Barbarzyństwa judaistyczne

Jakby na urągowisko tym sofistom żydowskim, którzy bronili obrzezania hygjeną, dokonano w tych dniach w Warszawie obrzezania na… trupie. Jakby na wtóre urągowisko pojawiła się w „Przeglądzie Porannym” (Nr 285) fatalna notatka: „Według raportu policyjnego na podstawie sprawozdania lekarza cyrkułowego stwierdzono, że w domu Nr 29 przy ulicy Zielnej zmarł noworodek syn Arona Klejtmana skutkiem zakażenia krwi po rytualnej operacji obrzezania. Fakt ten nabiera wagi wobec aktualności wyżej wspomnianej operacji rytualnej.” Ale miara się przebrała i powstała nareszcie długo wyczekiwana opozycja. Ponieważ głosy żydów w tej sprawie muszą być najwymowniejsze, przeto pomieszczamy je tu za koleją, jak się w pismach codziennych ukazywały.

1.

Z wielkim bólem i w zawstydzeniu wielkiem zmuszony jestem zanieść przed trybunał opinji publicznej protest oburzonego sumienia. Sądzę, że oburzenie moje podzielą wszyscy, którzy – jakiekolwiek są ich poglądy i zapatrywania – brzydzą się gwałtem nad cudzemi przekonaniami. Takiego gwałtu dopuszczono się na moich przekonaniach. Będąc żydem, poważyłem się jednak sądzić, że rytualne okaleczanie ciała w obliczu słońca myśli dzisiejszej nie może być wyrazem symbolicznym wzniosłych religijnych uczuć, stosunku człowieka do Bóstwa – do Ideału do Tajemnicy. Sądziłem, że na ten symbol barbarzyński, ślad epok pogaństwa, poprzedzających o wiele wieków prawodawstwo Mojżesza – może godzić się tylko nieszczęśliwa ciemnota, albo szczęśliwa obłuda. Nie mogłem już być ciemnym, a nie chciałem być obłudnym – i nie pozwoliłem obrzezać swojego dziecięcia. Sądziłem, że jako ojciec mam prawo rozstrzygać o tem, czy ten obrządek – potworny z punktu widzenia podnioślejszej myśli religijnej, barbarzyński z punktu widzenia ewolucji dziejowej, zbyteczny z punktu widzenia medycyny naukowej i racjonalnej hygjeny – ma być dokonany na moim synu, czy też nie. A przeto nie pozwoliłem go dokonać, poparty w prawach mojego sumienia przez istniejące rozsądne prawo cywilne, tolerujące ten dogmat religji Mojżeszowej, ale nie zmuszające zastosowywać go do każdego dziecięcia płci męskiej, zapisywanego do ksiąg ludności żydowskiej. Lecz oto syn mój po dziesięciu miesiącach życia zmarł. Miała go utulić do snu wiecznego ziemia cmentarza żydowskiego. Ale gdy nastąpił moment pogrzebu, oświadczono mnie i matce dziecięcia rzecz, przed którą wzdrygnęły się serca nasze i oburzyły się nasze sumienia. Oto zapowiedziano nam, że nie złożą zwłok dziecka do ziemi, nie okaleczywszy ich uprzednio, a to celem „naprawienia mojego błędu”. Zaprotestowałem. Dziecię pozostawiono w trupiarni. Biegałem przez dwa dni do członków zarządu gminy, prosząc o pomoc. Zwołano rabinów. Fanatyczny rabinat stał jednak na swojem. Nie chciałem uciekać się do interwencji władz policyjnych, aby nie rzeczono, iż siłą protestuję przeciw gwałtowi. Daleką odemnie była myśl mięszania siły do pogrzebu mojego dziecka. Zostało pochowane – ale ciemnota dokonała przedtem gwałtu na zwłokach wbrew woli rodziców, woli, której nie mogła, czy nie umiała poprzeć wola światlejszych członków gminy na skutek wielololetniej apatji i tchórzliwej ustępczości wobec fanatyków. Trupa obrzezano! A dlatego imieniem matki i swojem podnoszę krzyk protestu przeciw ohydzie operacji, dokonywanych na zwłokach dzieci, na sumieniach ojców i na sercach matek. Protest spóźniony dla nas może będzie ostrzegawczym dla innych… Jeżeli pochwycą go duchy mocne, mądre i szlachetne, może powstrzymają one na przyszłość ręce fanatyków od bezczeszczenia zwłok, które nie noszą na sobie tyrańskich znaków bezmyślnej czci dla strupieszałych bóstw.

Herman Grynszpan.

2.

