Upośledzeni bez miary

W doskonale redagowanym „Przeglądzie Współczesnym” (zeszyt 1. styczeń – marzec 1936) znajduje się artykuł profesora Eugenjusza Romera p. t. „Wewnętrzna i zewnętrzna sytuacja gospodarcza Polski”. Jeden z największych uczonych polskich podaje w nim rzeczy które sam uważa za rewelacyjne, istotnie bawiem obliczenia dokonane przez prof. Romera przyniosły wiele niespodzianek, miłych i niemiłych, niestety więcej tych drugich.

Nie jest rzeczą przyjemną usłyszeć od autorytetu tej miary, jaką w nauce reprezentuje prof. Romer, że jedynie w dziedzinie kolejowej i pocztowej znajdujemy się na poziomie, wynoszącym około 50 proc. standartu europejskiego, w każdej zaś innej sprawy mają się znacznie smutniej. Coprawda pilniejsi czytelnicy wydawnictw statystycznych wiedzą, że w tabeli handlu zagranicznego figuruje po nas tylko ZSSR i Albanja, a – jak pisze prof. Romer – niżej polskiego minimum w dziedzinie budżetu państwowego schodzi jedynie Albanja.

Nie na tem polegają rewelacje. Drastyczną wymowę posiada następujące zestawienie: przeciętny mieszkaniec w Polsce płaci rocznie 55 złotych podatków państwowych, 19 złotych podatków samorządowych, a zwyż 16 złotych ubezpieczeniowych. „Już ta proporcja winna wywołać okrzyk istnego zdumienia. Co nam daje państwo, a co samorządy, co ubezpieczenia?!”. „Słusznie więc – konkluduje prof. Romer – należy daniny ubezpieczeniowe nazwać nie tylko podatkiem ale podatkiem nad podatkami”.

Już samo to, i podobne stwierdzenia zasługiwałyby, by się niemi zainteresować. Lecz w artykule prof. Romera znajduje się materjał dotyczący ziem wschodnich, materjał odnoszący się do Wilna, Nowogródka, Polesia, dowodzący raz jeszcze, że jesteśmy z ubogich najbiedniejsi, z upośledzonych najbardziej upośledzeni. Poprostu pod wielu względami nie istniejemy, nie wchodzimy wogóle w rachubę. Stanowimy białą plamę czy też znikamy w smudze cienia.

I tak saldo produkcji górniczej jest tak rozmieszczone, że gdy na mieszkańca Śląska przypada 1300 proc., województwa krakowskiego – 150 proc., na mieszkańca naszych województw 0. Śląsk przenosi stan najmniej uprzemysłowionego województwa 25 razy. Jeżeli jest niem województwo wileńskie, znajduje się ono gdzieś zupełnie niedaleko od dolnego poziomu. Natomiast liczba przedsiębiorstw handlowych w zestawieniu z zakładami przemysłowemi rośnie na wschodzie niepomiernie. „To nadkramarzenie całego wschodu Rzeczypospolitej, nie odpowiadające zgoła jego potrzebom, to obraz nowotworów społecznych, wyrastających na tle niezdrowych stosunków społecznych, kredytowych, bujających szczególniej na
słabych gospodarczo obszarach rolniczego wschodu”.

Weźmy pod uwagę ruch kolejowy. Osiąga on w Katowicach 375 proc. polskiego standartu, w Warszawie 116 proc., w dyrekcji wileńskiej 24 proc.! Zużycie elektryczności wynoszące w Polsce 75 kw. na mieszkańca, (Szwajcarja 1200 kw.) wykazuje na Śląsku ponad 1200 proc. standartu polskiego, w Poznaniu 20-30 proc., „reszta Polski tonie w ciemności znacznie niższych wartości”.

Skala mieszkaniowa przeciętnego Nowogrodzianina schodzi do 10 proc. polskiego standartu, a jest blisko 20-krotnie niższa od stopy życiowej wielkopolanina w tej dziedzinie”. „W spożyciu tytoniu góruje Pomorze z 140 proc, dołuje Nowogródek z 36 proc.”

