Zaczęło się od knota

Ceremoniał biurokratyczny w praktyce

Jeden z dzienników warszawskich podaje tragikomiczny przykład biurokratycznego ceremoniału, zaręczając, że historia jest od „a” do „zet” autentyczna:

Na pewnych robotach, wykonywanych sposobem gospodarczym przez pewną instytucję, zaszła konieczność kupienia knotów do latarni. Metr takiego knota kosztuje 70 groszy.

Jak się załatwia taką sprawę w prywatnym przedsiębiorstwie? – Bardzo prosto – technik prowadzący roboty woła pierwszego lepszego robotnika i mówi:

– Macie tu złotówkę, skoczcie do najbliższego sklepiku i kupcie metr knota do latarni. A nie zapomnijcie wziąć pokwitowania.

A jak taką sprawę każe załatwiać ceremoniał biurokratyczny, w „odnośnej” instytucji? Otóż technik ten, zatrudniający kilkuset ludzi, musi z roboty wrócić do biura, odległego o parę kilometrów, wypisać zapotrzebowanie w specjalnej księdze zapotrzebowań i dać do zatwierdzenia swemu przełożonemu.

Po parafowaniu przez niego, zapotrzebowanie wędruje do kierownika działu gospodarczego tejże samej instytucji, ale urzędującego nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności w innym gmachu i na innej ulicy, w odległości około kilometra drogi.

Kierownik działu gospodarczego podpisuje również zapotrzebowanie i przekazuje referatowi zakupów, celem wydania zlecenia kupna.

Zadaniem referatu zakupów jest scentralizowanie wszystkich zakupów w jednych rękach, badanie cen rynkowych i wyszukiwanie najtańszych źródeł kupna.

A jeśli dany artykuł nie był kupowany, to się rozpisuje przetarg na jego dostawę.

Toteż sprawa dalej idzie już gładko. Po zdecydowaniu, który sklep jest najtańszy na zakup knotów do latarni, posyła się tam przez woźnego zlecenie dostawy – i żądany materiał przechodzi do magazynu materiałowego, położonego znów o ćwierć kilometra dalej.

Jeśli Czytelnicy myślą, że już cała rzecz ma się ku końcowi, to niech wiedzą, że się mylą, bowiem dopiero teraz cała rzecz się zaczyna. W magazynie zakupiony towar zostaje odebrany przez magazyniera, przeprowadzony przez księgi – i wreszcie, musi się zebrać komisja, w składzie trzech osób, orzec czy dany materiał został naprawdę dostarczony, czy jest odpowiedni, czy cena nie jest wygórowana i wreszcie podpisać odpowiedni protokuł.

Protokuł wędruje następnie do referatu kontroli rachunków, stamtąd do likwidatury, następnie do działu finansowego i dopiero ten ostatni daje zlecenie wypłaty do kasy.

Pozostają już tylko kłopoty z fakturą, protokółem zużycia itp. drobiazgi.

Na obronę powyższej instytucji należy powiedzieć, że nie jest ona wcale taka najgorsza pod wzglądem biurokratycznym – bowiem do prawomocności komisji wystarcza tam liczba trzech osób. Natomiast istnieją urzędy, gdzie liczba osób w komisji nie może być mniejsza od ośmiu.

Choćby przedmiotem jej uchwał miała być tylko decyzja, czy należy przyciąć gałęzi drzewek, rosnących wzdłuż szlaku komunikacyjnego, czy też nie należy przyciąć.

Dziennik demokratyczny wychodzący w Krakowie w latach 1937 – 1939.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close