Zbyteczne zdumienie i konieczna baczność

Jedno z pism warszawskich uznało za rzecz zdumiewającą, że pod odezwą sjonistów lwowskich, redegowaną w języku hebrajskim, w żargonie i w języku polskim między innemi podpisali się – niejaki Dr. Filip Schleicher, wiceprezydent miasta Lwowa, znany dotąd jako wyłącznie przyznający się do narodowości polskiej, oraz niejaki Wiktor Chajes, członek wielu organizacji narodowych.

Zdumienie polskiego pisma sugerowało czytelnikom, że przez to nagłe wykrycie pod „narodowcami polskimi” żydów – stała się rzecz niezwykła, niepodobna do pomyślenia, zdumiewająca, a przecie naprawdę nic, w tem co się stało zdumiewającego dla psychiki naszych krypto-żydów – nie zaszło.

Żyd więc może udawać, że nie jest żydem! Jest to w chrześcjańskiem pojęciu oszustwem, ale Choszen Chamisz-pat, § 227, art. 26, wyraźnie na ten skrupuł gojowski odpowiada: „Nieżyda wolno podejść, albowiem nie powiedziane w piśmie, że nikt niema brata swego oszukać („Dusza Żyd.”, str. 67), ale dla żyda tylko żyd jest bliźnim”, to znaczy jest „ach” (brat), „karow” (bliski, sąsiad), „rea” (towarzysz); nie jest nim „goj” (poganin), „nokri” (wróg), „akum” (poganin, wróg) – („Dusza Żyd.”, str. 46).

Najwidoczniej i dla panów Schleichera i Chajesa, „narodowców polskich”, nastał „moment krytyczny”. Dotąd obaj potrzebowali należeć do polaków; p. Filip Schleicher, wiceprezydent bohaterskiego Lwowa, duszącego się obecnie w zalewie żydów bolszewickich (co przeciw nim zdziałał w obronie polskości Lwowa p. Schleicher?), był nawet wysuwany jako kandydat na stanowisko komisarza do walki z drożyzną (t. zn. głównie z żydami!). Obecnie obaj – i nasi i odnaszych – „narodowo-polscy” krypto-żydzi uznali, że mogą sobie nie robić ceremonji ze swoją „polskością”; znak to, że uważają, że żydowstwo już zwyciężyło, albo też, że jest już bardzo bliskie zwycięstwa!

Mniejsza zresztą o tę stratę, po której Naród polski lżej się poczuł. Sprawa ma rozleglejszy odpowiednik w całej Polsce. Każde miasto i każdy powiat; każdy urząd wszystkich departamentów wszystkich ministerstw; każdy pułk wojska polskiego; sztab generalny; dyplomacja; sądy; towarzystwa polskie – wszelakie, naukowe, nauczycielskie, handlowe; policja; każda nieomal szkoła polska; literatura, sztuka, nauka; publicystyka zastraszająco; w pierwszej mierze Uniwersytety; zgoła wszelka komórka życia społecznego w Polsce ma swoich Schleicherów, Chajesów, Aszkenazych, Merwinów, Feldmanów, Haeckerów, Diamandów, Libermanów, Perlów!

I otóż potrzeba, aby polacy zapytali i siebie i ich: Jak długo jeszcze będą oni potrzebowali należeć do polaków? W jakiej zaś chwili podpiszą odezwę, w której się zsolidaryzują z wrogami Polski? Bo trzeba sobie uświadomić, że co innego jest być polakiem, a co innego należeć do polskiego społeczeństwa czy tylko do państwa. Polska ma swoje mniejszości narodowe. Wolno żydom istnieć w Polsce z pełnią praw; istnieją w niej z tą pełnią praw i z bogactwem przywilejów w dodatku; mogą być żydami! Pocóż więc dążą do tego, aby uchodzić za polaków? Jaki cel tej złowróżbnej maskarady? Czy może powstanie Kamorry, oplątującej wedle planu życie polskie, aby zaginęło zduszone, zbezczeszczone, przetkane uprzednio i przeżarte przez żydostwo?

Niech więc żydzi stają się polakami, ale z ducha! z ukochania wielkiej, bohaterskiej przeszłości dzielnego i niezwykłego narodu! z ukochania wielkich ideałów Kordeckiego, Mickiewicza, Trauguta!

Ale pocóż – nie stawszy się polakami z ducha – dążą z drapieżną pożądliwością po zaszczyty, po wpływy, po prawo kierowania Polską? Niech mówią – zgodnie z prawdą – że chcą Polską kierować, jako żydzi! Ale wówczas nawet barania powolność polska wzburzy się i wybuchnie pasją, zmiatającą ich z urzędów, z zaszczytów, z wpływów! Więc przeliczni Aszkenazowie, Schleicherowie, Merwinowie, Chajesowie i ilu ich tylko jest na tym pięknym bożym polskim świecie – wszyscy są, wszyscy potrzebują być obecnie polakami! aż do chwili, w której lepszy, niż polskość, interes lub nieostrożność nie zdradzi wilka pod baranią skórą! Ale rasa polskich „baranów” jest niewątpliwie bardzo zdrowa i silna!

O to chodzi, aby przestać wierzyć tym ludziom, którzy z Talmudu wyszli, ale go się publicznie nie wyrzekli! aby wyświetlić co uchodzący i traktowany jako polak „równocześnie myśli sobie w głębi duszy”!

K. Z.

Czasopismo społeczno-kulturalne wydawane w Warszawie w latach 1921 – 1939. Jedno z najważniejszych pism ruchu narodowego w dwudziestoleciu. Współpacowali z nim m. in. Roman Dmowski, Aleksander Świętochowski, Adolf Nowaczyński, Feliks Koneczny, Władysław Konopczyński, Jan Rembieliński, Jan Emil Skiwski, Roman Rybarski, Karol Hubert Rostworowski, Maria Rodziewiczówna i inni.

Close