Skutki szkodliwego doktrynerstwa

Bydgoszcz, 25 stycznia.

Niema chyba jednego ubezpieczonego pracownika, któryby twierdził, że system ubezpieczeń społecznych i wszystkie jego urządzenia w naszym kraju, stanowią jakieś dla rzesz pracowniczych dobrodziejstwo. I owszem, twierdzić będzie, ale wręcz coś przeciwnego. Jeśli nie za przekleństwo uważać będzie ów system ubezpieczeń, to w każdym razie za coś, co całkowicie odwraca pojęcie użyteczności a zamyka natomiast pojęcie szkody społecznej. Nawet najgłupszy socjalista, ślepo słuchający rozkazów swego przewódcy, nie odważy się dzisiaj stawać w obronie tego systemu urządzeń społecznych, który w sumie psu na budę zda się i jest niczem więcej, jak tylko wyciąganiem ciężko zapracowanej krwawicy z kieszeni rzesz pracujących.

Co innego bowiem jest sama zasada ubezpieczeń społecznych, a co innego bezmyślne doktrynerstwo, które z zasady tej uczyniło jakieś monstrum najpotworniejsze, olbrzymiego bałwana o straszliwym brzuchu. Brzuch ten wchłania niewiarygodne ilości pokarmów, utrzymanie bałwana przerasta siły społeczeństwa, i już nietylko o jakimś pożytku z tego nie może być mowy, ale wręcz szkoda staje się widoczna dla ogółu obywateli i całego w kraju gospodarstwa.

Zastanówmy się tylko nad tym rozbudowanym aparatem, jaki stworzono w naszym kraju dla tych t. zw. niby ubezpieczeń społecznych. Toć ta potworna maszyna biurokratyczna potrzebuje na swe utrzymanie kolosalnych sum. A czyż stać jest nasz biedny kraj na taki kosztowny i niczem nieusprawiedliwiony wydatek? Komu to jest potrzebne i na co? Rzesze pracownicze płacą haracz na ubezpieczenia, a tymczasem haracz ten idzie w znacznej mierze na utrzymanie kolosalnego aparatu tych urządzeń społecznych, na właściwe zaś urządzenia pozostają resztki. I czyż można się dziwić w tym stanie rzeczy, że ubezpieczeni otrzymują śmiesznie mało w zamian za swą krwawicę wpłacaną na owe urządzenia społeczne? Czyż można się dziwić, że często przeklina niejeden wszystkie te urządzenia, uważa je za przedmiot największych swych utrapień?

Obecnie nastąpiło zcalenie tych urządzeń społecznych, co nie obyło się bez gorących protestów ze strony warstw pracujących. Zcalenie to miast stać się rzetelną reformą urządzeń społecznych, jeszcze bardziej system tych urządzeń z punktu widzenia maszyny biurokratycznej spotęgowało. Nietylko nie słyszy się o zredukowaniu aparatu biurokratycznego w tych urządzeniach, ale naodwrót są tendencje jego powiększenia. Nie może być zatem mowy o zmniejszeniu kosztów tego pośrednictwa w wyświadczaniu rzekomych dobrodziejstw ubezpieczonym, ale na odwrót – koszta te będą poważnie zwiększone. I pytanie: dla kogo właściwie i w jakim celu opłaca się te wszystkie stawki? Czy opłaty te mają być obracane rzeczywiście na ubezpieczenie pracownika, na leczenie go w razie choroby, itp., czy na utrzymanie potwornie rozrosłego aparatu biurokratycznego tych urządzeń społecznych?

Reforma rzetelna powinna wypływać z rzetelnej troski o ubezpieczonego pracownika. Dopuszczona być zatem winna wolność ubezpieczania się w prywatnych kasach chorych, poszukiwania prywatnej porady lekarskiej, itp. Tak samo winna być dopuszczona wolność zakładania prywatnych kas emerytalnych. Słowem, wszędzie jak najwięcej wolności i prywatnej inicjatywy. Bo one tylko mogą zabezpieczyć gospodarstwo przed ruiną, a pracy zapewnić prawdziwą opiekę. I tego domagają się dzisiaj warstwy pracujące, mające oczy otwarte na różne niebezpieczne zjawiska, jakich widownią jest kraj od początków restytuowania swej państwowości.

Pośrednictwo w zapewnieniu rzekomej opieki warstwom pracującym jest dzisiaj kolosalnie drogie. Ale pomijając już samo pośrednictwo, trzeba podnieść jeszcze, że wskutek tego właśnie rozbudowanego systemu ubezpieczeń społecznych, praca znalazła się w prawdziwej niewoli, a to już jest bardzo groźne i wyładowane niebezpieczeństwami. Często bowiem zdarza się, że brak pracy wywołany jest temi właśnie ubezpieczeniami społecznemi. Gdyby zdrowy sens i zmysł praktyczności kierował reformą, wówczas niewątpliwie mielibyśmy w kraju przydatny dla nas, prawdziwie użyteczny, a dopasowany do naszych potrzeb system ubezpieczeń społecznych. Ale niestety, ciągle, jak straszliwa zmora, zdaje się ciążyć nad życiem polskiem nieznośne i bezmyślne doktrynerstwo.

M. M.

Dziennik ukazujący się w latach 1933 – 1939. Pismo to było wyrazicielem polityki Polskiego Związku Zachodniego. Pod względem popularności druga po „Dzienniku Bydgoskim” gazeta codzienna dwudziestolecia międzywojennego w Bydgoszczy. Poprzedniczką „Kurjera” była „Gazeta Bydgoska” będąca organem Narodowej Demokracji.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close