Teraz zarobki. I tak niskie, na Śląsku wykazują robotnicze zarobki standart 168 proc. w przemyśle, na Polesiu zaś poniżej 40 proc. Zarobki pracowników umysłowych ziem wschodnich wynoszą około lub poniżej 40 proc. polskiego standartu. „To są przecież objawy straszne, które dziwnie się kojarzą z owem „nadkramarzaniem” kresów wschodnich”. Pomyśleć „jaka musi być twórczość tych pracowników”,którzy z miana tylko, nie zaś z nieszczęsnego swego stanu i stopy życiowej podobni są do swych kolegów z terenu ludzkich warunków pracy i płacy.

A po tem wszystkiem ciężary. Nie mówimy już o czynnej pomocy i planowem dźwignięciu krain niegdyś zapomnianych przez Boga i skazanych na niedorozwój przez okupanta. Zdawałoby się, że obciążenia podatkowe ubogich ziem, dostrojone są do ich siły gospodarczej. Że tak nie jest, na to wskazywaliśmy już, omawiając Sprawozdania lzbu Przemysłowo-Handlowej i Rocznika Magistratu m. Wilna. Że jednak dysproporcje są tak rażące, w tem jeszcze jedna rewelacja. „Ogólna kwota podatku wynosi 100-120 proc. kwoty podatku dochodowego we Lwowie i w Kielcach, 121-150 proc. w Lublinie, Wilnie, Krakowie i Tarnopolu, ponad 150-180 proc. w Białymstoku, Nowogródku, na Polesiu, Wołyniu i w Stanisławowie!”

Oto rezultaty popisów czynników skarbowych, które jak widać nie mają upodobania dla regjonalizmu i traktują jednakowo Wilno, Lublin i Kraków, Nowogródek, Białystok i Stanisławów. Nawet nie równo. „Im biedniejsze prowincje tem więcej płacą podatków wogóle”. Bo Łódź płaci 100 proc. w stosunku do podatku dochodowego, Poznań 78 proc., Warszawa 73 proc., a Śląsk 56 proc. Te niewiarygodne cyfry (Wilno 121-150 proc. – Warszawa 73 proc., Nowogródek 150-180 proc. – Śląsk 56 proc.) opatruje prof. Romer uwagą: „Oto pochwała i protekcja bogactwa przez nasz system skarbowy”. Wartoby widzieć jak jego urzędnicy, gorliwi wykonawcy poboru podatkowego, dowodziliby równowartości dochodowej Krakowa i Wilna lub Nowogródka i Katowic.

Podobnie jest z obciążeniami na rzecz samorządów. W porównaniu z daninami państwowemi wynoszą one w Warszawie 107 proc., Łodzi, Lwowie, na Śląsku i Pomorzu 100-80 proc., w Wilnie zaś Nowogródku, na Polesiu, Wołyniu (i w Tarnopolu) ponad 120 proc. „Opłaty samorządowe są wysokie tam, gdzie samorząd jest gospodarczo i kulturalnie bezsilny. – Im gorszy jest samorząd, tem jest kosztowniejszy”.

Nie inaczej musi też być z świadczeniami ubezpieczeniowemi, „podatkiem nad podatkami”.

Niema tak trudnych i ciężkich warunków, które, w obliczu jednej i tejsamej konstytucji, obowiązującej na wszystkich ziemiach Polski, usprawiedliwiłyby tak rażące nierówności. Jesteśmy w kleszczach okrutnego kryzysu, od którego cierpimy najsrożej spowodu naszej zupełnie jednostronnej struktury rolniczej. Jesteśmy o dziesiątki lat w tyle za zawansowanemi częściami państwa. Jesteśmy wreszcie przez naturę pozbawieni takich bogactw, które posiadają inne ziemie polskie. Na to upośledzenie zrządzone przez przyrodę, spowodowane przez historję i zły los całego świata, wtacza się potrójny walec podatków, który gniecie kruche życie i wysysa zeń ostatki soków.

Czy nakoniec nie znajdzie się na to zrozumienie? Czy krzyk cyfr, poza któremi dyszy resztkami sił ludność trzeciej części państwa, nie sprawi wreszcie swego? Nie dopnie conajmniej tego, byśmy nie byli obarczeni ponad miarę innych ziem polskich, nawet najbogatszych?

A. H.

Gazeta codzienna ukazująca się w Wilnie w latach 1924 – 1939.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close