Nierząd w stolicy

Trzeba będzie nielada wysiłków i mozołu, żeby usunąć z powierzchni Warszawy fatalne ślady półbolszewickiej gospodarki i niedorzecznych doświadczeń społecznych, skutkiem których stolica odrodzonej Polski została gruntownie powstrzymana w rozwoju, a zewnętrzny jej wygląd uległ bijącej w oczy degradacji.

Przeciągana „ochrona lokatorów”, zniesiona już nawet w Bolszewji, zabiła na 10 lat ruch budowlany, a pośrednie jej następstwa, wyczerpawszy normalne źródła dochodów miejskich, doprowadziły miasto do ruiny.

Nieuniknionym skutkiem wyjałowienia dochodów miejskich musiał być brud, kurz, zaduch, zanieczyszczenie domów i stopniowe zaplugawienie Warszawy.

* * *

Brud moralny narasta grubą warstwą na brudzie fizycznym. Pierwsze czterolecie Warszawy, jako stolicy wolnej Polski, przejdzie, niestety, do historji, jako fatalny okres panowania zbogaconej na spekulacjach czeredy paskarskiej oraz rozlanej, jak szumiąca brudna fala – prostytucji.

Do rzędu bowiem fatalnych eksperymentów lewicowych należy również zaliczyć rozpętanie nierządu. W myśl doktryny klasowej zniesiono domy publiczne, aby pozwolić zatrudnionym tam „najmitkom” na założenie własnego „warsztatu”. Ten pomysł niedowarzonych społeczników okazał się w swoich skutkach chluśnięciem na Warszawę kubła cuchnących pomyj, którymi przesiąkły już ulice, hotele i mieszkania w śródmieściu, a zwłaszcza w okolicach głównego dworca.

* * *

Dawniej nierząd, istniejący po za domom publicznym, krył się w cieniach nocy. Dzięki wspomnianej „emancypacji”, dziś panoszy się on butnie w biały dzień, od godz. 11 rano. Dziatwa szkolna, wracając popołudniu z zajęć ulicami Widok, Marszałkowską, Chmielną, Złotą, Al. Jerozolimską i t. d. -ma przed sobą budujący obraz ordynarnych zaczepek, głośnych targów, plugawych wyzwisk i haniebnych umizgów ulicznych kokot. Przed każdą prawie bramą czatują nierządnice na samotnych mężczyzn, a zwłaszcza na przyjezdnych. Najkrzykliwsze, najbardziej cyniczne i natrętne są naturalnie żydówki, głośno zachwalające swój „towar”.

Nierząd, wygnany z domów publicznych, przeniósł się do domów prywatnych i do hoteli. W okolicach dworca mnożą się „jaczejki” rozpusty czyli nory schadzek po piwnicach, po strychach, po czwartakach. Prostytucja włamuje się zwycięsko do mieszkań prywatnych. Lokatorzy chciwi łatwego zysku, odnajmują pokoje dziewkom ulicznym, ściągającym tam istne korowody „gości”, nieraz wyczekujących w ogonkach swojej kolei.

Haniebny ten proceder szerzy się w sposób zastraszający. Zdarzają się domy, mieszczące od frontu i w oficynach po kilka takich jaskiń, gdzie kwitnie prostytucja.

Wrzaskliwe bandy alfonsów włóczą się za dziewkami, wystają po bramach, ferują i wykonywują doraźne wyroki pięścią i nożem, wśród histerycznych krzyków katowanych ulicznic.

Co gorsza, nierząd szerzy się w sąsiedztwie budynków szkolnych, a nieraz gniazda rozpusty istnieją w domach, w których mieszczą się szkoły początkowe i średnie.

Władze patrzą na to przez palce. Maluczko, a pół Warszawy stanie się jednym wielkim lupanarem.

* * *

Przyjezdny z prowincji napróżno kołata nocą do drzwi hotelów w śródmieściu. Dla uczciwego człowieka, a tem bardziej dla rodzin bezdomnych – miejsca tam nigdy niema. „Wszystko zajęte!” odburknie portjer…

Ale gdy dziewka przyprowadzi z ulicy „gościa” – znajdą się w mig pokoje do wyboru, oczywiście, za słoną zapłatą.

