Ellis Island – wyspa łez

Dwadzieścia pięć milionów europejczyków znalazło się już za życia w piekle: to emigranci, którzy musieli przebyć gehennę Ellis Island, aby dotrzeć do amerykańskiego raju. W ciągu 32 lat, od roku 1892 do 1924 była wyspa łez – jak nazywano w całym świecie Ellis Island zmorą dwóch części świata. Kto chciał opuścić Europę drżał słusznie przed próbą, jaka czekała na tej małej mocno obwarowanej wysepce, leżącej bezpośrednio u wjazdu do portu, Nowego Jorku. Kto ją przeżył, przysięgał sobie, że chętniej da się zamknąć w Sing-Sing, niż przeżyje powtórnie piekło Ellis Island. Od czasu ograniczenia emigracji wyspa utraciła częściowo pierwotne znaczenie. W ostatnich 12 latach była jedynie miejscem przymusowego pobytu deportowanych, którzy tu czekali na przewóz do dawnej ojczyzny.

WESOŁY POCZĄTEK

Ta smutna rola ma się również ku końcowi. Ellis Island ma być obrócona w wielki plac sportowy dla łaknących powietrza i wody ośmiu milionów obywateli Nowego Jorku. Nikt nie będzie opłakiwać tego smutnego przeżytku, skazanego obecnie na zagładę, chociaż początek Ellis Islandii nie miał nic wspólnego z cierpieniem i troską. Holendrzy, którzy założyli osiedle Nowy Jork, nazywali tę wyspę „Kiosk Island”. Była ulubionym celem wycieczek. – W cienistych altanach – kioskach rozkoszowano się w niedzielę ostrygami, które łowiono w wielkiej obfitości na mieliznach u brzegów. Wyspa miała wszystkiego trzy morgi obszaru. Z czasem dopiero powiększono sztucznie jej rozmiary. W roku 1794, gdy zmarł właściciel wyspy Samuel Ellis, przemianowano ją na Ellis Island.

WIĘCEJ URZĘDNIKÓW, NIŻ PRZYBYSZÓW

Ellis Island stała się własnością miasta Nowego Jorku, które ustąpiło wyspę państwu „jedynie w celach obronnych”. – W roku 1831 stała się miejscem stracenia pirata Gibbsa. Od roku 1844 stał na niej fort Gibbson. W jego zabudowaniach mieszczą się obecnie lokale zarządu i cele dla deportowanych. Gdy w roku 1892 zaszła konieczność rozszerzenia stacji dla imigrantów, mieszczącej się dotychczas w Castle Garden, Ellis Island otrzymała swoje nowe i smutne przeznaczenie.

Dziś na niewielkim obszarze wyspy znajduje się 27 budynków. Wśród nich elektrownia, szpital, hala sypialna z 30.000 łóżek i jadalnia na 2.000 osób. – Wszystko to ma jakiś niesamowity wygląd. W szpitalu lekarze, personel pielęgniarski i urzędnicy zarządu nie mają absolutnie nic do roboty. – Z trzech tysięcy łóżek zajęta jest znikoma zaledwie część. W olbrzymiej jadalni zasiadają często sami urzędnicy w liczbie pięciu, którzy są bardzo zadowoleni, gdy znajdzie się jakiś deportowany jako towarzysz przy stole.

SKROMNE PAŃSTWO

Szczególnym szacunkiem cieszy się miejsce, na którym siadywał Henri Barbuse, który dość długo czekał na Ellis Island na decyzję amerykańskich władz w kwestii wpuszczenia go do kraju. Zezwolono mu w końcu na krótki pobyt. Mimowolnym gościem Ellis Islandii była również słynna angielska bojowniczka o równouprawnienie kobiet, Emelina Pankhurst. Daleko chętniej wspominają urzędnicy, czynni na wyspie, inną angielską damę lady Verę Catheart bohaterkę słynnego procesu rozwodowego. -Niektóre związki kobiet w Nowym Jorku zabiegały o niewpuszczenie tak skompromitowanej osoby i dopięły na razie, że lady Catheart internowano na wyspie. Sprawa oparła się o Waszyngton, gdzie władze naczelne wahały się z powzięciem decyzji. Wtedy earl of Craven, oskarżony przez małżonkę lady Catheart o odegranie roli „trzeciego” w sprawie rozwodowej, przesłał do Waszyngtonu znany telegram: „Musicie panowie bezwarunkowo być opuszczoną przez Boga hordą głupców”.

