Z Kiepurą w „Expressie” Warszawa – Zakopane

Wywiad specjalny dla „Ilustr. Kuryera Codziennego”

Warszawa, w grudniu.

Spotkałem Go na dworcu głównym. Roześmiany, wesoły, swobodny jak zwykle, w gronie przyjaciół, znajomych, wielbicieli. Wyjeżdża na święta do Zakopanego. Musi wypocząć po ostatnich występach w stolicy. Podchodzę, witam Go i wsiadłszy do wagonu, proszę o wywiad. Po chwili pociąg rusza. Zaczynam swą misję dziennikarską. Na wstępie dowiaduję się, że 1 stycznia Kiepura będzie znowu w stolicy; koncert, mający się odbyć 29-go b. r., przełożył na 5 stycznia, bilety już są wysprzedane.

Jan Kiepura - zdjęcie portretowe z 1935 roku

Jan Kiepura – zdjęcie portretowe z 1935 roku (źródło: http://acertaincinema.com)

– Szczęście… – powodzenie… – wtrącam…

– O, to się pan myli – mówi Kiepura – uważam, że szczęście jako pojęcie w znaczeniu „mieć szczęście”, nie zaś w znaczeniu „być szczęśliwym”, jako siła od nas zupełnie niezależna, działająca przypadkowo, wogóle nie istnieje. Uważam, iż tego rodzaju wiara w szczęście jest równoznaczna z zabobonem, jest pojęciem, według mnie, nieinteligentnem. Dotychczas w życiu zawsze miałem dowody, iż wszelkie osiągnięte wyniki były z matematyczną ścisłością rezultatem mej pracy; uważam, że w życiu każdego człowieka czynnikami jedynie decydującemi są: praca, talent, mózg, charakter i sprawność fizyczna; to z czem się człowiek rodzi, jest elementem, na którym praca powinna budować gmach karjery każdego człowieka.

– Czy mistrz przy tak olbrzymiem powodzeniu i majątku czuje się szczęśliwy?

– Hm, tak trudne pytanie, iż musiałbym się długo zastanowić, by na nie odpowiedzieć. W każdym razie nie czuję się nieszczęśliwym. Zbyt dużo mam w sobie siły, abym mógł się czuć nie szczęśliwy. Czasem ten nadmiar sił mi przeszkadza. Śpiew, odpowiedzialne przedstawienie, jakiś teatr światowy są dla mnie koniecznością dla wyładowania tej energji. Ta wielka odpowiedzialność, jaka spoczywa na mnie z powodu nadziei we mnie przez publiczność pokładanych, daje mi możność do wyładowania jej nadmiaru. Bowiem musi pan wiedzieć, iż odpowiedzialność, która rośnie z każdym dniem, jest dla artysty rzeczą przygniatającą. W miarę, jak się artysta staje bardziej wzięty, rosnąca odpowiedzialność stwarza tremę, strach przed tą odpowiedzialnością. Stokrotnie mniej tremy miałem, gdy występowałem po raz pierwszy, niż przy każdym obecnym występie. Odpowiedzialność za każdy akt, za każdą frazę, za pojedynczy ton, ba nietylko za każdy pojedynczy ton, ale nawet za barwę tego tonu. Co do mnie, osobiście jestem w tem szczęśliwem położeniu, iż trema u mnie nie osiąga zbyt wysokiego stopnia natężenia, aby mogła przeszkodzić dobremu oddaniu śpiewu; wprost przeciwnie, co jest rzadkością wśród artystów, mianowicie trema u mnie działa na podwyższenie poziomu wykonania artystycznego. Gdy nie jestem zdenerwowany, śpiewam źle. Naturalnie z wyłączeniem zdenerwowania z powodu niedyspozycji.

– Nie poznać jednak po panu tej tremy na scenie, jest pan zawsze pełen swobody…

– Niech mi Pan wierzy, iż ta swoboda drogo kosztuje artystę, że niejednokrotnie wewnątrz, serce artysty bije z nieopisanym strachem, gdy w tym samym momencie musi najswobodniej się uśmiechać. To jest właśnie wielka sztuka dobrego artysty, umieć zapanować nad swą maską.

– A propos maski, Mistrz śpiewał, występował w teatrze i grał w filmie. Który z tych trzech rodzajów sztuki Mistrz uważa za najpotężniejszy?

– Najpotężniejszy jest film dźwiękowy, który ma największą przyszłość. Film dźwiękowy jest potęgą ze względu na to, iż – oczywiście wtedy, gdy już będzie zupełnie udoskonalony zarówno w produkcji, jak i w reprodukcji – będzie on mógł służyć jako element, łączący stary film niemy z operą i dramatem w kinie. To połączenie tych trzech sztuk wytworzy w najbliższym czasie typ widowiskowy o wysokim artystycznym poziomie, który da słuchaczowi pieśń z wielką akcją i z żywem słowem. Film dźwiękowy będzie wielką konkurencją dla innych form teatru, a to z tego względu, iż to zmieszanie tych trzech czynników daje widzowi rozmaitość wrażeń, której każda z pojedynczych trzech form teatru nie może dać w dostatecznej mierze. Wielu ludziom mniej muzykalnym nie wystarcza sam śpiew i skarżą się na brak akcji w operze. Również teatr dramatyczny, który tylko słowem włada, równie ograniczoną ma akcję ze względów technicznych. Wszystkie te braki mogą być usunięte w filmie dźwiękowym, gdyż ten może dać akcję zupełnie nieograniczoną, może dać od czasu do czasu pieśń i może dać w odpowiednich momentach żywe słowo. Oczywiście stoimy narazie u progu rozwoju. Ale już dzisiejsze rezultaty pozwalają mieć pewność, iż film dźwiękowy stanie w najbliższym czasie na tak wysokim poziomie, iż będzie mógł dać całą miarę prawdziwie wysoce artystycznych przeżyć.

