jednocześnie pierwszy ogólnopolski dziennik dwudziestolecia międzywojennego. Wydawany w Krakowie w latach 1910 – 1939. Za­ło­ży­cie­lem, za­ra­zem wy­daw­cą i re­dak­to­rem na­czel­nym był Ma­rian Dą­brow­ski. Posiadał dodatki jak Kuryer Literacko-Naukowy, wydawany w latach 1924–1939, i Kuryer Kobiecy, wydawany w latach 1927–1939. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości IKC przekształcił się w najpotężniejszy w okresie międzywojennym koncern prasowy. Politycznie czasopismo reprezentowało opcję centrową a po zamachu majowym – prorządową. Od lat 20-tych był gazetą o najwyższym w Polsce nakładzie 150 tys. egzemplarzy. Z gazetą współpracowali czołowi polscy dziennikarze i publicyści a także ludzie kultury i nauki.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close