Warszawa przeżywa dni przełomowe.

Nadzieje, programy, hasła zbliżają się do urzeczywistnienia. Organizm narodowy pręży się, aby tchnąć w tworzywo życie, ucieleśnić najgorętsze marzenia, przystąpić do wykonania wielkiego dzieła odbudowy Ojczyzny.

Warszawa jest w tej pracy nietylko mózgiem, ale i sercem narodu. I dlatego jej puls bije febrycznie przyśpieszonem tętnem, dlatego temperatura jej życia jest tak bardzo podniecona, dlatego fizjognomja ulicy ma tak niezwykły wyraz.

Warszawa jest na przełomie swego dawnego, gnębionego w ucisku i niewoli życia. Idzie ku życiu nowemu, jak zahartowana bojownica, przez trud i walkę.

Krwawe starcia i zajścia.

Dzień wczorajszy przeżywała Warszawa w nastroju podnieconym, gorączkowym. Istotnie manifestacje żydów-boIszewików i wrogie ich wrzaski przeciwko Polsce, przeciwko żołnierzom polskim – wywołały w całem społeczeństwie polskiem nastrój, jakiego z góry należało się spodziewać.

Stolica Polski dotknięta w swych uczuciach narodowych, zaskoczona groźbami anarchji bolszewickiej, obudziła się z letargu i ujawniła wyraźnie, czy to na licznych wiecach, czy w rozprawiających na ulicach grupach, jakie wyznajoe hasła, przy jakim stoi sztandarze.

Od rana zaroiły się ulice od tłumów, omawiających gorączkowo i z oburzeniem pierwsze wystąpienia bolszewickie przeciwko Polsce.

Spotykanych żołnierzy polskich, na których spadł dziś zaszczytny i ciężki zarazem obowiązek utrzymania bezpieczeństwa stolicy przed zamachami bolszewików, witano wszędzie entuzjastycznie.

Wznawiane wczoraj próby manifestacji bolszewickich spotkały się z energicznym odporem przedewszystkiem ze strony gromadnie wyloegającej na ulicach ludności polskiej, w przypadkach zaś, gdy napadano na żołnierzy lub im bluźniono, ludność reagowała czynnie przeciwko napastnikom, oddając winowajców w ręce żołnierzy lub odprowadzając do komendy wojskowej.

Dzień wczorajszy obfitował też w szereg krwawych starć.

*

W południe pochód, złożony z kilkuset osób, przeważnie młodzieży, przechodził przez aleje Jerozolimskie. Na rogu ul. Brackiej zatrzymał się tramwaj wojskowy „M”, w którym jechali wówczas oficer i 4-ej żołnierze niemieccy. Kilku uczestników przedniej części pochodu, zbliżywszy się do wagonu, który stał tuż przy latarni przed kawiarnią „Cristal”, zażądało od żołnierzy zdjęcia czapek. Trzej żołnierze uczynili żądaniu zadość, czwarty odmówił. Wówczas 3 uczestnicy pochodu, między nimi zaś Majchrzak, członek Związku zawodowego fryzjerów, usiłowali zdjąć żołnierzowi czapkę. Ten ostatni cofnął się i dał z karabinu w kierunku pochodu 5 strzałów.

Jedna z kul ugodziła Majchrzaka w piersi, raniąc go śmiertelnie. Kilka osób z pośród uczestników odniosło rany.

Na widok krwi pochód ogarnęło wzburzenie, wskutek którego na przechodzących niemieckich oficerów i żołnierzy posypały się strzały z rewolwerów. Są ranni po obu stronach.

Rannych żołnierzy niemieckich odwieziono do lazaretu wojskowego. Podobno jeden z żołnierzy zmarł wkrótce po starciu.

Niebawem nadszedł w aleje Jorozolimskie niemiecki oddział karabinów maszynowych. Dość gęsto zaczęły krążyć uzbrojone patrole. Grupy przechodniów, rozmawiające na rogach ulic, rozpraszano bez użycia broni.

*

W różnych dzielnicach miasta odbywały się próby manifestowania przeciwko Polsce i wojsku polskiemu. Dość liczny tłum z czerwonym sztandarem w dzielnicy wolskiej szedł ulicą Chłodną, wznosząc co chwila okrzyki wrogie Ojczyźnie naszej i wojsku polskiemu.