Telegram nie grzeszył grzecznością, ale sprawił, że lady Verze udzielono natychmiast prawa wjazdu.

KSIĄŻĘTA Z WŁASNEJ WOLI

Ogółem jednak gościła u siebie wyspa więcej fałszywych arystokratów, niż istotnych. Mnóstwo oszustów, spekulujących na goniącej za tytułami amerykańskiej burżuazji, przeliczyło się i zamiast znaleźć się w ramionach dolarowej dziedziczki, stawało się lokatorami celi więziennej na wyspie łez. Najsłynniejszym z nich był rzekomy książę Michał Romanow. Jako ślepy pasażer na jednym z parowców przybył do Ameryki w roku 1932. Nazywał się istotnie Harry Gerguson. Trzy razy wydalano go, lecz potrafił na nowo oszukać czujność władz. W końcu sprzedał swoje pamiętniki, zatytułowane „Ja i władze imigracyjne” jednemu z wielkich czasopism i występował w jednym z teatrzyków przy Broadway, gdzie opowiadał publiczności swoje przygody. Amerykanie potrafią cenić humor. Fałszywy Romanow otrzymał zezwolenie na zamieszkanie w Ameryce i występuje obecnie w tanich kabaretach.

Mniej szczęśliwie zakończyła się awanturnicza podróż Węgra Adoriana Gabora, który jako „baron Fritz Krupp” utrzymywał, że jest spadkobiercą wielkiego niemieckiego fabrykanta broni. Na początku otwierały się przed nim wszystkie drzwi. Nawet Henry Ford dał się wyprowadzić w pole i podarował domniemanemu baronowi jeden z najpiękniejszych wozów, wypuszczonych z jego fabryk. Powodzenie przewróciło oszustowi w głowie. W czasie pobytu w Hollywood udzielił wywiadu reporterowi jednego z tamtejszych dzienników „zdradzając” pewne tajemnice zakładów Kruppa. Niemiecka firma zwróciła uwagę na oszusta i wymogła jego wydalenie, poprzedzone jak zwykle „gościną” na Ellis Island.

HIENY WYSPY

Mówiło się i mówi dużo o oszustach wśród emigrantów. Nie należy jednak pominąć milczeniem wyzysku, na jaki narażeni byli sami imigranci z chwilą gdy stanęli na amerykańskiej ziemi. Działo się to zwłaszcza na wyspie łez. Musieli nocować w brudnych i ciasnych pomieszczeniach, otrzymując za całe pożywienie chleb i suszone śliwki. Dzierżawcy przytułków na wyspie, którym rząd płacił sowicie za mieszkanie i utrzymanie imigrantów, stawali się w krótkim czasie milionerami. „Bankier prywatny” Franc Scully płacił za prawo utrzymywania na wyspie kantoru wymiany 5520 dolarów na rok podczas gdy obrót roczny jego kantoru sięgał ośmiu milionów dolarów, a zarobki na różnicy kursów wynosili, jak twierdzili fachowcy czwartą część tej sumy. Drugim „dobroczyńcą” był miejscowy fryzjer, który wmawiał ciemnym ludziom, marzącym o zdobyciu majątku w Ameryce, że urząd sanitarny czyni trudności źle ostrzyżonym i brał za tę operację pół dolara. – Oszukiwano biedaków przy sprzedaży biletów kolejowych na kolosalne sumy. Szczególnie nieuczciwie i bardzo rozpowszechnione było wykorzystanie okoliczności, że wiele miasteczek w Ameryce nosi tę samą nazwę. Istnieje np. siedem czy osiem gmin o mianie Waszyngton, o czym wie jednak tylko rdzenny obywatel. Sprzedawano więc imigrantom bilety do miejscowości, do której nie jechali aby zmusić ich do kupna później dodatkowego biletu. Prowizja z takiej tranzakcji szła do kieszeni agenta, a kolej zarabiała na frekwencji. Władze zmuszone były wkońcu zająć się tymi ciemnymi sprawami. Hieny Ellis Island nie zostały jednak wytępione w zupełności. Teraz dopiero zamknięcie wyspy łez z powodu zredukowanej do zera prawie imigracji położy kres skandalowi, który w ciągu przeszło 50 lat stanowił brzydką plamę na honorze Stanów.

Dziennik demokratyczny wychodzący w Krakowie w latach 1937 – 1939.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close