Baruch – doradca prezydentów

Depesze dzienników doniosły, że bankier Baruch przedstawił komisji finansowej senatu amerykańskiego program sanacji gospodarczej świata, oparty przedewszystkiem na rewizji traktatu wersalskiego. Z depesz tych dowiedzieliśmy się jednocześnie, że bankier Baruch był doradcą prezydenta Wilsona.

Bernard Baruch

Bernard Baruch

Kto zacz jest ten doradca prezydentów?

Przed laty mniej więcej sześćdziesięciu w południowej Karolinie w Stanach Zjednoczonych przyszedł na świat w rodzinie żydowskiej Bernard M. Baruch, dzisiejszy doradca w Białym Domu. Ojciec jego był lekarzem i młody Baruch sposobił się początkowo w tym kierunku. Ale pociągały go bardziej sprawy ekonomiczne i finansowe. Młody Baruch nie miał wielkiego zmysłu do teorji, jego pasjonowała praktyka. „Rób dolary, mój synu, rób dolary” – to refren popularnej piosenki amerykańskiej. Tę piosenkę znał Bernard Baruch. Mając lat dwadzieścia kilka, wstąpił jako kancelista do firmy A. A. Housman and Co na Wall Street w New-Yorku. Na tej ulicy bankierów, giełdziarzy, finansistów i wszelkich spekulantów Baruch nie tracił czasu napróżno.

Na początku bieżącego stulecia opuszcza swoje zajęcie kancelisty, staje się członkiem giełdy nowojorskiej, co nie jest rzeczą łatwą, bo członkostwo to trzeba mieć przekazane testamentem przez zmarłego członka giełdy lub nabyte od członka wycofującego się czy zbankrutowanego. A to kosztuje kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Skąd wziął, bliżej niewiadomo, ale dolary Baruch miał, kilkadziesiąt tysięcy zapłacił. I został członkiem giełdy. Kupował i sprzedawał akcje, organizował różne przedsiębiorstwa. „Pracował” w kaloszach, w tytuniu, a przede wszystkiem w metalach. W Stanach Zjednoczonych żydzi mają monopol zwłaszcza na rynkach metalowych.

Baruch został giełdziarzem-finansistą. Oczywiście z dolarami. Przed wojną poznał osobiście Wilsona. W jakich okolicznościach i kiedy, trudno ustalić obecnie. Czy wtedy, kiedy Wilson był jeszcze profesorem, czy wonczas, gdy przebywał już w Białym Domu, nie wiadomo. Baruch co do tego zachowuje dyskrecję. Pewne jest tylko to, że z prezydentem Wilsonem widywał się Baruch często, odbywał z nim narady. Ważne widać były owe narady, skoro prezydent tak potężnego państwa poświęcał na nie swój czas, przecie drogocenny. W roku 1915 Baruch zaangażował część swoich kapitałów w przemyśle wojennym. „Przyszło” mu bowiem na myśl, że Stany Zjednoczone mogą prowadzić wojnę oraz że „musi nastąpić jakaś mobilizacja przemysłu”. Skoro Baruchowi „przyszła” na myśl taka idea, poprosił prezydenta Wilsona o rozmowę. „Wytłumaczyłem prezydentowi Wilsonowi” – mówi Baruch – „jak tylko umiałem najpoważniej, że jestem głęboko poruszony koniecznością mobilizacji przemysłu w kraju. Prezydent słuchał bardzo uważnie i uprzejmie, jak to ma we zwyczaju… a gdy usłyszałem o tej sprawie następnie, w parę miesięcy później, zwrócono moją uwagę na Radę Obrony Narodowej. Zwrócił na nią moją uwagę sekretarz Baker. Po raz pierwszy wówczas spotkałem sekretarza wojny. Zapytał mnie, co o tem myślę. Powiedziałem, że wolałbym coś innego”. Wolałby coś innego! Co za machinacje musiały być uprawiane za kulisami tych rozmów Barucha z prezydentem Wilsonem… Trzeba mieć przytem na uwadze, że Baruch był wówczas Strohmann’em Guggenheimów z rodu Mayerów i Izaaków, amerykańskich królów miedzi. Baruch został członkiem Komisji doradczej podległej Radzie Obrony Narodowej, na której czele stało sześciu ministrów. Komisja doradcza, której Baruch został członkiem, posiadała skromną nazwę, ale rozległe kompetencje. Od Barucha zależało, „czy wojsko i flota mają coś otrzymać, czy ma coś otrzymać administracja kolei żelaznych albo sprzymierzeńcy, czy lokomotywy mają być użyte w Rosji, czy we Francji… Prawdopodobnie posiadałem” – powiada sam o sobie – „większą władzę, niż ktokolwiek w czasie wojny”. Władza Barucha rozciągała się nad: 1) użytkowaniem kapitału w prywatnych przedsiębiorstwach amerykańskich, a ta kontrola, była w gruncie rzeczy dyktaturą finansowo-przemysłową, scentralizowaną w rękach grupki kapitalistów; 2) surowcami, a w tej dziedzinie „rzeczoznawcami” czyli kontrolerami byli Guggenheimowie, Rosenfeldowie, Eisenmannowie i paru innych giełdziarzy i spekulantów; 3) przemysłem, bo Baruch miał pod swoją kontrolą około 357 różnych działów przemysłu Stanów Zjednoczonych, czyli w istocie cały przemysł Stanów, a w rzeczywistości wszystkie niemal surowce na świecie; sprawował on przytem władzę w zakresie klas ludności, podlegających powołaniu do służby wojskowej i władzę nad robotnikami w Stanach Zjednoczonych.

