• Litwa
  • / 30.12.1911
  • / Wilno
  • / Rok 4, Nr 24

Unjomanja

Zaledwie przebrzmiały echa grunwaldzkiej fety, jeszcze nie zlikwidowana sprawa, która była powodem do Częstochowskich festyn i pątnictwa, a już tu i ówdzie słychać o przygotowaniach do nowego jubileuszu.

Na porządku dziennym jubileuszów polskich – znamienity fars poliszynela r. 1413 w Horodle.

Trzeba przyznać polakom z niczem nieporównaną zdolność i amatorstwo do różnych pompatycznych obchodów, demonstracji, manifestacji i t. p. sztucznego podniesienia ducha, zwłaszcza tam, gdzie go niema i, naturalnym porządkiem, być nie może.

Tak zwana unja horodelska była to sieć rzucona na oburzonych litwinów za grunwaldzkie matactwa. „W te sieci zaplątało się aż 47 bojarów litewskich. Wiemy jak niechętnie, z jakim wstydem podpisali się w przyjęciu polskich błyskotek ci bezwiedni protoplaści dziś wynarodowionej szlachty litewskiej; jednak, jakkolwiek ta horodelska awantura wkrótce potem została skasowaną i ze wzgardą odepchniętą (sejm w Parczowie r. 1451), polacy nie dali za wygranę; nie usunęli się dumnie od „niewdzięcznych” litwinów, lecz owszem, kuli ten nieszczęsny obręcz, który miał uratować ich kraj od zagłady, i kuli tak długo, aż dokuli się do butaforskiej unji lubelskiej. Jeżeli przypomniemy sobie, że w wieku XV Państwo Litewskie rozpościerało się od Bałtyku do Czarnego morza, a na wschód – hen za Dniepr i Klaźmę, to liczbę 47 przedstawicieli Litwy na zjezdzie horodelskim musimy chyba uważać za zbyt lichą, by mogła cośkolwiek stanowić „o losach dwuch narodów”, jak pompatycznie wyrażają się akta horodelskie. Było to zatem jakieś bałamuctwo, demonstracja; jakieś protekcjonalne odezwanie się o równości, braterstwie… Jednakże to samo bałamuctwo mogłoby i dojrzeć do pewnego politycznego, a z czasem może i braterskiego sojuszu, jeżeliby umiano skorzystać z okazji, która się nastręczała na zjeździe w Łucku (r. 1429). Projekt przyznania Litwy królestwem a Witolda – królem, możeby i połączył dwa równe ze sobą narody w braterskim uścisku. Ale duma event. pycha polsko-szlachecka, ale zaborczo uzurpatorskie instynkty, które i projekty związku z czechami w niwecz obróciły, nie pozwoliły panom polskim, będącym pod wpływem zdrajcy – Zbigniewa Oleśnickiego, zniżyć się do równości (rzeczywistej nie na horodelskiej bibule) z kimkolwiekbądź, tymbardziej z barbarzyńcami, jak litwinów nazywali i dziś zowią. Owszem: za ten projekt zbezczeszczono gościnnego gospodarza Łucka – Witolda – grunwaldzkiego bohatera, złajano go i zmuszono do opuszczenia własnego domu, w którym tak serdecznie przyjmował i hojnie podejmował liczny zjazd gości.

W jakie sieci polacy starali się zaplątać Litwę, by zmusić ją do przyjęcia unji i jak litwini wszelkiemi sposobami starali się wyplątać z tych sieci – zwróćmy się do któregobądź z licznych dzieł historycznych polskich. Tym razem mam przed sobą „Obraz Litwy” Jaroszewicza (Cz. II), na którym się opierając, chyba nie będę posądzony o jednostronność na niekorzyść polaków.

Za panowania Kazimierza Jagielończyka, który przy wstąpieniu na tron obiecał bronić całości Litwy, rozjątrzenie litwinów na polaków doszło do tego stopnia, iż na sejmie Parczowskim r. 1451 „wyrzekli się rycerskiego braterstwa z nimi i herby im zwracali”. Pomimo to polacy dalej i bez ustanku prowadzili swą zaborczą, bez krwi rozlewu, chytrą, narzucającą się politykę. Więc następnie spotykamy się z „Projektami” nowej unji – na zjazdach Piotrkowskim i Wileńskim (oba zjazdy w jednym 1499 roku).

