Paderewski – twórca swego własnego losu

Co pisze o Paderewskim wielki tygodnik amerykański.

Nowy Jork, w grudniu.

Wychodzący w Nowym Jorku wielki tygodnik „The New York Times Magazine” poświęca bardzo wielki artykuł osobie i twórczości naszego znakomitego Ignacego Paderewskiego w 70-tą rocznicę jego urodzin. Autor artykułu Olin Downes, odbył wywiad z mistrzem Paderewskim, którego nazywa twórcą swego losu i współtwórcą losów Polski.

Ignacy Paderewski

Ignacy Jan Paderewski, 1921 rok (domena publiczna)

„Człowiek ten byłby wielki, na każdem miejscu i w każdej epoce – tak brzmi początek owego artykułu. – Kobiety płakały, słuchając nokturnu Szopenowskiego w jego interpretacji. Ale Paderewski potrafi taksamo działać swą wybitną indywidualnością na mężczyzn na terenie politycznymi jak działał na kobiety za pośrednictwem muzyki”.

Opowiadając o swej najwcześniejszej młodości, zaznaczył Paderewski, że początkowo nie myślał zupełnie o karjerze muzycznej. Jego najwcześniejsze zainteresowania dotyczyły polityki i to w związku z uciemiężoną ojczyzną. Urodził się w roku 1860 w Kuryłowej pod zaborem rosyjskim i miał zaledwie 3 lata, kiedy wieś napadli i zrabowali Kozacy w czasie pamiętnego powstania 1863 roku. Podrastający chłopak studjował pilnie historję Polski, która interesowała go znacznie więcej niż muzyka, pomimo, że posiadał w tym kierunku wybitne zdolności.

– Myślałem i mówiłem zawsze o polityce – powiada Paderewski, i wygłaszałem mowy, gdzie tylko się dało. Nikt nie przywiązywał do tego żadnej wagi. Uwaga wszystkich koncentrowała się na moich zdolnościach muzycznych, a zwłaszcza na talencie kompozytorskim.

– Poświęciłem się początkowo pracy kompozytorskiej, dlatego, że moje otoczenie uważało, że karjera wirtuoza jest czemś poniżającem. Wmawiano we mnie, że tylko głupi i drugorzędny osobnik może tracić czas na rozbijaniu fortepianu. Wobec tego zadawalałem się komponowaniem, ale wkrótce natrafiłem na trudności praktyczne. Któż będzie grał moją muzykę? Okazało się, że muszę nauczyć się gry na fortepianie, jeżeli pragnę rozpowszechnić moją muzykę.

W r. 1878 wstąpił Paderewski do warszawskiego konserwatorjum, gdzie mu poradzono, żeby uczył się gry na flecie lub na trombonie, co mu zapewni możność stałej posady w jakiejś orkiestrze.

I rzeczywiście Padarewski uczył się gry na trombonie, ale niezależnie od tego zdobył kilka pierwszych nagród za fortepjan i kompozycję. M. in.. wspomina Paderewski, że znakomita artystka Helena Modrzejewska doradzała mu, ażeby został pjanistą. Zdecydował się wtedy pojechać do Wiednia i tam studjować u mistrza Leszetyckiego. Od tego czasu karjera Paderewskiego rozwija się coraz szybciej, daje on recitale fortepjanowe w Wiedniu, Paryżu i Londynie, wszystkie uwieńczone wielkim sukcesem. Wreszcie przychodzi jego pierwsze tournée w Ameryce w r. 1891.

Paderewski uśmiecha się, opowiadając o zabawnym incydencie z owych czasów. Oto niejaki p. Tredbar, impresarjo działu koncertowego Stowarzyszenia Steinway, oświadczył mu zaraz na wstępie, że nie powinien spodziewać się wielkich sukcesów. Więksi artyści od pana przyjeżdżali tu i przepadali z kretesem. Sprzedamy pana za cenę 200-250 dolarów za jeden koncert”.

„Tymczasem suma, do której doszliśmy ostatecznie, wynosiła 30.000 dolarów za 80 koncertów, co na owe czasy było bardzo piękną sumką” – powiada mistrz Paderewski.

Nastąpiły wciąż nowe sukcesy i zaszczyty. Po objazdach Ameryki przyszła kolej na Australję i Południową Afrykę. Fortunę zdobytą przez swoją mistrzowską grę, rozdaje Paderewski na cele dobroczynne, nie wiedząc jeszcze wówczas, jaki będzie najbliższy etap jego przeznaczenia

* * *

Scena przedstawia willę Paderewskiego w Riond-Bosson w dniu Św. Ignacego, z początkiem sierpnia 1914. Willa ta, a raczej szalet w pobliżu Morges, ma prześliczny widok na Mont Blanc i na Jezioro Genewskie. Sembrich i Stojowski siedzą przy jednym fortepjanie, zaś Hoffmann i Ernest Scheling siedzą przy drugim grając na ośm rąk, przed wybitnem audytorjum. Naraz zadzwonił telefon. Paderewski poinformował swoich gości, że Niemcy wypowiedziały wojnę Rosji, że Francja mobilizuje i że ostatni pociąg francuski odjeżdża tej nocy do Lozanny.