Oddział żołnierzy polskich, idący na mszę św. do kościoła, był sprowokowany przez manifestantów i, w 60 osób bez użycia broni przy pomocy pasów i pięści, rozproszył tłum, złożony conajmniej z 2,000 manifestantów.

Wkrótce tłum ten zebrał się ponownie i znów wznosił okrzyki.

Manifestował również liczny tłum po wyjściu z wiecu w teatrze „Argus” na Bielańskiej.

Starcia z mniejszemi grupami były w różnych dzielnicach miasta.

Podczas manifestacji na rzecz J. Piłsudskiego przed domem przy ul. Moniuszki kilkanaście osób o typie wyraźnie semickim zaczęło wołać: „Precz z Piłsudskim!” „Precz z wojskiem polskiem”.

Wzburzona publiczność rzuciła się w kierunku, zkąd dochodziły okrzyki i sprawców zamieszania rozproszyła.

*

Zuchwałego zamachu na żołnierzy polskich dopuścili się żydzi-bolszewicy około godz. 5.30 po poł. na ul. Królewskiej. W czasie tym z dowództwa 1-ej brygady (na Krakowskiem Przedmieściu) powracał do koszar na ul. Ciepłą, oddział z 20-tu żołnierzy, z których 5-u tylko było uzbrojonych w karabiny. Gdy oddział znalazł się przy zbiegu ul. Marszałkowskiej i Królewskiej, z przejeżdżającej bryczki, na której siedziała grupa żydów, posypały się strzały rewolwerowe do żołnierzy, poczem napastnicy popędzili szybko ul. Marszałkowską, w kierunku ul. Siennej i dalej ku ul. Wielkiej.

Zaskoczeni tym zamachem żołnierze polscy puścili się w pogoń za uciekającymi i dopiera na ul. Siennej, gdy pogoń zdawała się już utrudnioną, dali salwę z karabinów. Bryczka przewróciła się na rogu Wielkiej i Ślizkiej, a z pośród uciekających jeden padł trupem, dwu zraniono i aresztowano, dwaj inni zaś, których widziano z rewolwerami w rękach – zbiegli. Z dowodów, znalezionych przy zabitym, stwierdzono, że był to 36-letni Jakiel Frydman, zamieszkały przy ul. Grójeckiej Nr 55.

*

W ciągu dnia agitatorzy i emisarjusze bolszewiccy ponawiali na ulicach napaści na oficerów i żołnierzy polskich i usiłowali ich rozbrajać. Pomoc napadniętym okazywali skauci, studenci i publiczność, reagując na wszelkie objawy zamachów bolszewickich. Zatrzymywano również agitatorów-żydów, nawołujących do rewolucji, do pogromu sklepów, i przy wielu z nich znajdowano rewolwery. W ciągu dnia odstawiono na odwach wojskowy 30-u takich napastników i agitatorów prawie wyłącznie żydów, dotkliwie poturbowanych przez ludność na miejscu schwytania.

*

Wrogi nastrój w stosunku do żołnierzy polskich ujawniali bolszewicy warszawscy już od rana. Oddział żołnierzy bez broni, gdy powracał po nabożeństwie z kościoła garnizonowego przy ul. Dlugiej, spotkał tłum żydów podobno „bundzistów”, który zachował się wyzywająco, jednak nie odważył się napastować żołnierzy.

*

Około godz. 12 w poł., gdy pochód bolszewicki, złożony z samych żydów, po wyjściu jakoby z teatru „Argus” przy ul. Bielańskiej (gdzie wśród wiecowników miał się znajdować między innymi, delegat bolszewicki z Rosji) skierował się przez Graniczną, na ul. Królewską i tu rozpoczął manifestację: „Precz z Polską!”, „Niech żyje Lenin!”, „Niech żyje rewolucja!”, „Precz z wojskiem polskiem!” – natknął się na publiczność polską, która poczęła reagować. Doszło do starcia, z którego wielu agitatorów wyszło pobitych, między innymi dwaj studenci-żydzi (jeden z nich – jak stwierdza raport Pogotowia – Marceli Hufnagel).

