Zatarg polsko-żydowski z r. 1815 (cz. 1)

W SZÓSTYM zeszycie „Miesięcznika Żydowskiego” (czerwiec, 1932 roku) ukazał się na naczelnem miejscu artykuł p. Romana Brandstaettera pod tytułem: „Wybryki antyżydowskie studentów uniwersytetu wileńskiego w r. 1815″. Zarówno sam temat, jak i wysoce oryginalny sposób przedstawienia „wybryków” studenckich z pocz. XIX wieku zajął nas żywo i skłonił do bliższego rozejrzenia się w opisanym przez autora rozprawki zatargu polsko-żydowskim.

I

Jak wyglądał przebieg wileńskich „zajść antyżydowskich” w oświetleniu p. Brandstaettera?

Dnia 8 października 1815 r. w święto Szałasów studenci, przechodząc obok ogrodu botanicznego, obrzucili kamieniami ustawione tam kuczki i – jak podaje autor rozprawki – dopuścili się „równocześnie karygodnych wystąpień przeciw Żydom. Najbardziej został wówczas poszkodowany Lejba Abramowicz Abelson, a syn jego dotkliwie obity. Wówczas Abelson – cytujemy ciągle dosłownie opowiadanie p. Br.1) – udał się ze skargą do X. Jundziłła; studenci, zorjentowawszy się w zamiarze poszkodowanego Żyda, rzucili się na niego, nie dopuścili go do profesora i wypchali siłą z sali wykładowej. Skoro X. St. B. Jundziłł, profesor botaniki, stanął w obronie Żydów, potępił ostro zajście i chciał na miejscu przeprowadzić śledztwo… studenci zachowali się niesfornie i nietaktownie, nie dopuszczając ogólnym wrzaskiem do jakiejkolwiek ingerencji ze strony profesora”. Prof. Jundziłł złożył w oddziale nauk fizyczno-matematycznych doniesienie z prośbą „o wczesne takowych swywoli powściągnienie, gdyż i w ogrodzie znaczne szkody już są poczynione i ławki szkolne… połamane”. Równocześnie poskarżył się Abelson i prosił o przeprowadzenie śledztwa „przeciw chuliganom” (wyjaśniamy, że zwrotu tego użył nie dzierżawca młyna, Abelson, lecz historyk Brandstaetter).

Senat – wówczas zwany Rządem – uniwersytetu wileńskiego wyznaczył komisję dyscyplinarną, złożoną z dziekanów: ks. Józefa Mickiewicza i Szymona Malewskiego oraz adjunkta Andrzeja Justyna Lewickiego, która zbadała zajście i przesłała raport do Rządu Uniwersytetu.

Komisja stwierdziła, że głównymi uczestnikami akcji wybicia szyb w kuczce żydowskiej byli: bracia Józef i Izydor Mikulscy oraz Florjan Dzierdziejewski. Prócz tego za winnych zostali uznani, jak podaje autor artykułu, Walenty Wolf, Aleksander Sitko (właściwe nazwisko owego studenta brzmiało Estko, a nie Sitko, jak mylnie odczytał p. Br.), Marcin Dzierdziejewski, (Ignacy) Siesicki i Józef Przecławski.

„Rząd Uniwersytetu – pisze p. Br. – przyjął do wiadomości zapodania (!) komisji i stanął na stanowisku – Żydów. Nie przyjął zaś do wiadomości tłumaczenia się studentów, jakoby zostali sprowokowani przez Żydów, i wydalił Mikulskich i FI. Dzierdziejewskiego na 3 miesiące z uniwersytetu, natomiast resztę oskarżonych obłożył ostremi upomnieniami. – Rząd uniwersytetu wyszedł z pięknego założenia, że tego rodzaju wybryki, szkodzą dobrej opinji wszechnicy wileńskiej, i że tu w Wilnie, w atmosferze wysokiej kultury i liberalizmu, wybryki takie nie powinny mieć miejsca… Jak więc widzimy – dodaje zadowolony p. Br. – antyżydowskie zajście w r. 1815-ym na uniwersytecie wileńskim było zasadniczo dość błahe i zostało szybko i sprężyście zlikwidowane”.

