O uzdrowienie Polski

Ciężkie nasze położenie gospodarcze wypływa z tragicznego nieporozumienia. System naszej gospodarki jest socjalistyczny, a pieniądz sam i oparty na nim budżet jest kapitalistyczny. Socjalizm zabija kapitalizm. Chcieć więc przy socjaliźmie utrzymać wartość pieniądza i budować na nim kapitalistyczny w swej istocie budżet, jest to bawić się w kwadraturę koła.

A my już trzy lata bawimy się w to pogodzenie ognia z wodą, socjalizmu z kapitalizmem, dochodów państwa z podcinaniem wszystkich źródeł dochodu, przejęcia gospodarki społecznej w ręce państwa z opodatkowaniem obywateli, którym się właśnie na rzecz państwa odbiera możność godziwego zarobkowania. Jest to uganianie się psa za własnym ogonem.

Trzeba raz spojrzeć rzeczywistości w oczy i rozstrzygnąć pytanie: czy zmierzamy do całkowitego wprowadzenia socjalizmu za wzorem bolszewickim, czy też chcemy pozostać przy europejsko-amerykańskim systemie gospodarczym?

Europejski system gospodarczy wyprowadza się z prawodawstwa rzymskiego. I tylko tam, gdzie utrzymały się zasady cywilizacji rzymskiej, rozwinęła się kultura trwała, zaznaczał się ciągły materjalno-techniczny postęp, rozwijała się etyka, zamożność, potęga i hygiena. Wszędzie indziej panuje zdziczenie albo skostniałość przedpotopowej cywilizacji.

Socjalizm, jako doktryna, zaszczepiona na materjalistycznej filozofji niemieckiej, niszczy cywilizację rzymską niby tysiącletni spadkobierca tej zemsty, jaką żydowstwo zaprzysięgło staremu Rzymowi za zburzenie świątyni i rozproszenie Izraela po całem imperjum. Dziś niema starożytnej Romy, ale pozostała po niej jej cywilizacja. Judaizm więc, ubrawszy się w szatę socjalizmu, niszczy ślady tej cywilizacji, ścigając ducha rzymskiego i poza grobem. W ten sposób nauka ekonomji społecznej traci swoje cechy nauki doświadczalnej, a zamienia się w ślepą wiarę, w fanatyzm, w zaciekłość, w uporczywe trzymanie się zbankrutowanej doktryny wbrew oczywistości.

Tymczasem ekonomja jest i powinna zostać nauką, wyłącznie doświadczalną. Wartość jej wskazań powinna być oceniona tylko wedle jej pożyteczności. A jako nauka ekonomji socjalizm zbankrutował.

Wszak podczas wojny wszystkie państwa wojujące wprowadziły częściowo socjalizm przez upaństwowienie produkcji i rozdział towarów zapomocą organów państwowych. Ten połowiczny socjalizm doprowadził do korrupcji, samowoli organów rządowych i do zmniejszenia produkcji. Po tem wypróbowaniu doktryn socjalistycznych nastąpiło zubożenie i dlatego zaraz po wojnie, nauczone doświadczeniem, państwa wojujące rozpoczęły odwrót ku dawniejszym niesocjalistycznym zasadom ekonomji. Rosja przeprowadziła u siebie socjalizację całkowitą, integralną i po czterech latach eksperymentów doszła do niewoli, nędzy i śmiertelności, jakich nie pamiętają dzieje całej ludzkości.

Socjalizm zatem jako nauka o gospodarce państwowej czy społecznej, zbankrutował doszczętnie. Zdawałoby się, że po tych doświadczeniach nie będzie prócz szaleńców i zbrodniarzy nikogo, ktoby śmiał przyznawać się do socjalizmu, jako oczywistej, próbami i doświadczeniami wykazanej niedorzeczności gospodarskiej. Wszak gdyby doktryna oderwana nakazywała sadzić drzewa gałęziami w ziemię, a korzeniami w niebo i gdyby pewna część ludzi, zastosowawszy się do niej, poniosła straty, nie znalazłby się nikt rozsądny, któryby takiej nauki gospodarskiej nie odrzucił.

Tymczasem w ekonomji zbiorowej daleko jeszcze do tego otrzeźwienia. Zdrowy rozsądek, uczący się na doświadczeniach innych, wrócićby powinien do wypróbowanych metod gospodarczych.