Baruch decydował, czy i co ma dostać flota, wojsko, koleje, administracja, czy i co ma dostać rząd i ludność cywilna i czy mają co dostać sprzymierzeńcy. Baruch kontrolował cały przemysł amerykański. Ustalał ceny towarów, ustalał wysokość zarobków.

Kierownictwo „American Federation of Labour” czyli Amerykańskiego zrzeszenia robotników spoczywało w rękach Samuela Gompersa, żyda, który w roku 1919 powierzył rabinowi Stephenowi Wise przywództwo Zjednoczenia związków robotników przemysłu stalowego. A rabin nowojorski S. Wise to była „szara eminencja” prezydenta Wilsona. Co za machinacje działy się pod protektoratem prez. Wilsona…

Przy takiej władzy dyktatorskiej i takich stosunkach Baruch rządził pieniądzem i pracą. Robotnicy chcą wyższych zarobków? Gompers, wódz robotników amerykańskich, domaga się podwyższenia płac? Dobrze, podwyższymy płacę, zgadza się Baruch, bo wie, że wzrośnie przez to autorytet Gompersa, który jest potrzebny w tej całej grze. Ale Baruch wpłynie jednocześnie na zwyżkę cen artykułów pierwszej potrzeby, i – rachunek na rzecz kapitału zostanie wyrównany, Baruch ustalał ceny na towary i ustalał także wysokość zarobków. Koszty utrzymania, czyli ceny towarów, były zawsze wyższe od zarobków.

Podczas wojny Baruch był wszechmocny w Stanach Zjednoczonych.

Jako człowiek Guggenheimów, królów miedzi, obmyślił i przeprowadził niezwykle „patrjotyczny” interes. Wydał rozporządzenie, żeby wszelkie tranzakcje, dotyczące zakupów i sprzedaży metali, były dokonywane z Amerykańskiem towarzystwem hutniczem i Amerykańskiem towarzystwem sprzedaży metali. Otóż Amerykańskie towarzystwo hutnicze jest własnością Guggenheimów, zaś Amerykańskie zjednoczone tow. sprzedaży metali stanowiło własność Lewisohna. „Podział prac”, czyli zakreślenie terenów do zgarniania zysków, ustalono w ten sposób, że grupa Lewisohna objęła handel ze Stanami, a zaś Guggenheimowie robili interesy zagraniczne ze sprzymierzeńcami. Dla celów porozumiewawczych z rządem utworzono specjalny Komitet, składający się z trzech osób, pracujących u Guggenheimów. Tę cudownie obmyśloną kombinację zorganizowano, zanim jeszcze Stany przystąpiły do wojny. Wtedy królowie miedzi okazali wielką ofiarność. Zaofiarowali rządowi tyle miedzi, ile będzie potrzeba dla celów wojennych. Mieli jej przecież tyle, że nie wiedzieli, co z nią robić, obawiali się przytem zniżki cen. Ofiarność swą posunęli królowie miedzi do wspaniałomyślności: zadeklarowali, iż miedź będą sprzedawać po takiej cenie, jaka zostanie wyznaczona. Nie chcą dyktować cen, przyjmą cenę, wyznaczoną przez organy rządowe. Zresztą, oni wogóle nie mówią o pieniądzach. Pieniądze to drobnostka, nie warto mówić. Niechaj rząd bierze miedź, ile chce. Mówiło się wtedy dużo o patrjotyzmie Guggenheimów i tej ogromnej ofierze, jaką złożyli na ołtarzu potrzeb ojczyzny amerykańskiej. Bo na rynku miedź była po 32-35 centów za funt, a rząd płacił Guggenheimom po 27 centów za funt, zakupiwszy prawie sześćset miljonów funtów miedzi za 160 miljonów dolarów. Ale trudno: cena urzędowo wyznaczona. A cenę wyznaczał Baruch, Strohmann królów miedzi, członek Komisji doradczej, w owe czasy dyktator zupełny, pan wszechmocny całokształtu gospodarki w Stanach Zjednoczonych. Baruch -ekspozytura kapitału żydowskiego, który w czasie wojny pełnił w Stanach władzę autokratyczną.

