Konfidenci i prowokatorzy

Konfident jest to ten, kto poufnie udziela policji wiadomości. Odpowiednia władza poręcza mu tę poufność, to znaczy, że konfident nie powinien zostać przez władze wymieniony, ma on być w ukryciu, po za nawiasem sprawy. Prowokator jest ten, kto podżega do spełnienia przestępstwa, a gdy już kogoś namówił i uwiódł, oddaje go potem w ręce władzy. W praktyce konfidenci są najczęściej prowokatorami. Konfidenci i prowokatorzy są zazwyczaj werbowani za pewne korzyści, nastawiani dla uzyskania przyznania lub wciągnięcia osób podejrzanych, a po spełnieniu przez nich czynu zamierzonego, ochraniani przez władze.

Słynnym w dziejach konfidentem-prowokatorem był Azef, jednocześnie jeden z założycieli organizacji bojowej rosyjskich „eserów” i jej niepodzielny prawie dyktator. Aby utrwalić swą dyktaturę w partji, wyzyskiwał w sposób nadzwyczaj zręczny wszelkie tarcia, swary i rozterki wewnętrzne. Drugim sposobem, którego używał, było usuwanie konkurencji. Robił systematyczny dobór między swymi towarzyszami. Czynił to w ten sposób, że usuwał każdego, kto nie był mu ślepo oddany, kto objawił choćby tylko cień inicjatywy i samodzielnej działalności. Taka jednostka czy grupa była przeznaczona na zagładę i w stosownej chwili ginęła. Posyłał na śmierć ludzi w sposób niezwykle zręczny. Zdradzał ich, ale tak, żeby ta zdrada nie mogła być jemu przypisana, komu innemu – owszem. Azef, w jednej osobie członek ochrany i szef rosyjskich „eserów” zorganizował i częściowo wykonał zamach na Plewego i wielkiego księcia Sergjusza. Swój czynny współudział w zamachu Azef początkowo zataił przed policją. A gdy się później policja o tym współudziale dowiedziała, musiała się pogodzić, bo fakt już się stał.

Gdy rewolucjonistów zaczęły dochodzić wieści o tem, że Azef od długich lat jest ajentem Ochrany, nie dawano temu wiary. Gdy wiadomości o zdradzie mnożyły się, nie zwracano na nie uwagi. Ale Burcew nie ustawał, niezmordowanie prowadził śledztwo, tak że stronnictwo postawiło go nawet przed sądem partyjnym i tu Burcew drogą żelaznej logiki i zestawienia zadziwiających aresztowań wykazał, że w samem centrum partji jest prowokacja a prowokatorem jest Azef. To rozumowanie Burcewa zostało potem potwierdzone przez informacje Łopuchina, szefa Ochrany petersburskiej. Ostatecznie Azef został zdemaskowany przez prosty przypadek, drobny przypadek, jak to zwykle bywa.

Drugim konfidentem-prowokatorem na wielką skale był litwak Jogiches, nie umiejący dobrze mówić po polsku, który pod pseudonimem Tyszki, był przez wiele lat dyktatorem Socjal-Demokracji Król. Polsk. i Litwy. Jogiches uciekł zagranicę przed wojskiem. Zagranicą wstąpił do rosyjskiej organizacji „Oswobożdienje Truda”. Po pewnym czasie nie posiadający dotychczas pieniędzy Jogiches okazał się posiadaczem znacznej sumy, którą chciał ofiarować na wydawnictwa partyjne pod warunkiem, że on będzie faktycznym kierownikiem działalności wydawniczej rosyjskiej socjalnej demokracji. Kombinacja była podejrzana. Wyrzucono go z partji jako podejrzanego o stosunki z Ochraną. Wyrzucony z rosyjskiej partji, dostał się Jogiches do S. D. K. P. i L. Usidlił swemi wdziękami równie piękną Różę Luxemburg i po niedługim czasie został niepodzielnym panem w zarządzie głównym S. D. K. P. i L. z której zrobił żydowską ekspozyturę Ochrany. Organizacją tą kierował z Berlina. Bardzo jest prawdopodobne, że był nietylko na usługach policji carskiej, ale i pruskiej.

Władze w tej partji sprawował żelazną rąką. Jego to działalności prowokacyjnej mamy do zawdzięczenia rzezie mas robotniczych, on to zorganizował czerwcowe „powstanie” w Łodzi, walki bratobójcze, ustawiczne strajki powszechne. Leżało to w interesie obu rządów, carskiego i pruskiego, bo rozbijało polską warstwę robotniczą i osłabiało siły narodowe.

Bakaj, członek Ochrany warszawskiej, który uciekł za granicę, dostarczył sporo informacyj, dotyczących szpiegów i prowaktorów. Poświęcił im specjalny artykuł w „Byłoje”, organie Burcewa, z r. 1909.

Prowokatorów dzieli Bakaj na trzy gatunki: prowokatorów-awanturników, prowokatorów-łotrów i prowokatorów-kombinatorów.

