Kandydaci do Nobla

W SEMICKIM odłamie prasy sanacyjnej czytamy następujący telegram:

Wilno (ŻAT). Centralny Zarząd Żydowskiego Instytutu Naukowego uchwalił wystawić kandydaturę Szalom Asza do Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1934.

Szaloma Asz w dziedzinie literackiej! Dobrze! Natomiast w dziedzinie pokojowej kandydatem Genewy, Paryża, Salonik, Tel-Awiwu, New Yorku i t. p. jest tym razem najznakomitszy mąż stanu obu półkul, Maxym M. Litwinow. W ostatnich czasach ten dyplomata, wysoce aktywny i ofensywny reprezentant Sowietów, wygłaszał dużo mów i odbywał duże podróże, tu i ówdzie przyjmowany owacyjnie. W Nowym Yorku w hotelu Waldorff – Astoria odbył się ku jego uczczeniu bankiet na 4,400 nakryć, przyczem odegrano internacjonałkę, której cała Shylockracja wysłuchała stojąc. W Rzymie bankiet był w sali Horacjuszów i Kurjacjuszów. Ponieważ więc czyta i pisze się teraz o nim na wszystkie boki i strony, przeto należałoby jednak wiedzieć, kto zacz, skąd i jak?

Szczęśliwym trafem możemy mieć informacje z pierwszej ręki, bo z dwóch źródeł czysto żydowskich, to jest z „Naszego Przeglądu” i z naszej „Opinji”. Składając ziarnko do ziarnka, zbiera się miarka i portret gotów.

Meyer Wallach, dzisiejszy Maxym M. Litwinow urodził się w Różanach (pow. Słonimski) w r. 1876 jako syn kupca a wnuk rabina. Ojciec dyplomaty rosyjskiego żyje i mieszka w Białymstoku, zajmując się pośrednictwem handlowem. Nazwisko rodowe Wallach musieli zmienić już dawno, skoro w prasie prowincjonalnej czytaliśmy niedawno taką notatkę:

„W San Francisco, w domu nr. 628 przy Czwartej ulicy ma maleńki warsztat krawiecki 63-letni, Leon Litwinow. Specjalnością tego krawca jest prasowanie spodni, co niewątpliwie nie przynosi mu większych dochodów, wystarcza jednak na skromne utrzymanie. Niepozorny ten staruszek jest rodzonym bratem komisarza dla spraw zagr. Litwinowa, przyjmowanego niedawno w Ameryce z takiemi honorami. Stary Leon Litwinow, który uciekł z Rosji po rewolucji z roku 1905, przyjął obywatelstwo amerykańskie. Jest ze swego losu zupełnie zadowolony, – z bratem nie utrzymuje od lat żadnych stosunków i do spraw politycznych zupełnie się nie miesza”.

O Maksie Maksymowiczu czytamy znów w „Opinji”, że „gdy wstąpił do wojska, był już rewolucjonistą i brał udział w pracy propagandowej wśród żołnierzy”. Skazanemu na Sybir, „udało się zbiedz”. W Szwajcarji styka się z bolszewikami. „Lenin cenił w Litwinowie jego zmysł praktyczny”, pisze „Opinja”:

„W odróżnieniu od reszty rewolucjonistów rosyjskich Litwinow umiał zawsze połączyć pracę wywrotową z wygodnym trybem życia. Nigdy też nie odczuwał braku pieniędzy. Miał zmysł kupiecki i, będąc na wygnaniu, stale coś kupował i sprzedawał, zarabiając przytem wcale nieźle”.

W r. 1906 zostaje aresztowany w Paryżu, gdyż znaleziono przy nim banknoty rosyjskie, które Stalin i jego towarzysze zdobyli podczas „słynnego napadu na Bank Tyfliski”. Już miał być wydany carskim władzom, ale Litwinowowi „udało się przekonać sędziów”, że napad był aktem politycznym. Odstawiony do granicy, przenosi się do Anglji:

„W Londynie Litwinow świetnie się urządził. Zarabiał przy różnych tranzakcjach i żył bardzo wygodnie. Poznał pannę z wyższych sfer angielskich i ożenił się z nią”.

