Listy z Holandji.

Wszyscy na rowerach

(Korespondencja własna „Kurjera Bydgoskiego”)

Amsterdam, w styczniu.
Okolice Amsterdamu utrwalają w pamięci widok charakterystyczny i wydarte morzu, płaskie, nizinne przestrzenie. Monotonny ten krajobraz poprzerzynany jest czarnemi pasami rowów i kanałów z ciemną stojącą wodą i dość gęsto rozsianemi wiatrakami, które służą nietylko do mielenia, ile do pompowania wody. Bo przecież woda – to groźny żywioł dla Holendra. Ujęta w karby dzięki genjuszowi ludzkiemu, zagraża jednak nieustannie i nakazuje czujność.

rowerowy Amsterdam w latach trzydziestych XX wiekuW Amsterdamie uderzyła mnie przedewszystkiem nadzwyczajna czystość tego miasta. Zawdzięczać to należy nadzwyczaj częstym opadom (złośliwi twierdzą, że w Amsterdamie przynajmniej 365 razy do roku pada deszcz). Doskonale urządzone ścieki odprowadzają bardzo szybko wodę do licznych kanałów, tak, że po najbardziej ulewnym deszczu ulica osusza się w ciągu piętnastu minut.

Amsterdam jest miastem bardzo szeroko rozbudowanem. Do nowej dzielnicy z centrum jedzie się tramwajem około 45 minut. Dlatego też ruch pieszy jest stosunkowo niewielki, zato do najbardziej rozpowszechnionych środków lokomocji, oprócz tramwajów, należą rowery.

Jeżdżą wszyscy: mężczyźni, kobiety, dzieci. Spotyka się często panie na rowerach, które w umocowanym z tyłu koszyczku wożą swe małe dzieci, czasem – pieski, lub zakupione prowianty.

W biurach, urzędach, teatrach, kawiarniach, restauracjach urządzone są specjalne przechowalnie rowerów. Ruch rowerowy jest najbardziej ożywiony w dnie powszednie, w godzinach rannych i popołudniowych, t j. w czasie, gdy amsterdamczycy zdążają do pracy i po jej ukończeniu – do domów.

Wieczorem zaś, mieszkańcy Amsterdamu zażywają spacerów w rzęsiście oświetlonej dzielnicy centrum, wyróżniającej się wspaniałemi bulwarami, bogactwem wystaw sklepowych, pomysłowemi reklamami świetlnemi licznych w tej części miasta teatrzyków i kinematografów.

Ogólny wygląd Amsterdamu jest miły i pogodny. Niskie domy, wyróżniające się pięknością i czystością okien, za któremi kryją się z wielkim smakiem urządzone zaciszne wnętrza mieszkań. Tylko bardzo stara dzielnica z wąskiemi uliczkami i często walącemi się domami, wyrastającemi wprost z brudnych, nieraz nieprzyjemną woń wydzielających kanałów, sprawia niemiłe wrażenie, a w mrokach nocy wygląda wprost strasznie.

Poza zewnętrznym widokiem miasta ciekawego ze względu na odrębną architekturę, liczne kanały i mosty podnoszone, otwierające się i obracające, Amsterdam posiada wiele osobliwości, godnych widzenia. Należą do nich muzea, a przedewszystkiem Rijksmuseum z bogatą galerją obrazów, bogate museum kolonjalne, muzeum miejskie, oraz zamieniony również na muzeum dom Rembrandta, w którym mistrz mieszkał i pracował.

Piękny jest park – Vondelpark, zwany laskiem bulońskim Amsterdamu, bogaty ogród zoologiczny i pięknie urządzone akwarjum.

Pomimo rzucającego się w oczy porządku, na ulicach Amsterdamu panuje duża swoboda: wolno hałasować, śpiewać, grać, a nawet tańczyć. Byłam zdumiona, widząc kilka par tańczących na ulicy w takt muzyki, dochodzącej gdzieś z zaułka.

Gromadki dzieci zdążające parami pod opieką nauczyciela z chorągiewkami w rękach, urzyjemniają sobie czas niemilknącym wrzaskiem.

Okrzyki radości, hałaśliwe objawianie entuzjazmu, zdziwienia, czy oburzenia, jest tutaj zupełnie przyjęte.

Gdy poraz pierwszy jechałem tramwajem w Amsterdamie, dziwiłam się ogromnie, widząc jakie rozbawione towarzystwo pań i panów, zabawiające się wzajemnem zrzucaniem się z ławek za pomocą t zw. u nas „sera”, co wywoływało okrzyki uznania i szczerą wesołość jadącej publiczności i pobłażliwy uśmiech konduktora. Później już przyzwyczaiłam się do tych widoków, które są tam na porządku dziennym.

Holendrzy są bardzo dumni ze swego kraju, który uważają za najpiękniejszy w świecie. Dumni są ze swoich miast i portów i wciąż oczekują od cudzoziemców wyrazów podziwu, uznania i zachwytu, a gdy ich nie słyszą, są wprost zdumieni.

– Piękne jest nasze miasto, prawda? – to pytanie słyszałem ciągle w Amsterdamie.

J.P.

Dziennik ukazujący się w latach 1933 – 1939. Pismo to było wyrazicielem polityki Polskiego Związku Zachodniego. Pod względem popularności druga po „Dzienniku Bydgoskim” gazeta codzienna dwudziestolecia międzywojennego w Bydgoszczy. Poprzedniczką „Kurjera” była „Gazeta Bydgoska” będąca organem Narodowej Demokracji.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close