Haniebna gangrena, niebacznie zaszczepiona przez głupawych nowatorów i niedorozwiniętych społeczników, wychowanych na broszurkach Bebla, Klary Zetkin i t. d. wżera się oto w organizm społeczny, niszcząc krok za krokiem zdrowe jeszcze tkanki, zdobywając dla nierządu dom za domem, ulicę za ulicą. Pod okiem władz ślepych i niedołężnych, toczy nas straszliwy trąd zepsucia.

* * *

Jakiekolwiek bądź dowody mogły kiedyś przemawiać za wyzwoleniem prostytucji i za „wylaniem” nierządu z domów publicznych na ulicę, to jeden przecież kapitalny wzgląd powinien był powstrzymać odnośne urzędy, od tego kroku.

Dawniej do domów publicznych skradał się chyłkiem samotnik, naciśnięty potrzebą fizjologiczną, albo zajeżdżał do nich na gumach podpity jegomość.

Dziś nierząd nie czeka. Dziś idzie on każdemu na spotkanie, zagląda w oczy i ciągnie za rękaw. Prostytucja wyległa tłumnie na główne ulice i tam napastuje młodych i starych, żonatych i bezżennych. Na Marszałkowskiej odbywa się istna „chasse à l’homme”. Dziewki urządzają na przechodniów polowanie z naganką. Dość, by ktoś zatrzymał się przypadkiem przed wystawą sklepową, lub zwolnił kroku, a wnet wyrastają przed nim kapłanki Wenery, kuszącym szeptem obiecując niebywałe rozkosze.

Oczywiście, setki i tysiące mężczyzn – uczniów, studentów, żołnierzy, urzędników, przyjezdnych kupców – dają się codzień wciągać do wspomnianych tajnych jaskiń nierządu czyli okolicznych nor schadzek. Oczywiście, wielu nabawia się w tych warunkach chorób wenerycznych; trudno zliczyć, ilu pada ofiarą kradzieży, bo zuchwałe dziewki liczą na to, że poszkodowany będzie wolał zamilczeć o stracie, niż przyznać się, że był w jakiejś plugawej spelunce.

Tak oto rozwleczona po mieście plaga prostytucji, bezkarnie buszującej po ulicach w biały dzień znieprawia, zatruwa i kusi tysiące przyzwoitych mężczyzn, którzy w warunkach normalnych, nie pomyśleliby nawet o tem, aby szukać wrażeń po lupanarach, ukrytych gdzieś w zakątku.

Niedorzeczny i zbrodniczy eksperyment niedouczonych lub od urodzenia głupawych „społeczników” – wprawdzie „wyzwolił” wyrobnice nierządu z pod „ucisku” właścicieli domów publicznych, ale zato splugawił i zatruł życie Warszawy miazmatem zepsucia i zarazy. Dziś uczciwe kobiety narażone są na ulicy na stałe sąsiedztwo ladacznic, a każdy mężczyzna musi ocierać się o tysiące pokus i wymijać tysiące zaczepek.

* * *

Nasuwa się pytanie, czy nie należałoby z gruntu zreformować, a może i skasować, urzędy, które pozwalają na panoszenie się prostytucji ulicznej, wyraźnie i niezbicie szkodliwej dla społeczeństwa. Kardynalną winą i śmiertelnym grzechem odnośnych urzędów jest to, że powodują się raczej dbałością o dobro ladacznic, niż o bezpieczeństwo, zdrowie i spokój moralny uczciwej ludności, co powinno być przecież alfą i omegą czynności władz państwowych i miejskich.

Palącą i ropiącą się sprawę usunięcia nierządu z ulic miasta i umiejscowienie tej plagi w odpowiedni sposób należy postawić niezwłocznie na porządku dziennym i rozstrzygnąć zgodnie z nakazem troski o dobro społeczne, a nie w myśl interesów klasowych proletarjatu prostytucji. A jeśli będziemy dalej zwłóczyć z radykalną asenizacją tej kloaki, to rychło nas to cuchnące bagno zaleje po uszy.

L. Brun.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close