O tej pannie… niekoniecznie z najwyższych sfer… żonie Narkomindieła czytamy znowu szczegóły zebrane z żargonówek amerykańskich przez „Nasz Przegląd” (3 grudnia). Okazuje się, że pani Litwinowowa jest Angielką z pochodzenia, z rodziny Law, i że jako Ewa Law napisała powieść.

„Panna Law doczekała się wielkiego uznania za swój utwór, nawet zbyt wielkiego, bo te ciągłe pochwały i komplementy tak się jej uprzykrzyły, iż uciekła zagranicę i osiadła we Włoszech, gdzie mieszkała z rodziną słynnego pisarza angielskiego Lawrence’a, autora popularnej powieści „Kochanek pani Chatterlay”. Zapewne pod wpływem Lawrence’a napisała ona drugą powieść, którą cenzura angielska zakazała i poleciła zniszczyć”.
Kto czytał interesujący szkic madame Krzywickiej o Lawrence’ach, ten się zaraz zorjentuje w środowisku. Już jako pani Litwinow napisała Ewa Law „romans detektywny na tle wydarzeń w Rosji”. Kiedy poznała swego Wallacha, tenże udzielał lekcji języków obcych, gdyż oczywiście polyglotta…

Podczas wojny Litwinow był jakiś czas członkiem carskiego komitetu rosyjskiego, zakupującego amunicję dla armji carskiej. Ale musiał ten proceder uprawiać widocznie „z polecenia” i z „wiedzą” Lenina, jak pisze „Opinja”, gdyż:

„Nikt z przywódców bolszewickich nigdy Litwinowowi nie robił zarzutu z powodu jego przynależnością do carskiego komitetu”. (Sic!).

Podczas wybuchu rewolucji Litwinow przebywał w Londynie i z… „carskiego komitetu” zaraz przeszedł Talleyrand z pod Słonima do „nowych panów”, jak to czytamy w… „Naszym Przeglądzie”:

„Bolszewikom potrzebny był reprezentant w Anglji, a ponieważ Litwinow tam mieszkał, to wybrali go jako swego przedstawiciela”.

Raz tylko Maksym Maksymowicz nieco się poślizgnął w karjerze, ale się nie przewrócił:

„W roku 1927 popierał Trockiego, jednak zawczasu się cofnął i uniknął w ten sposób losu, który spotkał innych trockistów”.

Poczem już szło wszystko gładko. Litwinow jest przytem znawcą sztuki, literatury, muzyki, nie przymierzając jak francuski minister de Monzie. On to naprzykład urządzał wspaniały raut ku uczczeniu powracającego z Europy, po sześcioleciu szpiegowania, Ehrenburga… On też wraz z rodziną klaska (i mlaska) na koncertach, gdy przyjadą artyści… polscy i wogóle żydowscy.

„Swe wielkie powodzenie ma Litwinow, zdaniem prasy amerykańskiej, do zawdzięczenia zmysłowi kupieckiemu, jaki go cechuje. W czasach, kiedy państwa odczuwają silny kryzys gospodarczy, Litwinow umie ze szczególnym naciskiem podkreślać znaczne korzyści handlowe, jakie dają dobre stosunki z Sowietami. Umie on swemi argumentami trafić do zainteresowanych sfer gospodarczych”.

Nie potrzeba dodawać chyba, że pochodząc z rasy polyglobtrotterów, włada biegle wszystkiemi językami. W Londynie dzisiejszym, jak i wszyscy inni nasi, czuje się jak u siebie w domu. Pani Ewa z Lawów bywa też zawsze z mężem. Shylockracja formalnie wyrywa sobie Narkomindieła z Różan (pod Słonimem), wnuka Sabataja Wałacha a brata Leona, krawca ze San Francisco (nr. 628, IV Avenue).

„Nasz Przegląd” tak jeszcze opowiada swoim czytelnikom o nastrojach i światopoglądzie pani Litwinow w Londynie:

„Przyszła na bal urządzony przez lorda Londonderry. Ogromna sala lśniła blaskiem lamp elektrycznych i brylantów, wykwintne damy flirtowały z wytwornymi dżentelmenami. Ewa Litwinow bawiła się obserwowaniem tego pustego blichtru, uśmiechając się ironicznie na wspomnienie o tem, czem to się wszystko skończyło w Rosji”.

„Czem to się wszystko skończyło w Rosji”… Zapamiętajcie…

ADOLF NOWACZYŃSKI

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close