Polska, posiadająca największy odsetek żydów, nasiąknięta w okresie pozytywizmu wpływami kultury żydowskiej i sąsiadująca z bolszewicką Rosją, zrealizowała u siebie znacznie więcej socjalizmu niż jakiekolwiek inne państwo podczas wojny i dlatego co do bezładu gospodarczego i co do inflacji pieniężnej jest państwem najbardziej zubożonem po sowieckiej Rosji.

Jeżeli Niemcy wojujące wprowadziły u siebie na czas wojny socjalizm w połowie, to Polska wprowadziła go do dzisiaj w trzech czwartych i tylko o jedną czwartą różni się od bolszewickiej Rosji.

Tyranja frazesu socjalistycznego jest u nas tuż po Rosji tak silna, jak silna była w Judei tyranja „Zakonu”, głoszona przez teokrację, na której wzorują się komisarze komuny. Socjalizm jest najnowszym „Zakonem”.

I jeżeli ten judeo-socjalizm okazuje się tak zabójczym dla narodów, unormowanych na zasadzie rzymskiej cywilizacji, to prosta droga do uzdrowienia stosunków polega na zerwaniu z socjalizmem, pełnym czy połowicznym. Zmiana systemu gospodarczego da się więc ująć w krótkim haśle: „precz z socjalizmem”.

W czem objawia się w Polsce socjalizacja?

Przedewszystkiem w podcięciu prawa własności. Reforma rolna w tem ujęciu, jakie jej nadała polska ustawa, zawiesiła nad jedną trzecią obszaru Rzeczypospolitej grozę ustawowego wywłaszczenia za połowę ceny przedwojennej, obliczanej al pari z bezwartościową marką dzisiejszą. Nie dawszy nic chłopom, odebrała wartość oficjalną ziemi, która urzędownie spadła ze 150 dolarów za morg przeciętnie, na 20 dolarów i mniej. Obniżyła zatem wielokrotnie wartość ziemi także jako podstawy do obliczenia zdolności kredytowej państwa. Zakaz sprzedaży, darowizny i wszelkiego przewłaszczenia, bez zezwolenia Rządu, jest zaprzeczeniem prawa własności i swobodnej rozporządzalności. Jest zatem urzeczywistnieniem socjalizmu.

Na tym przykładzie najlepiej widać tyranję frazesu socjalistycznego, czyli siłę najnowszego „Zakonu”, skoro za takiem przeniesieniem prawa własności na państwo głosowali najzazdrośniejsi stróże indywidualnej własności: chłopi w Sejmie.

Ustawa o ochronie lokatorów odejmuje właścicielom całkowicie nietylko rozporządzalność, ale i dochody od własności, czyli socjalizuje domy miejskie. Nie dziw, że domy straciły swoją wartość i dzisiaj tytularne prawo własności kamienicy kosztuje 20 razy mniej niżby kosztowało wybudowanie nowej takiej samej kamienicy. A skutek stąd prosty, że mimo wzmożonego popytu na mieszkania nikt nie buduje nowych domów. Grozi nam zatem za pół wieku kompletne rozsypanie się miast w ruinę, o ile, żydzi tymczasem nie wykupią domów i nie postarają się o zniesienie tej socjalistycznej ustawy.

Ustawa o zakazie pracy ponad 46 godzin tygodniowo i wynagrodzenie pracowników nie wedle wydajności ich pracy ani też wedle uzdolnienia lecz wedle ich stosunków familijnych, jest zdeprecyonowaniem pracy jako źródła kapitału, jest zakazem doskonalenia się w swoim zawodzie i potępieniem uzdolnienia. Jest to przygotowanie tego socjalistycznego systemu, w którym ludzie robić będą nie to, do czego się nadają, lecz to co się im każe. Stąd to farmaceuci opracowują pragmatykę służbową dla kolejarzy, retuszerzy oceniają kwalifikacje dyplomatyczne, a masażyści są jenerałami.

Socjalistyczne moratorja obrabowały doszczętnie właścicieli wierzytelności zahypotekowanych, właścicieli sum w bankach i wszystkich rentjerów. Wskutek tego upadło u nas wszelkie zabezpieczenie prawne.

