LIBERUM VETO

Pielgrzymka do prof. Kemmerera. – Przypuszczalny Jej skutek. – Rezultat zakazu używania alkoholu. – Propozycja zaprowadzenia cenzury. – Owoce zakazane. – Bibuła. – Źródła natchnień poetyckich. – Zmącone życie. – Nawiązanie przerwanej pracy.

NAPEWNO nie wiem, czy to, co mam rzec poniżej, nie będzie obrazą rządu i nie sprowadzi konfiskaty „Myśli Narodowej”. Ale ponieważ właściwie nikt nie wie, co stanowi tę obrazę i pisarz zajmujący się sprawami publicznemi zawsze musi ryzykować, więc ryzykuję, zwłaszcza, że do tego hazardu prasa polska w Warszawie przyzwyczaiła się od r. 1795 do 1918 i obecnie od maja do dziś. Był to czas dostateczny do wytworzenia w sobie nałogu.

Nie pamiętam już, ile zapłaciliśmy prof. Kemmererowi i jego asystentom za kilkotygodniowy wykład o gospodarce finansowej, w każdym razie suma czesnego wyraziła się w liczbie siedmiocyfrowej. Był to wydatek bardzo poważny, ale opłacił nam się wielką korzyścią: ponieważ uczony amerykański zalecił nam oszczędność, przeto podnieśliśmy o kilkaset miljonów budżet państwowy w… rozchodach. Po tem spełnieniu rady wysyłamy znowu delegatów do prof. Kemmerera z zapytaniem, co mamy dalej robić. Prawdopodobnie ta wyprawa ma również na celu podwyżkę rozchodów, bo niewątpliwie doradca amerykański zaleci nam oszczędność a my wprowadzimy rozrzutność. To trudno! „Znaj pana po cholewach”. Chociaż zdarliśmy buty, pozostały nam piękne cholewy jako dowód, kim być chcemy, czego od nas można wymagać i czego się spodziewać. Zresztą nadchodzi wiosna; na tę porę wszystko, co żyje, stroi się. Byłoby to więc zupełnie naturalne i usprawiedliwione, gdyby poczciwy sejm, który zgodził się na „spęczniały” budżet, wyznaczył trochę miljonów złotych na stworzenie nowych i wskrzeszenie umarłych ministerjów.

Wyjeżdżającym w daleką podróż zawsze znajomi i krewni dają rozmaite zlecenia. Otóż czy nie byłoby pożytecznem zobowiązać naszych delegatów, ażeby nam przywieźli ze Stanów Zjednoczonych dokładne wiadomości o skutkach zakazu używania tam alkoholu i – jeżeli te skutki są pomyślne – ażeby wzamian zaproponowali amerykanom wprowadzenie zakazu swobody publicznego słowa, czyli cenzury. Według doniesień tamtejszej prasy po zabronieniu picia napojów spirytusowych rozrosło się nadzwyczajnie pijaństwo i przemytnictwo. Z Europy do Ameryki płyną floty okrętów wiozących wino i wódkę. Ażeby powstrzymać ten zalew, rząd musi utrzymywać na morzu liczne statki chwytające kontrabandę. Rzucili się do niej bogaci kupcy i spekulanci, którzy wkładają w ten złotodajny interes miljony dolarów, a wstrzemięźliwi, którzy nigdy nie brali do ust żadnego alkoholu, zapijają się nim obecnie do nieprzytomności. Powtórzyła się jeszcze raz legenda o zakazanym owocu, która w XVIII w. stwierdziła najdowodniej swą słuszność, gdy do Europy sprowadzono kartofle, których ludność w Niemczech dopóty nie chciała sadzić i jeść, dopóki ich uprawy surowo nie zabroniono. To też może niedalekie jest od prawdy przypuszczenie, że zakaz używania alkoholu w Stanach Zjednoczonych wywołali jego producenci europejscy, i nie byłoby to wcale niespodzianką, gdyby tam po wprowadzeniu cenzury albo zaczęto wydawać za granicą i przemycać gazety niecenzurowane, albo drukować je na miejscu i rozsyłać tajemnie. My z własnego doświadczenia pamiętamy, jakiem powodzeniem cieszyły się takie wydawnictwa za czasów niewoli, owa „bibuła”, którą dzisiejszy regulatorzy swobody publicznego słowa drukowali w konspiracyjnych lokalach i rozwozili po kraju. Pięknie o tej „bibule” opowiedział niegdyś w broszurze pod tym tytułem p. J. Piłsudski.

