LIBERUM VETO

Operacja się udała, ale chory umarł.

ZAISTE niezwykły i w uporządkowanych państwach nieznany widok! Podczas gdy w sejmie posłowie dzwonią na alarm do obrony przeciwko rujnowaniu społeczeństwa marnotrawczym budżetem, podczas gdy komisje obcinają w nim nadmierne i zbytkowne kredyty, w niektórych czasopismach drukuje się miłe bajki i ballady o naszym rozkosznym a oszczędnym raju ziemskim, w którym rolę Adama i Ewy grają Fiskus z drożyzną, w którym spiżarnie obywateli są puste, ale skarb państwowy pełny, w którym ludzie chorują z głodu a leczeni są z przesytu, w którym zło jest dobrem a nieszczęście szczęściem. Czytają w „Świecie” piękną odę dyrektora S. Starzyńskiego do „uzdrowienia finansów”, zdaje nam się, że wśród szumu i jęku wichrów słyszymy czarujący śpiew słowika, którego trele brzmią radosną wiadomością, „że obciążenie jednego mieszkańca daninami publicznemi od r. 1924 utrzymuje się mniej więcej na jednakowym poziomie”, bo gdy np. w r. 1913 wynosiło 15,12 w r. 1927/8 – 77,46 a w 1928/9 tylko 80,86, złotych. Tylko!

Wpatrzmy się uważnie w tę różnicę między opinją społeczną a rządową, półurzędową i – za pozwoleniem – sanacyjną. Bo tkwi tu widocznie jakieś nieporozumienie.

Utrwalił się już zwyczaj, że pierwszym krokiem każdego nowego ministra po objęciu urzędu jest podwyżka jakichś opłat czyli powiększenie kosztów utrzymania. Ma to być dowodem współczucia dla nędzy proletarjatu i środkiem usunięcia zabójczej drożyzny. Dzięki tej zbawczej metodzie, zasługującej na wdzięczność społeczeństwa, korzec żyta w kraju rolniczym kosztował ubiegłej zimy 52 zł., metr tkaniny wełnianej 40 zł., para obuwia 60 zł., pokój z kuchnią 100 zł., nauka dziecka w szkole średniej 50 zł. miesięcznie itd., podczas gdy zarobki miesięczne „inteligencji pracującej umysłowo” wahały się od 150 do 300 zł. Zważywszy to nowy minister komunikacji podwyższył taryfę kolejową o 20%, a obecnie pojawiły się świeże projekty zwiększenia podatków. Oczywiście ten nieskończony łańcuch usuwający drożyznę nie zapowiada, ażeby to były jego ostatnie ogniwa. Przyczepia się inne, i jeżeli zmęczony tym łańcuchem obywatel śnił lub marzył, że kiedyś będzie zniżona cena zapałek o jeden grosz na miljonie pudełek, to niech się obudzi i otrzeźwieje na cały czas swego „uzdrowionego” żywota. Dlaczego tak się dzieje? Minister nie jest ani człowiekiem złośliwym, ani wrogiem społeczeństwa, ale obciążając je coraz bardziej, usprawiedliwia swoje okrucieństwo koniecznością zrównania dochodów z rozchodami w granicach swej gospodarki. Z chwilą przyjęcia teki przestaje być członkiem narodu a staje się buchalterem rządu, zapomina o budżetach domowych a pamięta wyłącznie o budżecie państwa, nie wpatruje się w potrzeby ogółu, ale w księgi rachunkowe swojego urzędu, traci wrażliwość na niedostatek pojedyńczych ludzi i odczuwa tylko niedobór w funduszach swojego ministerjum, nie widzi objawów życia, tylko cyfry na papierze – co zresztą przychodzi mu tem łatwiej, że ma pensję kategorji drugiej, a rozpaczliwa bieda zaczyna się dopiero od szóstej. Weźmy podwyżkę taryfy kolejowej. Rzeczywiście pomnożyła ona dochód i ten wynik uważa się za zysk. Ale że jednocześnie powiększyła drożyznę, że obciążyła budżety domowe, że sparaliżowała ruch handlowy i osłabiła energję gospodarczą społeczeństwa, tego nie bierze się w rachubę, chociaż to stanowi olbrzymią stratę, której nie pokrywa korzyść budżetowa. Chodzi o doraźny wynik dodatni, chociażby on w ostatecznym rachunku był ujemnym. Postępowanie zrozumiałe. Zdolności małe, albo leniwe ułatwiają sobie rozwiązywanie trudnych i powikłanych zadań przez uproszczenie. Zbogacić skarb państwa i jednocześnie wytwarzać bogactwo narodu – to jest właśnie takiem zadaniam. Więc odcina się drugą jego połową i dba się tylko o pierwszą. Daje to natychmiastowy efekt ognia bengalskiego, który szybko gaśnie, pozostawiając tylko swąd i puste gilzy naboju. Żadne mędrkowanie nie obala pewnika, że skarb państwa nie powinien zasilać się ograbianiem jego obywateli, bo ich bogactwo jest jego bogactwem. Rząd jest gospodarzem a nie łupieżcą i wyzyskiwaczem narodu. Przez pewien czas może on wyciskać z niego ostatnie krople krwi żywiącej organizm, ale prędzej czy później musi nastąpić zupełne wyczerpanie. U nas już ono się objawia wyraźnemi znakami – niedługo będziemy mieli zrównoważony budżet nędzarzów. W obradach sejmowych, w prasie niezależnej od kilku lat wykazywana jest konieczność wprowadzenia znacznych oszczędności w gospodarce państwa. Wymieniane są wysokie sumy, zmarnowane na rozmaite zbytkowne uposażenia, fundusze dyspozycyjne, tajemne zapomogi, djety, poufne usługi, bezzwrotne pożyczki, gratyfikacje, podróże, jałmużny i inne sposoby tuczenia inwentarza faworytów losu. W tę otchłań, w te żarłoczne i szeroko otwarte paszcze wpadają miljony, złożone w znacznej części z przymusowych ofiar głodomorów. A panowie Starzyńscy, spoglądając na wykazy skarbowe, cieszą się z tego, że od dwóch lat „dochody rosną… społeczeństwo płaci podatki bardziej regularnie i stale, do czego dopomaga usprawnienie aparatu skarbowego„. Wymowny zachwyt! Gdy jednakże o tej samej pomyślności i z tej samej kompanji przemówi publicznie głębiej patrzący w rzecz prof. Krzyżanowski, tonacja dur zamienia się w jego ustach na moll w nutach bardzo smętnych, niemal płaczliwych.

