Paszkwil o Marsz. Piłsudskim

Kraków, 16 stycznia.

M. A. Ałdanow zajmuje wybitne miejsce wśród essayistów współczesnych. Prace jego o rewolucji francuskiej i z epoki napoleońskiej (9 Termidora, Czarci most, Spisek, Św. Helena), oparte na głębokiej erudycji i źródłowych badaniach, postawiły go w jednym rzędzie z Ludwigem, Maurois i Rollandem.

To też duże zaciekawienie wywołało ukazanie się jego nowej książki p. t. „Portrety” (wydawnictwo „Słowo”, Berlin 1931). Obejmują one m. in. sylwetki współczesnych mężów stanu: Piłsudskiego, Brianda, Caillaux oraz obszerną monografię o generale Pichegru.

W swoich dotychczasowych pracach historycznych, dzięki perspektywie czasu i danym archiwalnym, zdobył się Ałdanow na względny obiektywizm, który winien być kardynalną zasadą każdego essayisty. Tego obiektywizmu natomiast brak w „Portretach”, szczególniej, jeśli chodzi o monografję o Marszałku Piłsudskim. I brak ten, zwłaszcza w naświetleniu dotychczasowych prac autora, staje się tem bardziej jaskrawy i rażący.

Na pierwszej zaraz stronie zaznacza Ałdanow, że nie ma on podstaw do obdarzenia sympatją marszałka Polski, co staje się dla nas zupełnie zrozumiałem, jeśli się zważy, że autor „Portretów”, jako emigrant rosyjski i zwolennik ancien regime’u, chętnieby widział Polskę włączoną w skład potężnej Rosji. Ale ten brak sympatji posunął Ałdanow tak daleko, że essay traci całkowicie cechy objektywnej monografji, a przybrał w wielu fragmentach formę paszkwilu.

Przedewszystkiem p. Ałdanow odnosi się z zupełnym brakiem krytycyzmu do rosyjskich stosunków przedwojennych. Żyjący na wygnaniu monarchista rosyjski popełnia mimo bolesnych doświadczeń te same błędy, które cechowały rządzącą klasę rosyjską i które stały się jednym z powodów umożliwiających przewrót komunistyczny: Nie chce on widzieć błędów, popełnionych przez polityków Rosji przedwojennej, widocznie dla niego wszystko, co wyszło z pod berła cara, jest święte i nietykalne.

Typowym tego przykładem jest sposób, z jakim autor „Portretów” odnosi się do niepodległościowego ruchu polskiego i do jego ideowego i praktycznego podłoża.

Cytując z książki Klingslanda „Piłsudski”, że przyszły marszałek Polski wyszedł z gimnazjum wileńskiego, wskutek prześladowania Polaków i bicia za zajmowanie się literaturą i historją Polski – rewolucjonistą, twierdzi, że podobne prześladowania nie mogły mieć miejsca (?!), ponieważ zostały one zniesione na kilka lat przed urodzeniem Piłsudskiego.

Twierdzenie to rzuca jaskrawe światło na nastawienie i tendencje powyższej książki. Wystarczy chyba przypomnieć, że w dwadzieścia lat po urodzeniu Piłsudskiego, za ugodowych rządów hr. Wittego, generałgubernatorstwo warszawskie wydało rozporządzenie, mocą którego nauczyciele, wykładający w prywatnych szkołach w języku polskim, zostali osadzeni w więzieniach, lub skazani na wysokie kary pieniężne.

Szczególnie nie do smaku przypada p. Ałdanowi socjalizm niepodległościowy Marszałka Piłsudskiego, który uważa za paradoksalny.

Gdyby Ałdanow chciał być trochę konsekwentny, socjalizm Piłsudskiego nie byłby dla niego takim paradoksem. Na następnej zaraz stronicy sam przecież zaznacza, że w czasie organizowania zamachu na cara Aleksandra III, Piłsudski wyrzekł się zdecydowanie udziału w zamachu, twierdząc, że Polacy nie są zainteresowani w zmianie ustroju w Rosji, która nie może przynieść korzyści sprawie polskiej.

Późniejsza jego praca w P. P. S. była ciągłą walką z odłamem, skłaniającym się do S.-Rów, ponieważ na pierwszym planie programu Piłsudski zdecydowanie postawił sprawę niepodległości Polski. Związanie się z klasą robotniczą było tylko środkiem do celu. Bo wszak trudnem było, żeby P. znalazł posłuch wśród sfer mieszczańskich oportunistycznego społeczeństwa popowstaniowego.

Ukoronowaniem dzieła jest pełna inwektyw i złośliwości najbardziej rażąco nieusprawiedliwionych, pod adresem Marszałka, w sprawie przewrotu majowego 1926 r., aczkolwiek zaraz w dalszym szkicu o gen. Pichegru zdobył się na obiektywny sąd, by usprawiedliwić czyn generała, który dla wyższej racji stanu opuszcza armję rewolucyjną, którą dowodził i która wzniosła go na najwyższy szczyt sławy, by przejść do wrogiego obozu Burbonów. Na usprawiedliwienie swoje autor „Portretów” pisze: – Formalna strona sprawy nie zawsze mieć może znaczenie. Cobyśmy powiedzieli o historyku, któryby podszedł naprzykład do sprawy przywódców rewolucji lutowej z punktu widzenia par. 102 K K.

Nonsensami i insynuacjami przeplatana jest cała prawie monografja o Marszałku Piłsudskim. Nie dziwi nas to, bo świetny zresztą pisarz rosyjski, żyjący na wygnaniu i – oddychający miazmatami atmosfery Hittlerów i Treviranusów, przesiąka atmosferą nienawiści która go otacza i daje jej wyraz w swej pracy, pseudo-objektywnej i pseudo-naukowej.

Największy, najważniejszy i jednocześnie pierwszy ogólnopolski dziennik dwudziestolecia międzywojennego. Wydawany w Krakowie w latach 1910 – 1939. Za­ło­ży­cie­lem, za­ra­zem wy­daw­cą i re­dak­to­rem na­czel­nym był Ma­rian Dą­brow­ski. Posiadał dodatki jak Kuryer Literacko-Naukowy, wydawany w latach 1924–1939, i Kuryer Kobiecy, wydawany w latach 1927–1939. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości IKC przekształcił się w najpotężniejszy w okresie międzywojennym koncern prasowy. Politycznie czasopismo reprezentowało opcję centrową a po zamachu majowym – prorządową. Od lat 20-tych był gazetą o najwyższym w Polsce nakładzie 150 tys. egzemplarzy. Z gazetą współpracowali czołowi polscy dziennikarze i publicyści a także ludzie kultury i nauki.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close