Odebrawszy częściowo lub całkowicie własność i rozporządzalność, odebrawszy wszelką wartość pracy i obniżywszy potwornie wartość realności miejskich i ziemi, socjalistyczne ustawodawstwo nasze zabiło całkowicie zmysł oszczędności. Kto dzisiaj oszczędza, ten pracuje na własne zubożenie. Za sumę, włożoną do banku i powiększoną o całoroczny procent, człowiek oszczędzający kupi po roku 10, 20, 50 razy mniej towaru, niżby był kupił w chwili składania tej oszczędności.

Na podstawie majątku, który z dnia na dzień traci wartość, na podstawie pracy, której nie wolno być wydajną, na podstawie oszczędności, która wielokrotnie pomniejsza wartość oszczędzonego kapitału z dnia na dzień, nie da się oprzeć żaden pieniądz. Bez ufundowanego na pracy i na majątku pieniądza niema dochodów, a bez dochodów stosownych niema zrównoważonego budżetu.

I w tem leży to tragiczne nieporozumienie, które prowadzi Polskę do bankructwa. Budżet polega na pieniądzu, a socjalizm niszczy pieniądz. Budżet można uzdrowić przez uzdrowienie pieniądza, który jest miernikiem wartości i wyrazem dochodu. Nasze socjalistyczne ustawodawstwo odebrało wartość ziemi, domom i pracy, a co za tem idzie, także pieniądzowi, który jest miernikiem wartości ziemi, realności i pracy.

Rzymska cywilizacja udoskonaliła prawo. Prawo ma każdy człowiek do swojej osoby, do swojego majątku, do swojej pracy i do owoców tej pracy. Socjalizm odbiera wszystkie te prawa i niszczy temsamem cywilizację.

Człowiek pracuje, jeżeli ma pewność, że będzie za pracę nagrodzony i że będzie korzystał z owoców swej pracy. Podnietą do pracy jest pragnienie zysku, moralnego czy materjalnego. Chodzi tylko o to, żeby ten zysk był godziwy. Pracujący człowiek będzie oszczędzał, jeżeli ma pewność prawną, że mu oszczędności nikt nie zabierze, ani nie pomniejszy jego wartości. Z tych prawd, bardzo prostych, a stwierdzonych przez doświadczenie wieków, wynikają bardzo jasno wnioski uzdrowienia naszych stosunków. A więc:

1) Znieść wszelkie ograniczenia biurokratyczne fiskalne dla wolnej przedsiębiorczości i dla inicjatywy.

2) Przywrócić w całej pełni nieograniczoną własność prywatną i prawne jej zabezpieczenie. A zatem:

a) wykreślić z ustawy rolnej, z ustawy o obrocie ziemią, o dostarczeniu drzewa na odbudowę i t. d. wszystkie postanowienia, ograniczające nieograniczoną własność prywatną; dla wykonania reformy rolnej stworzyć akcję kolonizacyjną na wschodzie i włości rentowe; b) zmienić ustawę o ochronie lokatorów w ten sposób, żeby zachęcić do budowania nowych domów, a kiedy mieszkań będzie dosyć, znieść tą ustawę.

3) Zmienić ustawę o 46 godzinnym dniu roboczym i zezwolić na dłuższą pracę za zgodą robotnika i za stosownem wynagrodzeniem; jako zasadę wprowadzić pracę akordową, a więc nagradzaną wedle wydajności i zdolności czyli kwalifikacji.

Wrócić stopniowo we wszystkiem do indywidualnej gospodarki demokratycznej.

Jednem słowem należy zarzucić system gospodarki socjalistycznej, co pozwoli na skasowanie więcej niż połowy urzędów i na usunięcie połowy urzędników. Przez rozbudzenie przedsiębiorczości wedle punktu pierwszego otworzy się mnóstwo miejsc dla urzędników improwizowanych. Zostaną urzędnicy wykwalifikowani, których państwo zdoła opłacić należycie. Jedynym środkiem ratunku jest więc hasło: precz z socjalizmem państwowym!

Jan Zamorski.

Czasopismo społeczno-kulturalne wydawane w Warszawie w latach 1921 – 1939. Jedno z najważniejszych pism ruchu narodowego w dwudziestoleciu. Współpacowali z nim m. in. Roman Dmowski, Aleksander Świętochowski, Adolf Nowaczyński, Feliks Koneczny, Władysław Konopczyński, Jan Rembieliński, Jan Emil Skiwski, Roman Rybarski, Karol Hubert Rostworowski, Maria Rodziewiczówna i inni.

Close