Litwini mówiący po polsku

Od pana M. Prószyńskiego z Mińska litew. otrzymaliśmy list następujący:

Szanowny Redaktorze!

Oto już upłynęło około dwóch tygodni od czasu, jak wysłałem do „Kurjera Wileńskiego” w liście rekomendowanym artykuł w niezmiernie ważnej kwestji, jak się ma nazywać ludność w Litwie, mówiąca po polsku, z prośbą o wydrukowanie takowego. Artykuł ten dotąd nie ukazał się na łamach „Kurjera Wileńskiego” a nawet redakcja nie zaszczyciła mnie żadną odpowiedzią. Dołączam do niniejszogo listu ten artykuł w nadziei, że Szanowny Redaktor zechce takowy wydrukować. Z prawdziwym szacunkiem

Michał Prószyński.
Dnia 26 listopada (9 grudnia) 1911 r.

Z powodu poruszonej w Nr 133 „Kurjera Wileńskiego” niezmiernie ważnej kwestji – czy ludność, mówiąca w Litwie po polsku, ma się nazywać litwinami, czy też polakami, pozwolę i ja sobie wypowiedzieć parę uwag, które spodziewam się, że Szanowny Redaktor zechce umieścić w swojem piśmie w całości ze względu na bezstronność (bezpartyjność), obiecaną nam w czasie zlania się w jedno „Kurjera Wileńskiego” i „Gońca”. Szanowny oponent pani Wojniłłowiczowej, Jej zdanie, że w Litwie niema polaków, lecz tylko litwini, uważa jako dowód rozstroju psychicznego. Jeżeli tu mowa o litwinach etnograficznych (pani Wojniłłowiczowa mieszka w powiecie nowogródzkim), to ten pan ma słuszność; jeżeli jednak o litwinach, że tak powiem, historycznych t. j. zamieszkujących ziemie, które stanowiły dawniej Wielkie Księstwo Litewskie, to pani Wojniłłowiczowa będzie miała niezmiernie dostojnych i licznych kolegów, jako to: Mickiewicza, Syrokomlę i całą dawniejszą inteligencję w Litwie, bo nikt chyba nie zaprzeczy, że nasza inteligencja przed kilkunastu laty nazywała siebie, i była nazywaną w Królestwie Polskiem i Galicji – litwinami. Szczycili się oni ze swojej litewskości i wiecznie dysputowali z koroniarzami, kto lepszy. (Typowy obrazek tych dysput dała nam Orzeszkowa w znanej jednoaktówce „Pokociło się i dam nogę”). Nie przeszkadzało to im wydać takich patrjotów polskich jak: Rejtan, Kościuszko, Prozor, Mickiewicz i wielu innych. Takie słyszałem zdanie, że litwini więcej odczuwają nieszczęścia Polski, niż sami polacy. Nikt im nie miał za złe, że nazywali siebie litwinami, tak samo jak obecnie nikt niema za złe amerykaninowi, ani szwajcarowi, że wprzód niż anglikiem albo niemcem, nazywa siebie amerykaninem lub szwajcarem. Polska miała nawet o nich bardzo wysokie pojęcie, o czem świadczą licznie spotykane w literaturze polskiej wyidealizowane typy litwinów i litwinek. Ale oto nastaje odrodzenie etnograficznej Litwy i jednocześnie, jak mi się zdaje, jak za dotknięciem laski czarodziejskiej, nie tylko młodzież, ale i starsze pokolenie zmienia nazwę litwinów na polaków, przyznaje wyższość Korony nad Litwą, czasem nawet poprostu okazuje pogardę dla Litwy, i po rozum, i we wszystkich potrzebach zwraca się jedynie do Warszawy albo Krakowa, słowem przestaje być obywatelami swojego kraju. I jakie tego skutki? Najsmutniejsze: niezmierny upadek ofiarności i poczucia obywatelskiego, wielki brak pracowników na polu społecznem, na polu historji i archeologji krajowej (za wyjątkiem Wilna), zaciekłe walki z litwinami etnograficznemi, nawet w kościele, a co za tem idzie, upadek powagi duchowieństwa i religijności u ludu; obok tego, co może wydać się nie jednemu dziwnem – zaniedbanie swojej braci mówiącej po polsku w Litwie – drobnej szlachty, mieszczaństwa, co najdziwniejsze, utrata dobrej sławy w Polsce. – Nie, moi Panowie! Nie tędy droga! Uczmy się od koroniarzy pracowitości, dążenia do oświaty, starajmy się, za ich przykładem, gruntownie kształcić się fachowo, pamiętajmy jednak, że i Korona bardzo jeszcze daleka do cywilizacji europejskiej, a pod względem moralnym Litwa zawsze stała wyżej. Idźmy za przykładem przodków naszych, którym nie warci jesteśmy rozwiązać rzemyka u trzewika. Kochajmy szczerze, jak oni, swoją wiarę i mowę rodzinną; nie dajmy wynaradawiać się naszej młodszej braci i oświecajmy ją o ile to dla nas możliwe, ale ustalmy nazwę odróżniającą (? Red.) nas od litwinów etnograficznych i kochajmy przedewszystkiem naszą Litwę. Dbajmy o jej potrzeby, ażebyśmy nie stali się podobni do rodziców, którzy zaniedbują własne dzieci, w płonnej nadziei, że ktoś inny zaopiekuje się nimi, a dla innych narodowości zamieszkujących nasz kraj w przeważnej liczbie, okazujmy szczerą życzliwość, wspierajmy ich i stosujmy zasady szerokiej tolerancji, dzięki której jedynie garstka litwinów mogła przez całe stulecia utrzymać swoje olbrzymie państwo, zamieszkało głównie przez ludność innoplemienną.

Michał Prószyński.

Ilustrowane czasopismo litewskie w języku polskim. Ukazywało się w Wilnie w latach 1908 – 1914. Redaktorem i wydawcą był Mieczysław Dowojna-Sylwestrowicz.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close