Ponieważ napotkany oddział żołnierzy polskich przyjęty był wyzwiskami obraźliwemi, żołnierze dali salwę z karabinów. Gromada bolszewicka rzuciła się do ucieczki.

*

W dzielnicach żydowskich formowały się wielokrotnie pochody, zamierzające opanować wiezienie przy ul. Dzielnej (t. zw. Pawiak) i uwolnić przestępców kryminalnych. Zamiarom tym przeszkodzono i zapewniono więzieniu odpowiednią ochronę.

*

O g. 5 po południu, w ogrodzie Saskim, na przechodzącego żołnierza polskiego napadł z tyłu jakiś żyd i ugodził go nożem w plecy. Żołnierza odwieziono do szpitala.

*

W tymże czasie, przy zbiegu ulic Karmelickiej i Dzielnej, tłum manifestujących żydów, którzy krzyczęli „Precz z Polską!” i t. p. zażądał od przechodzącego żołnierza polskiego zdjęcia czapki. Gdy żołnierz odmówił, zraniono go i odebrano mu karabin z bagnetem. Rannego Pogotowie odwiozło do szpitala.

*

Ta sama zapewne grupa manifestantów bolszewickich napadła na ul. Gęsiej na żołnierza polskiego i rozbroiła go, rzekomo z powodu że nie chciał zdjąć czapki na wezwanie. Na tejże ulicy żydzi napadli na innego żołnierza polskiego i zranili go, ugodziwszy nożem pod łopatkę. Napadnięty uległ jednocześnie zwichnięciu nogi. Pogotowie odwiozło go do szpitala.

*

O g. 8.30 wieczorem zawiadomiono 11-ty komisarjat, że w kolonji Staszyca, przy ul. Filtrowej, leży jakiś raniony człowiek. Stwierdzono, iż jest to 18-letni Stanisław Krzyszczak i że otrzymał ranę w lewy bok podczas strzelania przez patrol policyjny. Krzyszczaka odwiozło Pogotowie do szpitala Dzieciątka Jezus.

*

Wczoraj wieczorem na ul. Marszałkowskiej grupa publiczności wezwała kilku przechodzących żołnierzy polskich oraz przygodnie znajdujących się „dowborczyków” i udała się z nimi do domu Nr 79, wskazując drukarnię, w której wydawany jest organ bolszewicki Nasza Trybuna. Zniszczono wszystkie znaleziono papiery i zatrzymano wszystkich znajdujących się tam pracowników owego pisma do czasu zjawienia się żandarmerji wojska polskiego.

*

Wczoraj wieczorem, około g. 11, tłumy młodzieży, obrawszy sobie posterunek przy dworcu wiedeńskim – poczęły rozbrajać podążających na dworzec oficerów i żołnierzy niemieckich. Gdy wieść o tem doszła do komendy wojsk polskich – wysłano niezwłocznie oddział, któremu broń skonfiskowaną wydano. Nie obeszło się jednak bez wypadków. Ktoś z tłumu wystrzelił z rewolweru do wartownika na frontonie dworca. Żołnierze niemieccy odpowiedzieli salwami. W zamęcie, jaki się wytworzył, nie można było zasięgnąć dokładnej informacji o zajściu, wiadomo tylko na razie, że są trzy osoby ranione z pośród osób cywilnych.

*

Akcja ze strony jednostek czy grup cywilnych w rozbrajaniu niemieckich wojskowych jest bardzo niepożądana, gdyż daje to pole do nadużyć i tą drogą broń może się łatwo dostać do rąk niepożądanych. W sprawie zaniechania wszelkich odruchowych poczynań w tym kierunku ze strony osób cywilnych – ma być wydana stosowna odezwa do ludności Warszawy.

Przejęcie broni i t. p. od żołnierzy niemieckich spoczywa na polskich władzach wojskowych, które są już w pertraktacjach z zawiązaną w Warszawie niemiecką radą żołniersko-robotniczą.

*

W kilku okręgach milicyjnych miasta i na przedmieściu zawiązały się wczoraj narodwe straże okręgowe, które czuwać mają nad bezpieczeństwem i okazywać pomoc milicji.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close