Idylla się skończyła. Goście rozjechali się w największym pośpiechu. Riond-Bosson stało się schroniskiem dla uchodźców z najrozmaitszych krajów. Paderewski sam stał się „oficjalnym jałmużnikiem Polski”, zabiegając wszędzie dla jej dobra i łożąc równocześnie ogromne sumy z własnej kieszeni dla jej sprawy.

Ten sam człowiek, który hypnotyzował słuchaczów muzyką Szopena, teraz nietylko zdobywał pieniądze, ale i opinję publiczną dla Polski tak w Stanach Zjednoczonych, jak i w innych częściach świata. W Ameryce uruchomił armję złożoną z 25.000 Polaków, która rozrosła się następnie do 80.000, walczących następnie jako armja polska i zdobywając dla Polski prawo figurowania jako osobny naród na konferencji pokojowej w Wersalu.

Ten sam człowiek przygotował raport o sytuacji politycznej i ekonomicznej swego kraju, raport, który poprzedził publiczne oświadczenie prezydenta Wilsona, iż Polska powinna być wolnym krajem i mieć dostęp do morza.

W wigilję Bożego Narodzenia 24 grudnia 1918 torpedowiec angielski przywiózł go do Gdańska, skąd, chociaż przejazdom jego sprzeciwiali się Niemcy, udaje się do Poznania. Tutaj polscy ochotnicy bronili hotelu, w którym zamieszkał, podczas gdy żołnierze niemieccy atakowali, a kule wpadały do jego pokoju. Oddziały polskie zatrjumfowały, Poznań stał się miastem polskiem, a Paderewski pojechał do Warszawy.

Pewnego wieczoru, gdy Paderewski był samotny i zajęty pracą, zastukano do jego drzwi. Wszedl człowiek uzbrojony, trzymający w ręku list z abdykacją Paderewskiego i zażądał jego podpisu. Pani Paderewska, śpiąca w przyległym pokoju, została zbudzona głośnym krzykiem. Ale nie był to głos Paderewskiego, był to krzyk owego człowieka, któremu rewolwer wypadł ze ściśniętej mocno dłoni. Pani Paderewska zawołała o pomoc. Kiedy zbiegła się służba, Paderewski rozkazał wyprowadzić owego człowieka na ulicę i puścić go wolno.

Wkrótce potem Paderewski przyjmuje tekę premiera i ministra spraw zagranicznych. Pierwsze pięć miesięcy swoich rządów spędził na konferencji wersalskiej. Henryk Morgentau siedział w pobliżu Paderewskiego, podczas obiadu, wydanego na cześć Herberta Hoovera. Oto, co wówczas napisał:

„Tam siedział ten prawdziwy genjusz. Przed 11 laty oglądałem jego portret wystawiony we Lwowie. Przedstawiał on Paderewskiego jako Orfeusza, uspokajającego muzyką dzikie bestje. Ten obraz stał mi wciąż przed oczyma owego wieczoru. Człowiek ten wziął na siebie niemal, że niewykonalna zadanie pogodzenia rozmaitych partyj politycznych w swoim kraju a nawet wyeliminowania nienawiści rasowej”.

Z końcem r. 1919 Paderewski, chociaż zawsze jeszcze miał większość w sejmie, uczuł zmianę w opinji publicznej, i uznał, że powinien zrezygnować. Z radością powrócił do swojej willi w Riond-Bosson i chciał zakończyć swoje dni w pracy kompozytorskiej. Jednakże już w kilka miesięcy później, Polska zażądała ażeby reprezentował ją na konferencji w Spaa. W dalszym więc ciągu służył swojemu krajowi wszystkiemi siłami i sposobami.

Pewnego dnia zapytano go, czy jego nadludzka praca pjanisty, a równocześnie liczne walki i zmagania, nieraz tak tragiczne, jakie mu przypadły w udziale, wydają mu się usprawiedliwione?

Zastanowił się chwilkę, a potem odrzekł: „Mogę wam tylko tyle powiedzieć: „Wywalczyłem w życiu kilka walnych bitew”.

Największy, najważniejszy i jednocześnie pierwszy ogólnopolski dziennik dwudziestolecia międzywojennego. Wydawany w Krakowie w latach 1910 – 1939. Za­ło­ży­cie­lem, za­ra­zem wy­daw­cą i re­dak­to­rem na­czel­nym był Ma­rian Dą­brow­ski. Posiadał dodatki jak Kuryer Literacko-Naukowy, wydawany w latach 1924–1939, i Kuryer Kobiecy, wydawany w latach 1927–1939. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości IKC przekształcił się w najpotężniejszy w okresie międzywojennym koncern prasowy. Politycznie czasopismo reprezentowało opcję centrową a po zamachu majowym – prorządową. Od lat 20-tych był gazetą o najwyższym w Polsce nakładzie 150 tys. egzemplarzy. Z gazetą współpracowali czołowi polscy dziennikarze i publicyści a także ludzie kultury i nauki.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close