W koszarach „czerwonych amazonek” w oblężonym Madrycie

(Korespondencja własna „Ilustrowanego Kuryera Codziennego”)

Madryt, w lipcu.

Madryt nadsłuchuje… Przypomina to typowe obrazki z wielkiej wojny, gdy mieszkańcy miast wychodzili w pola i przykładając ucho do ziemi, obliczali, jak daleko znajduje się linja bojowa. Bo tu –

nie wiele osób wierzy w komunikaty urzędowe.

Radjo rządowe trąbiło ciągle o zwycięstwach, a tu pętla oblężenia zacieśnia się coraz mocniej koło szyi stolicy.

Ludzie wierzą bardziej w wiadomości przyniesione pocztą pantoflową, niż w komunikaty oficjalne. Huk armat od północy budzi otuchę wśród znękanych czerwonym terorem mieszkańców Madrytu. Kiedyż nareszcie przyjdzie wyzwolenie?

A więc mamy już prawdziwą wojnę. Ukazały się rozkazy mobilizacyjne.

Rząd wzywa do szeregów rezerwistów.

Ba, ale kto obejmie nad nimi dowództwo – prawie wszyscy oficerowie rezerwy walczą już w szeregach powstańczych.

Madryt żyje w nadziei rychłej odsieczy. Tam na szczytach gór rozstrzyga się jego los. Masy zwolenników powstania czekają tylko na odpowiedni moment, aby chwycić za broń i zrzucić znienawidzone czerwone jarzmo.

Przechadzamy się po mieście. Niby to ruch normalny, a jednak wszędzie wyczuwa się niepokój.

Dygnitarze gotowi każdej chwili do ucieczki.

Ci panowie nie będą się bronić do ostatniego naboju, jak załogi La Montana, Alcazaru czy Loyoli… Przenikają do nas wiadomości o bohaterstwach powstańców i okrucieństwach band rządowych.

W okrucieństwach tych celują zwłaszcza kobiety. Przypomina to pierwsze okresy rewolucji rosyjskiej i rzezie czerezwyczajki. I tutaj – podobnie, jak w Petersburgu, w czasie rewolucji, grają bez przerwy teatry i kina, do których zapędza się syndykalistów.

Udało się nam dostać przepustkę do koszar „czerwonych amazonek”. Tworzy się tu nowy bataljon kobiecy. Hiszpanki chcą się bić. Idziemy na ulice calle Franco Rodriguez w dzielnicy robotniczej Cuatro Caminos.

Koszary znajdują się w obszernym kościele.

Na wieży świątyni powiewa czerwona chorągiew. Na wielkim placu przy kościele rozłożył się obóz milicjantów. Rozbrzmiewają głośniki, przez które wydawane są rozkazy.

Obóz ten przypomina obozowisko cyganów. Albo – kolumnę bojową Abisyńczyków. Milicjanci przybyli tu z rodzinami. Żony wojowników gotują obiad. Paru niedorostków bawi się bronią. Jakiś chłopak wymachuje wielkim pistoletem, który ledwie może unieść. Obawiamy się, że zanim z pistoletu tego dosięgnie któregoś z powstańców – naprzód położy trupem jakiegoś milicjanta.

Wiele kobiet karmi dzieci. Niemowlęta piją mleko, nie przejmując się nastrojem wojowniczym obozu.

Milicjanci przystrojeni najfantastyczniej.

Przeważnie mają wojskowe, a nawet policyjne czapki. Pewna grupa posiada przepaski z napisem „Escuadra de Acero” – eskadra stalowa. To zapewne robotnicy fabryk metalurgicznych.

W obozie panuje nastrój plotkarski. Nikt prawie nie słucha rozkazów, natomiast tworzą się grupki, opowiadające sobie wiadomości, zdobyte drogą prywatną. Wielu milicjantów zasnęło snem sprawiedliwych.