Najsubtelniejszy z analityków twórczości poetyckiej, Z. Wasilewski, charakteryzując niedawno w „Myśli Narodowej” talent p. Iłłakowiczówny, zauważył, że ona czerpie swe pomysły poza życiem społeczeństwa. Być może, iż ta autorka czyniłaby to w każdym czasie i w każdem położeniu narodu. Zdaje mi się jednak, że ruch odśrodkowy ogarnia coraz szerzej poezję naszą.

Nie znajduje ona bowiem w nim głębszego źródła natchnień. Co obecnie może nastroić lutnię na wysokie tony? Od chwili zmartwychwstania Polski ani razu nie zabrzmiało radosne Alleluja. Wielki chór rozczarowanych i cierpiących żałosnym lub gniewnym głosem śpiewa ciągle „gorzkie żale”, psalmy niewiary i niemiłości. Każdy dzień otwiera przed nami panoramę dzikich walk, podstępnych pełzań, brutalnych gwałtów, ohydnych triumfów, robaczych pożądań. Pomyślmy tylko, ile dusza nasza wchłania bez przerwy z raportów prasy bezczelnych nadużyć, bezkarnych występków, zabójczych jadów nienawiści, najwstrętniejszych wydzielin i wycieków w najrozmaitszych chorobach moralnych gnijącego sumienienia ludzkiego. Zawstydzone i przestraszone cnoty kryją się w cieniach kolczastego gąszczu, jak przytulone pod krzakami konwalje, nie mając odwagi wychylić się na słońce a tem bardziej ukazać swych kwiatów. Jesteśmy uczestnikami lub świadkami jakiejś rozpasanej maskarady, w której wszystkie pojęcia, zasady, reguły, czyny zmieniły swe postacie, okrycia i nazwy. Gwałt tytułuje się sprawiedliwością, tyranja – demokratyzmem, kradzież – zmianą własności, kłamstwo – prawdą, oszustwo – sądem, bezwstyd – odwagą. Czy z tych trujących chwastów, z tych blekotów i szalejów poezja może wyssać swój ożywczy nektar? Gdzie są wysokie szczyty, na których jej orły mogłyby słać swe gniazda i wzlatywać ku niebu? Życie nasze obecne jest zmącone grząskiem błotem i dopóki się nie ustoi, dopóki nie opadnie na dno ten odrażający muł, dopóty nie będą się w niem otwierały czyste krynice poezji. Tymczasem możemy i musimy je tylko szlamować.

Jest jedna wiara, która nas krzepi w tej znojnej robocie i leczy ze zwątpienia nadzieją. Jest to wiara w naród, w jego zdrowie i siły. Ale te siły trzeba z niego wydobyć i wzmacniać. Podczas ostatnich obrad sejmowych jeden z posłów rzucił w nie dwie okropne cyfry: 86% budżetu państwa pokrywa wycisk podatkowy a 85% dzieci pozostaje bez szkoły. Rozrzutna gospodarka finansowa nie pozwala nam dziś jeszcze zmniejszyć ciężaru przymusowych ofiar dla skarbu państwa, najsłuszniejszym i najenergiczniejszym protestem nie osiągniemy żadnej ulgi. Ale możemy rozpraszać te gęste mroki, które ciągle ociemniają dusze niższych warstw masy społecznej. Zdawało nam się po wejściu do niepodległości, że możemy uwolnić się od tego obowiązku szerzenia oświaty staraniami prywatnemi, który spełniliśmy tak chętnie, wytrwale i owocnie podczas niewoli. Niestety, było to jedno z wielu rozwianych złudzeń. Polska niezależna uzyskała wielką zmianę w położeniu politycznem, ale jej potrzeby kulturalne pozostały zaspokojone tylko w małej mierze. Nie wysunęliśmy się z szarego końca ku przodowi w szeregu narodów europejskich, idziemy ciągle na jego końcu pomimo „mocarstwowego stanowiska”. Musimy nawiązać przerwaną na progu niepodległości pracę niewoli, pracę społeczeństwa niezależną od rządu, opartą na środkach i wysiłkach narodu, a mającą na celu jego kulturę, to jest jego dobro, moc i szczęście. Powiedzmy to sobie, że nie jesteśmy pracownikami uwolnionymi z winnicy ojczystej i że ona czeka na nasz powrót.

ALEKSANDER ŚWIĘTOCHOWSKI

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close