Powodem wydobycia pyłem przyprószonych aktów była, jak to nam tłumaczy pod koniec swej rozprawki autor, chęć udowodnienia – nie bez pewnych aktualnych widoków – tezy, że studenci wileńscy pobili żydów, nie będąc przez nich sprowokowani i że „sąd uniwersytetu… nie dał wiary obronie studentów, (którzy zgodnie zeznali, że żydzi ich zaczepili, mówiąc „z naigrawaniem się” o Polsce i „lżące słowa ruskie dodając” – przyp. nasz) i oświadczył, że nadużywanie Imienia Rzeczypospolitej dla celów niskich i chuligańskich jest zbrodnią wobec Jej Majestatu”.

Oto wierny, naogół dosłownie za p. Br. podany, opis „zajść antyżydowskich” w Wilnie z roku 1815.

II

Uważne odczytanie rozprawki o „wybrykach antyżydowskich” studentów wileńskich zrodziło pierwsze nasze podejrzenia co do ścisłości naukowej p. Br.

Autor rozpoczyna swoją pieśń o biciu żydów z wysokiego tonu. Przechodzący obok ogrodu botanicznego studenci mieli obrzucić żydowskie „kuczki kamieniami, dopuszczając się równocześnie karygodnych wystąpień przeciw Żydom”, a syn Lejby Abelsona miał być „dotkliwie obity”. Tymczasem cytowane przez p. Br. dokumenty nie zawierają wcale wzmianek o obrzuceniu – kuczek – żydowskich kamieniami lecz jednej kuczki – Abelsona; nie znaleźliśmy również śladu „karygodnych wystąpień przeciw żydom” (p. Br. z predylekcją używa liczby mnogiej zamiast pojedynczej). Syn Lejby Abelsona nie został „dotkliwie obity” lecz uderzony raz jeden laską, jak to wyraźnie zeznał sam Abelson, a nawet laseczką, dokładniej „trzcinką winogronową cienką”, jak zeznali studenci. Strach ma, jak widzimy, wielkie oczy; p. Br. z jednego uderzenia zrobił zaraz „dotkliwe obicie”. Dalsze poważne zastrzeżenia budzi zestawienie zeznań studentów ze streszczeniami dokonanemi przez p. Br.

Odbiegają one tak dalece od faktycznej treści zeznań, że niepodobna przejść nad tem do porządku dziennego. Pan Br. pisze, że „Wincenty (pow. być Walenty) Wolf zeznał obciążająco dla Mikulskich i Dzierdziejewskiego, zaznaczając przytem, że żydzi akcję sprowokowali, naigrawając się z Polski. Otóż Wolf zeznał, że „widział jako żydziak młody wylazłszy z kuczki zaczął mówić: Polaki, gdzie wasza ojczyzna i t. d. – cytujemy dosłownie tekst zeznania, dołączony do raportu komisji dyscyplinarnej – i że wtedy Józef Mikulski rzucił kamieniem do żyda i wybił szybę w oknie kuczki”. Potem „żydzi przez most przebiegając porwali Florjana Dzierdziejewskiego za piersi i za ramię, w tem Mikulski Józef przybiegł, do którego, gdy jeden żydziak przyskoczył i zaczął naigrawać się, Mikulski wyciął go laseczką”. Jak widzimy Wolf kategorycznie stwierdził, że żydzi byli stroną zaczepną, że żydzi prowokowali. Czy można nazywać tego rodzaju zeznanie, „obciążającem dla Mikulskich i Dzierdziejewskiego”, łatwo osądzi sam czytelnik. „W tym duchu (t. j. obciążającym dla oskarżonych) zeznawał też – pisze p. Br. – Aleksander Estko, przyznając się równocześnie do bicia laską Żydów”. Po odczytaniu zeznania stud. Estki okazało się, że nigdzie niema ani cienia przyznania się do „bicia laską żydów”.

Twierdzenie to jest poprostu wytworem bujnej fantazji pomysłowego autora. Estko przyznał, że razem z innymi rzucał kamieniami w okno kuczki żydowskiej, o „biciu laską Żydów” przez Estkę nigdzie niema żadnej wzmianki. Józef Becu zaś miał się przyznać „do bicia żydów, szyb, oraz do nakłaniania kolegów do dalszych wystąpień przeciw Żydom”. Znów relacja, która grzeszy właściwą p. Br. przesadą i niesumiennością. Józef Becu nie zeznawał wcale, że „bił Żydów”. Stwierdził jeno zgodnie z prawdą, że wypychał Żyda z sali i sieni. „Do dalszych wystąpień przeciw Żydom” nie namawiał lecz radził, żeby „razem szli wszyscy i żydom nie dali się skrzywdzić, jeśliby ci napaść chcieli”.