Jan Kiepura - zdjęcie portretowe z 1935 roku

Jan Kiepura – zdjęcie portretowe z 1935 roku (źródło: http://acertaincinema.com)

– Którą z gwiazd filmowych stawia pan, mistrzu, najwyżej?

– Uważam, iż ze wszystkich artystek filmowych, jakie kiedykolwiek widziałem, jedyną kobietą-artystką była Pola Negri, która mnie wzruszyła do łez. Stawiam ją na równi z bezgranicznie uwielbianym Lon Chaneyem. Uważam tego człowieka za wielkiego, większego niż wszyscy inni. Jest niepowetowaną stratą dla filmu, iż człowiek ten umarł. Jego śmierć dotknęła mnie tak boleśnie jakby mi ktoś umarł z najbliższej rodziny. Gdy będę w mieście, gdzie on jest pochowany będę szczęśliwy, jeśli będę mógł złożyć wieniec na jego grobie.

– A z polskich artystów?

– Jestem przekonany, iż w Polsce mamy może równie wielkich artystów, ale w filmie nie miałem możności ich widzieć. Natomiast jestem zupełnie przekonany, iż takich artystów dramatycznych, jakich ma Polska, niema na całym świecie. Uczęszczałem często do wszystkich Reinhardowskich teatrów z Moissim na czele i mogę absolutnie stwierdzić, aż nasze teatry („Polski”, „Narodowy”) stoją conajmniej tak wysoko, jak teatry Reinhardowskie. Gdyby nasi artyści mieli możność grać zagranicą w obcym języku, mielibyśmy najlepszą propagandę naszej kultury. Jestem entuzjastycznym wielbicielem Junoszy Stępowskiego, Jaracza, Osterwy, Węgrzyna i wielu innych, których trudno wymieniać. Wszyscy oni są stanowczo lepsi od Moissiego.

– Więc dlaczego nasze teatry, czy filmy nie cieszą się według pana w kraju uznaniem?

– Albowiem jesteśmy narodem wiecznych opozycjonistów, nie uznajemy pracy pozytywnej, nie umiemy się niczem zadowolić, stosujemy ten negatywizm we wszystkich dziedzinach życia, nietylko w polityce. Każdy śpiewak źle śpiewa, każdy artysta źle gra, każdy film nic nie jest wart. Skąd bierze się ta psychologja – nie wiem. Mam wrażenie jednak, iż psychologja ta to niezadowolenie, ta zgryźliwość powstaje z nadmiaru talentów, które nie mają sposobu do wyładowania się.

Dlatego zagranicą dochodzimy do lepszych wyników, niż w kraju. Kraj jest za małym rynkiem zbytu, czy pan weźmie świat artystyczny, czy handel czy przemysł czy jakąkolwiek bądź dziedzinę. Tylko że u nas każdy ogląda się za pomocą, a przecież wszystkim nie można pomóc. Uważam, iż każdy człowiek własną pracą może więcej zyskać, niż oglądanie się za pomocą, poparciem, czy protekcją. Jeśli ja się wybiłem to zawdzięczam to jedynie własnej usilnej pracy. Opowiem panu taką historję: gdy jeszcze byłem początkującym śpiewakiem, śpiewałem w operze zdawało mi się iż śpiewać może każdy, i dziwiłem się dlaczego mówili, że nie umiem śpiewać. Chcieli mnie nawet „wylać” z opery. Pewnego dnia akompanjatorka moja poradziła mi, abym się wziął do teorji muzyki. Dziwnem mi się to wydało, ale posłuchałem. Otworzyłem więc sobie wtedy w mózgu szufladę, inną szufladę, której dotąd nie otwierałem i zabrałem się energicznie do pracy nad sobą. I tylko dzięki tej wytężonej, usilnej pracy zawdzięczam dzisiejszą moją karjerę. Tak, tak – mówi Kiepura na zakończenie – w życiu człowiek dochodzi do czegoś wyłącznie tylko własną pracą.

B. Skąpski.

Największy, najważniejszy i jednocześnie pierwszy ogólnopolski dziennik dwudziestolecia międzywojennego. Wydawany w Krakowie w latach 1910 – 1939. Za­ło­ży­cie­lem, za­ra­zem wy­daw­cą i re­dak­to­rem na­czel­nym był Ma­rian Dą­brow­ski. Posiadał dodatki jak Kuryer Literacko-Naukowy, wydawany w latach 1924–1939, i Kuryer Kobiecy, wydawany w latach 1927–1939. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości IKC przekształcił się w najpotężniejszy w okresie międzywojennym koncern prasowy. Politycznie czasopismo reprezentowało opcję centrową a po zamachu majowym – prorządową. Od lat 20-tych był gazetą o najwyższym w Polsce nakładzie 150 tys. egzemplarzy. Z gazetą współpracowali czołowi polscy dziennikarze i publicyści a także ludzie kultury i nauki.

Close