Gdzie kończy się Europa

Europa – to nietylko pojęcie geograficzne. Jak trudno byłoby w obecnej chwili dowieść tego – Europa to pojęcie, które za treść swa ma pewną ideę. Na tę treść ideową złożyły się całe stulecia – ba, nawet tysiąclecia, w czasie których narastała wysoka kultura i cywilizacja europejska. Tworzyły ją wspólnie naczelne narody europejskie, każdy wnosząc swój skromny dorobek – by je zamienić w świetną budowlę – korzystały zeń wszystkie narody wspólnie. Wymiana była tu głęboka zapładniająca i twórcza. Skrzywdzilibyśmy naczelną ideę, gdybyśmy w tym wspólnym wysiłku próbowali oddać komukolwiek palmę pierwszeństwa. Gotyk, Odrodzenie, Romantyzm, Impresionizm, Kubizm pojęte nie tylko jako sztuka – oto etapy, po których zdążała myśl Europy ku swojemu celowi: harmonii między życiem jednostki i zbiorowości.

Harmonijna ta droga została wprawdzie w ostatnim czasie dotkliwie spaczona… Nie tu miejsce dla rozważania przyczyn – chwilowego, oczywiście – braku równowagi. Tkwią one zarówno w przestarzałej strukturze gospodarczej jak i zachwianej strukturze duchowej człowieka powojennej Europy. W naszych oczach i z naszym współudziałem będa się tworzyły nowe formy ekonomiczne i duchowe, które zadecyduia o nowym obliczu Europy – mimo różnorodności elementów społecznych i narodowych, które się na nie złożą – znów i jeszcze bardziej jednolitym.

Ale tymczasem tkwimy w dniu dzisiejszym i o nim też trzeba mówić. Dziś każdy półinteligent z prasy „narodowej” uważa sobie za honor psioczyć ile wlezie na Europę. No tak, oczywiście nie podoba mu się Europa – on ma w planie swój własny styl kulturalny, polityczny, architektoniczy – styl wielki, styl „narodowy” – no i realizuje go gdzieniegdzie… Że wygaduje co mu ślina na język przyniesie na Europę 20 wieków olbrzymich wysiłków dla stworzenia kultury – to zrozumiałe. Sam nie dorósł jeszcze do niej. Nie rozumie jej ani w ząb. Najprostszy wybieg półinteligenta: zaprzeczyć jej, psioczyć, pluć na nią.

Przecież on ma w zanadrzu plan nowej Europy! Europy pod jego skrzydłami opiekuńczymi – Europy którą „odrodzi” jego idea „dynamicznego nacjonalizmu”. Do tego „odrodzenia” nadaje się szczególnie Wschodnia Europa. Dlaczego właśnie Wschodnia Europa? Na to pytanie postaramy się odpowiedzieć niżej. Tymczasem zacytujemy z „Völkischer Beobachter” z 24 grudnia z artykułu p. Waltera Schmitta co następuję:

„Europa kończy sie na granicach etnograficznie ukraińskich terytoriów tak, że nawet zeuropeizowana Moskwa jest w rzeczywistości również azjatyckim intruzem – była i jest pogromczykiem europejskiej kultury”.

I parę linijek dalej:

„To pojęcie Europy w szczęśliwych dla niej czasach rozrosło się poza Nowogród i Kijów, ale pod olbrzymim naciskiem Hunnów i Mongołów zmniejszyło się jedynie do terytoriów, których broniło niemieckie rycerstwo”.

I wkońcu cytujemy z książki hitlerowskiego „ideologa” p. A. Sandersa p. t. „O przebudowę Europy”:

„Nie w Genewie, lecz na frontach między Dźwiną i Dnieprem dokonuje się obrona Europy przed Moskwą”.

Tak charakterystyczne są te cytaty – i interesujące nas bardzo. Tym bardziej, że podajemy je z entuzjastycznego artykułu p. t. „O nową wschodnią Europę”, zamieszczonego w lwowskim, ukraińskim, piśmie „Diło” z dnia 28 grudnia. Oczywiście ze stroną „naukową” tych cytat nie ma co dyskutować. Ważniejsze jest co innego. Ważne jest to, że tymi teoretycznymi rozważaniami kryją się realne plany, które mocno i żywo dotyczą naszych polskich interesów.

Chodzi nam o – nazwijmy to: naiwność pewnych ugrupowań ukraińskich, które przez swoją przyjaźń dla III Rzeszy nie zasługują na inną nazwę jak hitlerowskich. Naiwność z jaką wierzą w tę „nową wschodnią Europę” – lub raczej poprostu mówiąc w Wielką Ukrainę, którą przyobiecano im w Berchtesgaden. Nie trzeba, wydaje się nam, zbyt dużego rozsądku, ażeby się spostrzec, że ta Wielka Ukraina – to przyszła kolonia niemiecka, której zadaniem będzie dostarczać uzbrojonej po zęby III Rzeszy surowców wojennych. A jeśli wiedzą o tym i zdają sobie sprawę z tego, że stać się to może kosztem wolności narodu ukraińskiego – to jaka ich rola w tym wszystkim i jakim prawem przemawiają w imieniu całego narodu ukraińskiego?
Stawiamy pytanie:

Czy ci panowie reprezentują cały naród ukraiński, który chcą sprzedać za miskę soczewicy i tak pozatym jeszcze niepewnej?

Nie! Ani ksiądz Wołoszyn – manekin Berlina – ani panowie z różnych ukraińskich pism hitlerowskich nie mają prawa tego narodu reprezentować. Bo kogoż tu jeszcze oszukiwać jaka jest jego istotna struktura społeczna, jakie są jego prawdziwe poglądy! Nie darmo całe pokolenia wychowywały się na myślach i ideach Tarasa Szewczenki i Iwana Franko – które były ideami demokratycznymi. I nic to nie pomoże, że ukraińscy faszyści usiłują sobie obydwu przywłaszczyć. Ich idej ludowi ukraińskiemu nie odebrali.

Nie wydaje się nam, ażeby jeszcze tym panom udawało się oszukiwać lud ukraiński – ani opinię demokratycznej Europy. Nie obchodzą może p. Bonneta lub p. Daladiera losy ukraińskiego ludu, gotowi są sprzedać go, jak sprzedali ludy Czechoslowacji. Ale na nich nie kończy się jeszcze Europa. Losy tego narodu obchodzą żywo Polskę, jej demokrację – demokrację całej Europy. Tylko razem z tymi siłami realnymi może lud ukraiński utworzyć nie „nową wschodnią Europę” – ale prawdziwą NOWĄ EUROPĘ, która tam się ZACZNIE, gdzie skończy się wszelkie oszustwo polityczne i wszelka pseudoeuropejska „kultura”.

J. W.

Dziennik demokratyczny wychodzący w Krakowie w latach 1937 – 1939.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close