Autor rozprawki nie ma, jak widać, ani krzty objektywności, naciąga jasne zeznania studentów do zgóry powziętych tez, przeinacza je dowolnie, byle czytelnik odniósł wrażenie, że studenci wileńscy „bili żydów”, robili „pogrom”.

Pod koniec swej pracy spostrzegł się zresztą sam autor i zrezygnował z wyolbrzymiania wileńskich „zajść antyżydowskich” i uznał, że były „zasadniczo dość błahe”, że był to „stosunkowo nikły epizod”.

Osobna wzmianka należy się zeznaniom Franc. Malewskiego, syna rektora, jednego z przywódców Filomatów oraz Józefa Śniadeckiego, syna Jędrzeja, utrzymującego zażyłe stosunki z Filomatami (p. Archiwum Filomatów, część I. „Korespondencja 1815 -1823″, wyd. J. Czubek, Kraków 1913). Obydwaj mieli „obciążyć zeznaniami swojemi Mikulskich i Fl. Dzierdziejewskiego”. Pan Br. chce w ten sposób wygrodzić Malewskiego i Śniadeckiego i odciąć ich od „chuliganów”, którzy rzekomo „bili żydów”. Jak było naprawdę? Franc. Malewski zeznał, że „nikogo do krzyczenia nie namawiał” i że Mikulski Józef głośno wzywał, aby wszyscy mówili, że są winni.

Józef Śniadecki zaś „słyszał, jak Mikulscy i Dzierdziejewski Flor. drugich namawiali do tego (t. j. do krzyczenia) i sam nie krzyczał; zaczął był stukać ale wnet przestał na ostrzeżenie p. Becu”.

Zarówno Malewski, jak Śniadecki zeznawali zatem – i to trzeba było zaznaczyć – w sprawie zachowania się studentów w czasie lekcji, a nie zatargu z żydem Abelsonem. Są to dwie zgoła nie identyczne akcje. Nadto Śniadecki brał w stukaniu, jak to sam zeznał, udział, dodając, że „wnet przestał”.

Jeżeli zaś chodzi o stosunek Filomatów do żydów, warto przytoczyć głos Dionizego Chlewińskiego, zastępcy bibljotekarza Towarzystwa Filomatycznego, który wcale wyraźnie się w tej materji wypowiedział.

W „Uwagach nad pismem perjodycznem, czytanych na posiedzeniu naukowem wydziału II-go 19 marca 1820 r.” (p. Archiwum Filomatów, część II, „Materjały do historji Towarzystwa Filomatów”, T. II, wydali Stan. Szpotański i Stan. Pietraszkiewiczówna, Kraków 1921, nakł. Polskiej Akademji Umiejętności) w ten sposób uzasadnia Chlewiński potrzebę poruszania na łamach pisma kwestji żydowskiej:

„Mówić o stanie naszego kraju tak ze względu bogactw narodowych, jako też obyczajów, przemilczyć żydów nie można, gdzie tylko bowiem przyjdzie na kraj nasz spojrzeć, nad jego stanem zastanowić (się)… zawsze temu musi towarzyszyć obraz klęsk, zdziałanych przez to bezecne plemię, co się niegdyś w gniewnej niebios porze na zgubę do naszej ziemi przeniosło”. Przeciwny jest dalej Chlewiński zbytniej łagodności Czackiego w stosunku do żydów i pisze, że „prócz środków przeszkadzających rozmnażaniu zbytniemu tego rodu, oraz wypędzenia ich zupełnego, czy razem czy powoli, inne wszystkie skutecznymi być nie mogą”. Wreszcie opisuje, jak szkodliwemi są żydzi dla rolnictwa,  przemysłu i handlu oraz stwierdza, że „żydzi zawsze będą żydami, jeżeli skuteczniejsze na nich nie wywrze się działanie”.

Opinja Chlewińskiego o żydach nie daje, jak widzimy, podstaw do posądzania Filomatów o sprzyjanie żydom i nie upoważnia do odcinania Malewskiego i Śniadeckiego od reszty kolegów, uczestniczących w zatargu z żydem Abelsonem w r. 1815.

