Złota miedzynarodówka (cz.I)

Historycy opowiadają, że zarówno w czasach bardzo dawnych, jak i nowszych można było częstokroć poza kotarami tronu wykryć „finansistę”, podszeptującego najwyższej władzy taką lub inną decyzję. Jednakże czy to był jakiś Eleazar z Toledo, czy Fugger z Ratyzbony, czy wreszcie w czasach już nam bliższych jeden ze spadkobierców Amszela Rotszylda z Frankfurtu, to zawsze dotychczas były to indywidualne starania o osiągnięcie indywidualnych korzyści, a więc dzierżawy podatków w jakiejś prowincji, przywileju na handel, czy bicie monety, słowem koncesji, na której można było dobrze zarobić. Kapitalista, korzystając z potrzeby monarchy, wzamian za wygodzenie, wymawiał sobie jakiś tłusty połeć, nic więcej. W zbiorowem wystąpieniu międzynarodowych bankierów, które słusznie tak wielkie wywołało sprzeciwy, podkreślić należy dwie cechy, które nadają temu wystąpieniu charakter zasadniczo różny od owych podszeptów z za kotary: pierwsza to właśnie jego zbiorowość i międzynarodowość, druga to polityczny charakter postulatów. Że jakiś kapitalista danego kraju chciał zarobić na swoim królu, pozostając zresztą wiernym jego poddanym i wykonawcą jego woli, to nic ani szczególnie zdrożnego, ani też groźnego, natomiast groźne jest, że kapitaliści wszystkich krajów łączą się, żeby zarobić na wszystkich, a w tem dążeniu porzucają postawę wiernych poddanych królów, czy najjaśniejszych republik i atakują otwarcie polityczne decyzje, do których narody doszły za cenę morza krwi i morza łez. Manifest bankierów jest pierwszym jawnym, niejako konstytuującym w oczach całego świata aktem „złotej międzynarodówki”, usiłującej stanąć ponad rządami i narzucić narodom swą wolę. Ujawniła się nowa oligarchja, sięgająca po władzę nad światem. Czy narody mogą ją przyjąć?

Władza ta w wielu krajach, które posunęły się dalej od nas w kierunku industrjalizmu i kapitalizmu, istnieje faktycznie w rozmaitych dziedzinach. Działała jednak dotychczas skrycie, za kulisami, jakby rozumiejąc swą monstrualność. Ujawnienie jej w manifeście można przypisać chyba tylko fałszywej ocenie moralnego stanu społeczeństw, przecenieniu chaosu, a raczej nihilizmu hierarchicznego, do którego doprowadzić zdołał narody panujący dotychczas liberalizm. Bo przyznanie władzy pieniądzowi, a raczej ludziom jego obrotami kierującym, możliwe byłoby tylko przy zupełnym zaniku poczucia hierarchii moralnej, gdyż byłaby to władza nie tylko niewiadomego, lecz wogóle bez żadnego oblicza, bez żadnego moralnego autorytetu. „Pecunia non olet”. Ta dewiza znalazła jaskrawy wyraz już w pierwszym manifeście złotej międzynarodówki: pokrajać nanowo ledwie co złączone żywe ciała narodowe, byle handel szedł. Handel czemkolwiek i z kimkolwiek, kto i co jest pod ręką.

Bismarck w swoich pamiętnikach przestrzega polityków, działających na szerokich terenach międzynarodowych, przed poleganiem na zdaniu bankierów; uważa je za zbyt jednostronne i krótkowzroczne. Valois wykazuje, że ludzie typu burżuazyjnego, cenni jako element przysparzający bogactwa narodowego, nie nadają się do rozstrzygania i kierowania sprawami państwowemi: ciasny horyzont, tendencja do chwytania przedewszystkiem najbliższych szans „dobrego interesu” sprowadza na państwo klęski. Historja chociażby tych kilku lat powojennych, w których w naszych oczach dopuszczenie do głosu t. zw. „wielkich kapitanów przemysłu” w znacznej mierze zmarnowało we Francji rezultaty zwycięskiego wysiłku wojennego i stworzyło ogniska nowych, może niedalekich powikłań, dowodzi prawdziwości tej tezy. Jeżeli te zastrzeżenia stosują się słusznie do całego typu, nazwanego tu „burżuazyjnym” (rzecz jasna nie ze względu na pochodzenie, lecz na usposobienie), typu, który z usposobienia i nawyczki rozmyśla przedewszystkiem o robieniu interesów, to tembardziej stosują się one do tej jego części, która manewruje na rynku międzynarodowym obrotami pieniężnemi. Jakie ten typ przedstawia moralne kwalifikacje i kogo reprezentuje?