Prowokatorzy-awanturnicy – pisze Bakaj – przedostają się niekiedy do samych szczytów organizacji i w ciągu długiego czasu zostają tam i demaskują się tylko dzięki przypadkowi. Są oni nieszczerzy w swej sprzedajności i ta nieszczerość i obawa zdemaskowania się doprowadza ich do tego, iż o wielu rzeczach milczą i sami biorą udział w niektórych dość poważnych przedsięwzięciach. Podobny udział znany jest niekiedy władzy, lecz jeśli tego wymagają wyższe względy, zwłaszcza konieczność zabezpieczenia „współpracownika” od „wsypy”, to aprobuje się to zupełnie. Oto dlaczego tacy prowokatorzy, nawet będąc posądzeni o zdradę, łatwo się usprawiedliwiają przed towarzyszami i głównym dowodem ich uczciwości i nieprawdopodobieństwa zdrady są właśnie owe przykłady ich działalności… Prowokatorów-awanturników daje wyłącznie środowisko inteligentne; jako ludzie rozgarnięci, wiedząc więcej o sprawach społeczno-rewolucyjnych, niż żandarmi, są oni kierownikami poszukiwań policyjnych.

Tacy prowokatorzy są wtajemniczani w planowe rewizje i areszty, oczywiście pośród tych osób, które im są wiadome, i dlatego oni nigdy nie dopuszczą, żeby żandarmi ruszyli te osoby, które im są bliskie i potrzebne dla ich bezpieczeństwa… Zdarza się, że rewolucjonista, mający poważną sprawę, proponuje swe usługi w roli prowokatora… Najczęściej podobne osoby są wysyłane gdziekolwiek, ułatwiają im lub wprost organizują ucieczkę z zarządu żandamerji lub Ochrany. W ogóle na ucieczki z tych instytucyj należy zwracać baczną uwagę i analizować je jak najszczegółowiej…

Litwak Jogiches, którego karta działalności politycznej jest niezapisana, ucieka za granicę przed wojskiem, tam wstępuje do rosyjskiej organizacji rewolucyjnej, po pewnym czasie zaczyna rozporządzać znacznemi sumami, wreszcie zostaje wyrzucony z organizacji jako podejrzany o stosunki z Ochraną, wkręca się potem do SDKP. i L., zostaje kochankiem Luxemburżanki, którą nacjonaliści żydowscy czczą jak świętą, opanowywa cały zarząd partji, który oprócz Dzierżyńskiego i Marchlewskiego składa się z samych żydów (Warszawski-Warski, Fuerstenberg-Chanecki, Sobelsohn-Radek, Feinstein1)-Małecki i t. d.) i przez długie lata prowadzi prowokacyjną, destrukcyjną robotę na gruncie Polski, czego wyniki leżą tylko w interesie żydostwa i rządów carskiego i pruskiego. Pismaki żydowskie z pod znaku socjalno demokratycznego na komendę Jogichesa-Tyszki, dyktatora partji i prowokatora-ochrannika, wypisywały takie historje, że włosy stawały na głowie z przerażenia, do czegośmy doszli, że takie rzeczy są w Polsce możliwe. Pisano, że kultura polska to „cuchnący staw”, cześć narodu to „zgrana karta szulera”, a Polska – to „trup”.

Za pomocą polakożerczych żydów i żydówek Ochrana opanowała zupełnie SDKP i L. i tą drogą siała zamęt w łonie klasy robotniczej i prowadziła dezorganizację siły narodowej, osłabiając jedną jej warstwę.

„Dla pozyskania sekretnej ajentury (prowokacji) – pisze Bakaj – i osłonięcia jej przed zdemaskowaniem, ajenci rządowi nie cofali się przed niczem, rozumiejąc, iż jeden prowokator w wyniku ostatecznym zawsze da więcej cennych wiadomości, niż dokonane rewizje i areszty, mogące zaszkodzić temuż prowokatorowi… Aby zjednać sobie prowokatora, nie cofają się przed urządzeniem rozmyślnych ucieczek, ani przed dezorganizacją wielkich spraw sądowych, ani przed fałszowaniem dokumentów… Często ci sami prowokatorzy uczestniczą w aktach terrorystycznych, jeśli jest to konieczne w celu ich samozachowania, lub są inicjatorami zamachów na osoby urzędowe we własnym lub zwierzchności interesie”…

Filozof włoski Vico mówił, że w historji są cykle, corsi-ricorsi. Idą i powracają. Jakże się niektóre rzeczy powtarzają!

M. W.

———-
1) Godne zastanowienia, że osobistą sekretarką ks. Zdzisława Lubomirskiego, późniejszego członka Rady Rejenc., obecnie senatora z BB. była podobno podczas wojny światowej p. Feinsteinówna, ponoć siostra rodzona Feinsteina, członka zarządu SDKP i L. – Co za nierozwaga!

Czasopismo społeczno-kulturalne wydawane w Warszawie w latach 1921 – 1939. Jedno z najważniejszych pism ruchu narodowego w dwudziestoleciu. Współpacowali z nim m. in. Roman Dmowski, Aleksander Świętochowski, Adolf Nowaczyński, Feliks Koneczny, Władysław Konopczyński, Jan Rembieliński, Jan Emil Skiwski, Roman Rybarski, Karol Hubert Rostworowski, Maria Rodziewiczówna i inni.

Close