Sprowadzając zatem zajście między studentami Uniwersytetu Wileńskiego, a żydem Abelsonem do właściwych rozmiarów, należy przyjąć, że idący popołudniu na lekcję historji naturalnej studenci wybili kamieniami okna w kuczce żyda Abelsona, a syna jego, który groził i pod nosem kiwał studentowi J. Mikulskiemu, jak to zeznał FI. Dzierdziejewski i sam Mikulski, ten ostatni uderzył laseczką trzcinową. Studenci zeznali, że żydzi ich zaczepili, mówiąc „z naigrawaniem się” o Polsce i Polakach i że po tej zaczepce dopiero rzucili kamieniem w kuczkę. Nie dosyć na tem. Jednego ze studentów, Florjana Dzierdziejewskiego, żydzi „porwali za piersi”, jak to zeznał Al. Estko, Wal. Wolf, Józef Henszel, Józef Mikulski i sam FI. Dzierdziejewski, a potem go spopychali, chcąc prowadzić do budnika. „Wtenczas – jak zeznał Estko – jeden z Mikulskich wyciął żyda laseczką”. Następnie „żydzi, idący na skargę do profesora Jundziłła, byli -jak podaje raport komisji śledczej – wypychani i potrącani,… po lekcji był zamiar studentów wybicia żyda i że, gdy żyd został u profesora, przez studentów gromadnie zebranych okna w kuczce kamieniami do reszty zostały wybite i na dachu wielka część dachówki pobita”.

Dodajmy nadto, że nietylko studenci twierdzili, iż zostali przez żydów sprowokowani, ale i komisja uniwersytecka przyznała, że żydzi studentów łajali”.

Tak mniejwięcej wyglądały „zajścia antyżydowskie” w Wilnie przedstawione na podstawie nietylko zeznań żyda Abelsona ale i studentów oraz raportu komisji, badającej „zajścia” z ramienia Rządu Uniwersytetu.

Przedstawienie zatargu przez p. Br. grzeszy zatem zbytnią przesadą i właściwym temu autorowi brakiem umiaru w ocenie zjawisk przez niego opisywanych. Na ten rys prac p. Br. zwrócił już uwagę prof. Pigoń w doskonałem studjum „Z ostatnich chwil A. Mickiewicza”, drukowanem na łamach „Myśli Narodowej”, a i prof. Handelsman, życzliwie usposobiony dla p. Br., wytknął mu skłonność do przesady, pisząc o „Legjonie żydowskim Ad. Mickiewicza”: „Słabą stroną tej pracy jest uczynienie ze sprawy legjonu żydowskiego, jeżeli nie jedynej, to w każdym razie głównej troski Mickiewicza w czasie jego pobytu w Turcji. Tem oczywista nie była”, (p. M. Handelsmana „Mickiewicz w latach 1853-1855″, Warszawa, 1933).

III

Dążność do nadania większego rozgłosu drobnemu w gruncie rzeczy epizodowi z dziejów polsko żydowskich sporów zaznaczyła się już w trakcie badania sprawy w r. 1815. Usiłowano wówczas rozszerzyć krąg rzekomo pokrzywdzonych i dowieść, że obok Abelsona została również skrzywdzona niejaka Zuzanna Jansonowa. W zacytowanym przez siebie in extenso doniesieniu prof. Jundziłła opuścił przezorny p. Brandstaetter ustęp następujący: „Współcześnie z pokrzywdzeniem rzeczonego żyda (t. j. Abelsona – przyp. nasz) pokrzywdzili oraz obywatelkę Jansonową, która i ustnie o to się skarżyła i na piśmie skargę swą podała, takową skargę Jansonowej tu dołączam”. Komisja wydelegowana dla przeprowadzenia śledztwa w sprawie wykroczeń studentów stwierdziła na pierwszej sesji w dn. 26 października 1815 r., że ścigać zamierza i krzywdzicieli Jansonowej.

I cóż się pokazało?

Próba przedstawienia wybicia szyb w kuczce Abelsona jako „pogromu” żydów w Wilnie spaliła na panewce.

Komisja w raporcie, przedstawionym władzom uniwersyteckim, wyłączyła sprawę Jansonowej, gdyż prośba jej „nie zawierała żadnego wyszczególnienia i wzywana do examinu nie stanęła ale przez syna oświadczyła, że w tym dniu, kiedy akcja była z żydem, żadnej krzywdy nie miała; lecz że pierwiej studenci z niej się naśmiewali, zaglądając w okna (co też i w examinach się potwierdziło).”

Prof. Jundziłł, jak widać, uległ sugestjom żydowskim i uwierzył, że Jansonowa została przez studentów skrzywdzona. Milczenie p. Br., który ani jednem słówkiem nie wspomniał w swej pracy o sprawie Jansonowej. jest bardzo wymowne.

(Dok. nast.)

TADEUSZ BIELECKI

———-
1) W ten sposób dla skrócenia w dalszym ciągu będziemy podawali nazwisko p. Brandstaettera.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close