Może prześpią rewolucje… Nikt ich nie budzi… W całym obozie widać brak organizacji.

Lecz chcielibyśmy oglądnąć „bataljon kobiecy”.

– W tej chwili

„czerwone panienki”

są zajęte…

Czem? – Jak się okazuje – grają do filmu… Tak! W koszarach zjawił się już amerykański operator filmowy, który zaprosił „bataljon” do współpracy z dziesiątą muzą.

Przypatrujemy się scenie filmowania. No, tu nareszcie panuje jakiś porządek. Operator objął komendę i wydaje rozkazy.

– Na ramie broń… proszę ukarminować usta, trochę szminki na policzki. Panie są za blade, jak na „czerwone amazonki”. – Więcej czerwieni. To ma być film kolorowy, barwny… No, naprzód marsz… Drobniejszym kroczkiem. Panie chodzą jak stare wiarusy. Więcej wdzięku…

Zdjęcia skończone. Możemy bliżej przyjrzeć się „czerwonym amazonkom”. Parę jest nawet bardzo ładnych. Śmieją się, pokazując zdrowe, białe zęby. Wprost wierzyć się nie chce, że te czarnookie panny jutro czy pojutrze z okrzykiem „Niech żyje śmierć”

kamienować będą powstańców prowadzonych na miejsce egzekucji.

Rozpoczyna się coś w rodzaju mustry. Panienki ćwiczą się. Przyglądają się jednak kokieteryjnie widzom. Po skończonych ćwiczeniach oblegają operatora.

– Kiedy nasz film będzie w kinie?

To jest ich największe… zmartwienie. A może operator amerykański zamiast na wojnę, poprowadzi cały bataljon do Hollywood. Zresztą trzeba tu dodać, że słowo „bataljon”, jest trochę niewłaściwe. Jest tych dziewcząt zaledwie około 30. Prezentują się lepiej od milicjantów. „Umundurowane” są jednolicie – białe sukienki i berety na bakier. W pierwszej chwili możnaby pomyśleć, że to

kobieca reprezentacja Hiszpanji na olimpjadę berlińską.

Opuszczamy koszary przez calle Franco Rodriguez. Odwiedzamy jeszcze pałac księcia Alby. Pałac w stylu Ludwika XIV znajduje się w parku o drzewach stuletnich. Dawniej ta ulica nazywała się calle de la Princesa, obecnie calle Blasco Ibanez.

Pałac zajęła milicja komunistyczna, która wywiesiła czerwoną płachtę. Strzeże go

gwardja uzbrojona po zęby.

Milicjanci oprowadzają po pałacu, który przedstawia podobny widok, jak ów kościół na przedmieściu. Milicjanci wprowadzili się tu również ze swemi żonami. Przed wejściem do pałacu afisze czerwone, wzywające do walki. Narazie Madryt nie walczy. Liczy skrupulatnie pozostałą żywność, odmierza wodę, spogląda niespokojnie na niebo – i oczekuje oblężenia.

Grz.

Największy, najważniejszy i jednocześnie pierwszy ogólnopolski dziennik dwudziestolecia międzywojennego. Wydawany w Krakowie w latach 1910 – 1939. Za­ło­ży­cie­lem, za­ra­zem wy­daw­cą i re­dak­to­rem na­czel­nym był Ma­rian Dą­brow­ski. Posiadał dodatki jak Kuryer Literacko-Naukowy, wydawany w latach 1924–1939, i Kuryer Kobiecy, wydawany w latach 1927–1939. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości IKC przekształcił się w najpotężniejszy w okresie międzywojennym koncern prasowy. Politycznie czasopismo reprezentowało opcję centrową a po zamachu majowym – prorządową. Od lat 20-tych był gazetą o najwyższym w Polsce nakładzie 150 tys. egzemplarzy. Z gazetą współpracowali czołowi polscy dziennikarze i publicyści a także ludzie kultury i nauki.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close