Niszczyciel państwa polskiego

Piłsudski, wykonując w ubiegły wtorek swój od pięciu miesięcy w każdym szczogóle przygotowywany plan, wyobrażał sobie, że będzie to prosta szarża, a raczej jazda galopem ułanów przez miasto przed pałac Rady Ministrów i pod Belweder, że oporu żadnego nie będzie, gdyż wystarczy sam, urok nazwiska „Piłsudski”, aby jedni się ulękli, a drudzy z entuzjazmem się ku niemu rzucili; zresztą wszystko było zgóry w każdym szczególe przegotowane. Dla podchorążych atoli słowa „Honor i Ojczyzna”, wypisane na sztandarach wojskowych, nie były czczym dźwiękiem, lecz drogowskazem żołnierskiem – to też ich opór, spotęgowany wspaniałem bohaterstwem, pokrzyżował plany Piłsudskiego. Rozpoczęła się ostra walka, w ulicach, w mieście miljonowem, – walki uliczne są zawsze najkrwawsze. Tu było tem gorzej, że Piłsudski uzbroił „cywilów”, to jest „Strzelca” oraz inne męty społeczne. Wojska zrewoltowano bynajmniej nie kwapiły się do narażania swego życia, za to właśnie owi „strzelcy” i wszelkiego rodzaju bandyci strzelali z okien, z bram, z za narożników kamienic do tych, którzy stali wiernie przy prawowitej władzy, którzy dotrzymywali przysięgi. W tych warunkach ofiary są liczne, obliczają je na trzy tysiące w rannych i zabitych; zupełnie ściśle trudno coś powiedzieć, gdyż ze względów zrozumiałych piłsudczycy tuszują rzeczywistość.

Dodać należy, iż wielu oficerów, nie chcąc się poddać, woleli popełnić samobójstwo; do nich należy podobno pułk. Modelski oraz pułk. Paszkiewicz, dowódca bohaterskich podchorążych. Zrozumiałem wobec tego się staje, że nawet w takim potworze, jak Piłsudski, budzi się coś na kształt rozpaczy z powodu tego, co się stało. Z autentycznego źródła dowiadujemy się o osobie, która przyszła do niego w sobotę, a więc „po zwycięstwie” jego, że przebywa w gmachu Sztabu Generalnego; owa osoba zastała go siedzącego na krześle, bladozielonego na twarzy z rozwichrzonym włosem, powtarzającego co chwila: „ja tego nie chciałem”.

Drugi opryszek Żeligowski , ten, który od pięciu miesięcy według wskazówek Piłsudskiego cynicznie, jako minister (!) przygotowywał wszystko do zamachu gdy zjawił  się u Prezydenta Wojciechowskiego w związku z jego abdykacją, płakał (dosłownie), zarzekając się, że wszystko robił z przyjaźni do Piłsudskiego, nie zdając sobie sprawy, że tak się to wszystko skończy.

Niewątpliwie poszlaki wskazują na to, że na zamach szły do Piłsudskiego i jego obozu ogromne sumy pieniężne od pewnego mocarstwa obcego, zainteresowanego w tem, aby Polska nie była zwrócona frontem swym przeciwko zachodniemu sąsiadowi a, przeciwnie, front swój polityczny zwróciła przeciwko Rosji. Że Piłsudski dla tych celów mocarstwa obcego szczególnie się nadawał, wiadomem jest powszechnie. Posła tego mocarstwa, szczególnie, zaś attache wojskowego widywano często w Sulejówku; attache był tam jeszcze w przeddzień zamachu.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close