A sedno rzeczy w tem, że gdy się skończyła wojna, rząd Stanów miał tak olbrzymie zapasy miedzi, iż nie wiedział, co z niemi począć. Rząd postanowił tę miedź sprzedać. Oczywiście, po cenie wyznaczonej. Wyznaczał Baruch, jako przewodniczący Izby przemysłu wojennego. Rząd otrzymał po 15 centów za funt. Królowie miedzi zrobili doskonały interes. Sprzedali rządowi po 27 centów za funt, a od rządu odkupili własną miedź po 15 centów. Raz, zarobili sprzedając, zaś odkupując – zarobili po raz drugi. Kontrakty obmyślał Baruch. Rząd kupował za pośrednictwem swego specjalnego komitetu, w którym reżyserował sprawy także Baruch. Królowie miedzi sprzedawali towar rządowi, czyli sobie, jako członkom rządu. A gdy odkupywali znów zapasy od rządu, to właściwie odkupywali od siebie, jako od członków rządu. Cenę wyznaczał rząd, czyli Strohmann’owie królów miedzi, jako członkowie rządu. Jak wspaniale wyreżyserowane – pod protektoratem idealistycznego prez. Wilsona… Dzięki Wilsonowi został Baruch w czasie wojny dyktatorem, dyktatorem nieznanym, bo społeczeństwo nic o nim nie wiedziało. Nie koniec na tem. Wilson wezwał Barucha do Paryża, gdzie był doradcą ekonomicznym, pozostającym „w stosunkach z amerykańską misją pokojową”, i „dawał” – jak sam powiada – „prez. Wilsonowi rady, ilekroć ich od niego zażądał”. Był członkiem Najwyższej Rady Ekonomicznej w dziale surowców. Brał często udział w konferencjach pięciu szefów rządów, tak zwanej „wielkiej piątki”. Wrócił wraz z prezydentem Wilsonem. Wogóle, należał do najbliższego otoczenia Wilsona i za kulisami Baruch odgrywał wielką rolę. A to najbliższe otoczenie Wilsona stanowili, oprócz Barucha, człowieka Guggenheimów i Lewisonów, kapitaliści żydowscy z Nowego Yorku: Morgentau, Elkan, Kahn, Loeb, Schiff i „szara eminencja” – rabin S. Wise.

W takiem otoczeniu powstał i preparował się pomysł Ligi Narodów dla znękanej Europy.

Na froncie prezydent Wilson. Za kulisami Baruch, rabin Wise, Schiff, Loeb, Guggenheimowie.

„Na froncie Clemenceau i Lloyd George. Za kulisami p. Paweł Mantoux, jeden z najświetniejszych przedstawicieli żydostwa na konferencji” i sekretarz osobisty p. Clemenceau oraz p. Philip Sassoon, sekretarz i doradca Lloyda George’a, ten Sassoon, którego matka, Rotschildówna z domu, a dziadek Dawid zrobił miljony na giełdzie, na bawełnie, na opjum.

Pan Bernard Baruch, dyktator Stanów Zjednoczonych podczas wojny, doradca prez. Wilsona, reżyser wielu spraw wielkiej wagi, działający za kulisami, członek finansjery żydowskiej w Ameryce, pochodzącej z Niemiec.

W dniach ostatnich p. Baruch wypłynął na widownię. Depesze donoszą o nim, jako o doradcy finansowym nowego prezydenta – Roosevelta. Więcej: Baruch ma już plany uzdrowienia świata i wybawienia go z kryzysu. Kamieniem węgielnym tego planu miało być wywrócenie traktatu wersalskiego. Baruch jest, jak widać, pełen wigoru i przystępuje do nowej, wielkiej combinazione.

Komu teraz służy p. Baruch?

WŁADYSŁAW WOLERT

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close