Co dokwalifikacyj moralnych, to nie jest tajemnicą, że wśród przedstawicieli tego typu, i to nie najmniej wpływowych, są dosłownie ci, których Chrystus wypędził ze świątyni, rekiny wielkich giełd, gruntujący swą potęgę na zręcznej grze na zwyżkę, czy na zniżkę. Czy to ma być kwalifikacją, lub gwarancją? „Wielkością” i to znaczną jest wśród nich n. p. p. Horacy (!) Finally, naturalizowany we Francji żyd węgierski, o którego manewrach na szkodę waluty przybranej ojczyzny mówią i piszą szeroko w Paryżu. „Wielkością” pierwszej klasy jest w tym świecie drugi osobnik „bez rodu i plemienia”, p. Bazyli Zacharoff, podobno grek z pochodzenia z pokostem rosyjskim, później szlachcic angielski, a bodajże i obywatel amerykański, właściciel jaskini gry w Monte Carlo. Wielkościami są, albo byli do niedawna, szczęśliwi waluciarze wiedeńscy Bosel i Castiglioni. Czy i oni mają decydować o polityce narodów i o tem, jak ma wyglądać mapa Europy?

Kogo reprezentują? Samych siebie. Swój spryt i brak hamulców sumienia.

Trzeba sobie jednak zdać sprawę, że mimo jasną dla wszystkich bezpodstawność uroszczeń „złotej międzynarodówki”, jej powstanie i sięganie po władzę jest logiczną konsekwencją systemu, który stawia na pierwszem miejscu celowość danego kroku czy środka i każe innym wszystkim względom ustępować przed nią. Kapitał spekulacyjny, bankierski w krajach, posuniętych kapitalistycznie najdalej, podbił kapitalistów produkujących, będących dziś dość powszechnie już tylko wasalami banków „finansujących”. Stanowi to dalszy krok w zacieraniu indywidualności produkcji i ułatwia oczywiście tworzenie wszelakiego rodzaju trustów i kombinacyj, opanowanie rynków i dyktowanie cen. Do tej faktycznej potęgi kapitału bankowego dodać trzeba potęgę sugestywną, osiągniętą przez opanowanie prasy i urabianie opinji publicznej według chwilowej potrzeby i widoków. Otoczono pieniądz aureolą tajemniczej i dobroczynnej potęgi, a fantazja entuzjastów dochodzi do takich wybryków, jak nazywanie giełdy „świątynią” bez zdawania sobie nawet sprawy z bluźnierstwa przeciw duchowi ludzkiemu, jakie w tem powiedzeniu jest zawarte. Chłodniejsi nazywają giełdę „termometrem”, czy „barometrem” i potrafili wmówić w opinję, że to siedlisko szwindlu jest nietylko instytucją konieczną i pożyteczną, lecz rzeczywiście jakimś jedynym, najdoskonalszym miernikiem stanu gospodarczego kraju.

Złota międynarodówka zdobyła już silne pozycje i maszeruje na podbój świata. Pieniądz, czynnik przy wytwarzaniu nowych wartości bierny, wysuwa się na miejsce dominujące i usiłuje zapanować nad całością życia. Nie potrzeba dowodzić, że gdyby to osiągnął, to cywilizacji naszej zagroziłby kryzys, prowadzący z pewnością do jej zagłady. Na niektórych polach (nie na wszystkich, a nawet tylko na mniej ważnych) przeciwstawia się złotej międzynarodówce – międzynarodówka czerwona. Jest to wypędzanie djabła przez belzebuba, gdyż czerwona gloryfikuje drugi znów bierny czynnik – pracę fizyczną, a jej przewaga grozi taką samą zagładą cywilizacji: niedociągniątym do końca przykładem naocznym jest Rosja sowiecka.

Jeżeli cywilizacja nasza ma przetrwać, a nie zginąć, jak ginęły inne, to myśl narodów musi dać sobie radę z temi zamachami, musi postawić zapomniany dziś często autorytet moralny na należytem stanowisku, a czynnikom gospodarczym wskazać miejsce, jakie im się w hierarchji społecznej należy. Bierną dotychczas pracę fizyczną wzbogacić pierwiastkami twórczemi, zaborczemu pieniądzowi wyjąć zęby trujące i skierować tak, aby służył pożytecznie rozwojowi cywilizacji, nie marząc o panowaniu nad całością życia narodów.

Nie leży to bynajmniej w dziedzinie niemożliwości.

ZYGMUNT RACZKOWSKI

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close