„Obciążenie podatkowe w Polsce – opowiada p. Starzyński – jest jednak dwukrotnie mniejsze, aniżeli w Austrji, Czechosłowacji, i Italji (chyba we Włoszech), trzykrotnie mniejsze aniżeli we Francji, Niemczech i Stanach Zjednoczonych”. Nie sprawdzając tego rachunku, zauważę tylko, że gdyby nawet był ścisłym, nie przestałby być zabawnym. Brzmi on bowiem tak, jakgdyby ktoś chciał uzasadnić obciążenie podatkowe woźnego w ministerjum skarbu wykazaniem, że dyrektor departamentu płaci kilkakrotnie więcej. Powinnoby raz na zawsze ustać to albo naiwne, albo wykrętne żonglowanie cyframi porównawczemi, oderwanemi od rzeczywistości.

Gdybyśmy chcieli dowieść, że polski fabrykant samochodów, który wyrabia dwa na miesiąc i ma z nich tysiąc złotych zysku, jest lekko opodatkowany, bo Ford, który wyrabia 4000 samochodów dziennie i z nich ma miljon dolarów zysku, płaci podatku nieskończoną ilość razy więcej – dzieci roześmiałyby się z takiego rozumowania. A jednakże jest ono typowe we wszystkich uzasadnieniach podwyżek opłat publicznych. Ich twórcy i obrońcy nie widzą lub zasłaniają w swych porównaniach jedną, najważniejszą różnicę, mianowicie różnicę zamożności państw i narodów. Polska z natury uboga, osłabiona długą niewolą, zrujnowana wojną, zawichrzona wewnętrznym zamętem, nie może być stawiana na tym samym poziomie z krajami tak bogatemi i wytwórczemi, jak Czechosłowacja, Niemcy, Francja lub Stany Zjednoczone. Wobec nich Polska jest nędzarką. Jeżeli na jednostkę ludzką przypada w niej przeciętnie sto złotych majątku, to stosunkowo w Czechach tysiąc, we Francji sto tysięcy, a w Stanach Zjednoczonych miljon. Podwyżka o dwa grosze na kilometrze za przejazd koleją jest dla amerykanina przydatkiem do ciężaru opłat jednego grama, dla polaka – cetnara. Brzemię życia, dźwigane przez naszą masę społeczną, już dziś przewyższa jej siły, coraz bardziej ona pod niem się zgina i często upada. Za wiele starań łożymy na to, ażeby skarb państwa był pełny, a za mało na to, ażeby naród mógł go napełnić. Tej pomocy i opieki czeka on od chwili odzyskania niepodległości i dotąd czeka daremnie. A pragnie tego ponad wszystkie inne wymagania od swych rządów, bo coraz jaśniej rozumie, że to nie jest wyłącznie kwestja jego zadowolenia, ale również kwestja jego bytu, że nie zdoła utrzymać niepodległości politycznej, jeśli nie zapewni sobie gospodarczej. Ostatnie podwyżki opłat publicznych, dokonane i zapowiedziane przeraziły społeczeństwo nie tylko swoim ciężarem, ale groźbą, że po tej niebezpiecznej drodze mamy iść dalej i nie widzimy jej końca. Pociecha i chluba obrońców tej drogi bogacącej skarb państwa a zubożającej obywateli, utrzymującej równowagę budżetu publicznego a niszczącej równowagę budżetów prywatnych, zbyt przypomina przechwałkę anegdotycznego chirurga: „Operacja się udała, ale chory umarł.”

ALEKSANDER ŚWIĘTOCHOWSKI

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close