W tym projekcie znajdujemy dyplomatycznie uchylający się dodatek – korektę litwinów: „jeżeliby dawniejsze jakie opisy z obrazą uczciwości uczynione, a przez przodków nie dopełnione okazały się, do takowych i teraz litwini nie obowiązują się”. (Musiały to być jakieś nader nieuczciwe pod naciskiem mądrych polaków, zobowiązania się). Tym zastrzeżeniem, dostatecznie niejasnym, litwini, wyrażając nieufność dla polaków, nawet – pewną niechęć, zostawują sobie lukę, którendy mogliby się wycofać ze wszystkich im narzucanych zobowiązań. – Dalej; przy wstąpieniu na tron Aleksandra, w dyplomacie, wydanym r. 1501 w Mielniku wyrażona była myśl, że unja dla obu narodów byłaby potrzebną i pożyteczną. Atoli do żadnych bliższych wywodów nie doszli. Bogata polska literatura dziejowa, oprócz tendencyjnej – dla młodzieży, acz z ubolewaniem i oskarżaniem litwinów, świadczy o niezliczonych nieporozumieniach i zatargach nieraz aż do krwi rozlewu między litwinami i polakami o prawo, o nietykalność terytorjalnych granic, nareszcie – o litewskie urzędy wciąż osadzane polakami.

Nakoniec spolszczony Zygmunt August, wstępując na tron (r. 1563) niweluje różnicę praw tronowych Litwy i Polski i zrzeka się swoich praw dziedzicznych do tronu W. Ks. Litewskiego. Ten postępek króla nadzwyczaj oburzył litwinów; przeto dla ugłaskania niechętnych „… naznaczono sejm dla Litwy w Bielsku 1564 r., a wspólny tegoż roku – do Parczowa. Na pierwszym sejmie obdarzył Zygmunt August swobodami szlachtę i potwierdził prawa, a na drugim – łagodził rozjątrzone umysły; lecz do unji nie mógł nakłonić”, (podkreślenia – moje). „Również bez skutku były jeszcze starania króla na sejmach w Brześciu i Lublinie w roku 1566. Z takim oporem” – bieduje Jaroszewicz, – „szła ta ważna sprawa, chociaż największy jej przeciwnik Mikołaj Radziwiłł, przezwany Czarnym, już rokiem wprzódy (r. 1565) życia dokonał”.

Nareszcie w roku 1569 został zwołany wspólny sejm obu narodów do Lublina w celu zawarcia ostatecznej unji. Postanowienie króla, bądź co bądź zmusić litwinów do unji spotkało opór. Na tym znamienitym sejmie, do którego powagi i dziś polacy nie wstydzą się uciekać, powagą króla dyktowane uciążliwe warunki Litwa odrzuciła, a obstając przy nietykalności swoich granic, żądała „aby W. Księstwo ich zachowało charakter udzielności, aby król w Krakowie na króla, a w Wilnie – na Wielkiego Księcia był koronowany. Kiedy jednak na to wszystko nie było zgody ze strony polaków, przyszło wreszcie do takiego rozdwojenia, że litwini w nocy przed 1 marca, bez pożegnania króla opuścili Lublin”. Któż więc podpisał ten akt t. zw. unji lubelskiej? – kilku niewytrzeźwionych po libacjach, węszących pieczęci datku szlachetek – sługusów, których podpisy łatwo było kupić za byle co.

Otóż tak się przedstawia unija Litwy z Polską. Unija, oparta na przeniewierstwie, przemocy, intrydze, grabieży nie może być moralnie obowiązującą dla litwinów.

Nie Litwa, lecz Polska całym nawałem swej przemocy, mając za sobą króla z całym arsenałem tronowych prerogatyw napierała się o wyzucie Litwy z jej praw samodzielności politycznej, a litwinów – z ich indywidualnego oblicza, nazywające tę grabież pięknem słowem „unija”. Nie, to była nie unija, lecz formalna, podstępna eksproprijacja.

Wracając zatem do zamierzanego jubileuszu awantury horodelskiej, mimowolnie nasuwa się pytanie: kto ma obchodzić pamiątkę tej herbowej unji w Horodle? Czy cały polski naród, wystrojony a la wileńskie hece 1906 roku, w sajety, jedwabie, aksamity? Czy może tylko polska szlachta będzie święcić swą przewagę nad niekulturalnym litwinem? czy może… i litewska szlachta jeszcze raz stanie pod pręgierz, aby się stać pośmiewiskiem narodu?! – Nie, niechcę temu wierzyć! Prędzej uwierzyłbym, że poważna szlachta, przynajmniej etnograficznej Litwy, zaniecha bratania się z horodelskiemi figlarzami z jednej strony i nie upadnie, korząc się w „szczerym żalu” do nóg Puryszkiewiczów – z drugiej. Ja wierzę, że nasza szlachta, z której żył jeszcze nie zdołano wysączyć uczciwej, demokratycznej krwi litewskiej, wróci jeszcze do swego narodu, od którego separowała ją zaborcza polityka pod hasłem „divide et impera”.

Szlachcic.

Ilustrowane czasopismo litewskie w języku polskim. Ukazywało się w Wilnie w latach 1908 – 1914. Redaktorem i wydawcą był Mieczysław Dowojna-Sylwestrowicz.

Close