Przed paru dniami pomieścił „Przegląd Poranny,” że na cmentarzu starozakonnych nie chciano pochować dziecka nieobrzezanego. Po długim oporze musieli się rodzice zgodzić na dokonanie tej operacji po śmierci. Proszę o łaskawe pomieszczenie paru uwag z powodu tego wypadku. Zwłoki ludzkie – rzecz martwa, już nie istota żyjąca i czuła – są pełne wymowy dla ludzi nauki, którzy umieją w nich czytać. Podstawą całej nauki o człowieku i o świecie żywym jest badanie, rozbieranie, rozkrawanie zwłok. Nauka o chorobach ludzkich czerpie najważniejsze swoje wiadomości ze zmian, które – utajone za życia – dopiero śmierć ujawnia. Więc te badania otwierają przed ludźmi świat wielki i w walce z chorobami i śmiercią dają oręż najsilniejszy. Potrzeba te badania ułatwiać, otaczać uznaniem i opieką. Kaleczenie zwłok bez celu i bez pożytku dla ludzi jest wstrętne, bo w znikającej postaci zmarłego człowieka, w opustoszałem i rozpadającem się siedlisku myśli, jest powaga, budząca szacunek. Dziwnie, opacznie zachowują się pewne sfery w tych obu tak różnych stosunkach. Sekcje zwłok w szpitalu starozakonnych są prześladowane; niezbyt dawno lekarz badający zwłoki narażony bywał na niebezpieczeństwo. A na dziecku nieobrzezanem dokonywają po śmierci operacji wbrew woli rodziców, naprzekór ich bólom i krzykom. Ta niezgodność pozorna jest w istocie zupełnie konsekwentna: w obu razach idzie o utrzymanie ludzi w niewoli i w ciemnocie. Zwycięstwo, jakie odniósł fanatyzm nad wolą rodziców pełnych niebywałej, szlachetnej i odważnej szczerości, jest pozorne; w istocie przez samo ujawnienie zwyczaju jest raczej klęską zwycięzców. A przedewszystkiem cmentarz starozakonnych jest wspólną własnością wszystkich członków gminy, jakkolwiek różne są ich poglądy na obrzezanie, – te różne poglądy muszą mieć równe prawa.

Zygmunt Kramsztyk.

3.

Z powodu oburzającego postępowania rabinatu w wypadku „obrzezania po śmierci” pozwolę sobie nadmienić, że za zgodą żydowskiej gminy w Warszawie praktykują się na cmentarzu tutejszym rzeczy, urągające najprymitywniejszym wymaganiom etyki, przypominające najciemniejsze czasy średniowiecza. Nie wiem, czy szerszemu ogółowi jest wiadome, że np. zwłoki kobiet zmarłych w stanie błogosławionym chowane bywają dopiero po wykonaniu „rytualnej” operacji wyjęcia płodu, który oddzielnie pogrzebany być winien. Prócz tego przy t. zw. rytualnem obmywaniu i maglowaniu trupów („tahara”) odbywają się praktyki, nie tyle zabobonne, ile wstrętne. Żadne protesty rodziny nie pomagają – bez zachowania ohydnych „formalności” rytualnych żaden żyd pochowany nie będzie. I to wszystko toleruje „oświecona” przodująca w kraju gmina tutejsza, jakoby w imię religji! Czas najwyższy, by te oburzające i ohydne praktyki zostały zaniechane.

Żyd.

4.

„Nowa Gazeta” poruszyła niedawno projekt utworzenia w Warszawie cmentarza kremacyjnego. Poważny bodziec do tego powinien się znaleźć w zdumiewającym wypadku przymusowego dokonania obrzędu obrzezania na zmarłem dziecku na cmentarzu żydowskim. Skoro w tej mierze ulec trzeba, jak się okazało, decyzji żywiołów, oficjalnie rozstrzygających o sposobie chowania zwłok żydów, skoro nawet zarząd gminy nie ma tu głosu, lecz starowiercze duchowieństwo, opierające się na literze zakonu, – niezbędnem jest wyzwolenie się z pod tego przymusu. Ludzie, którzy nie chcą wystąpić z gminy żydowskiej, bo przywiązuje ich do niej wspólnota historyczna i solidarność samoobrony przeciw upośledzeniu prawnemu, a nawet społecznemu, nadto zaś niepodległość ideowa, która wyłącza nieszczerą – wbrew przekonaniu – zmianę jednego wyznania na inne, ludzie tacy nie mogą jednak również poddawać się przymusowi, obrażającemu tę niepodległość w łonie samej gminy. Jeżeli obecny cmentarz pozostawać już musi pod prawem przymusu obrzędowego, który się nie godzi z wolnością sumienia tych ludzi, – odłamy postępowe gminy powinny sobie wytworzyć organizację cmentarną, nie wykraczającą przeciw ich przekonaniom. Z taką właśnie organizacją należałoby połączyć palenie zwłok w krematorjach. Mam nadzieję, że fakt przymusowego obrzezania wywoła nastrój, który sprzyjać będzie urzeczywistnieniu tego planu.

Edward Rosenberg.

5.

Nie ogłaszam listu mego w pismach żydowskich, wychodzących w Warszawie, gdyż po pierwsze, ci panowie, o których mi chodzi, nie czytują pism żydowskich, a pragnąłbym, by słowa moje ich doszły, a po drugie apeluję w danym wypadku i do opinji społeczeństwa polskiego, w którego szerokich kołach niżej wspomniani panowie są znani i cieszą się poważaniem. W tych dniach przy ul. Grzybowskiej dokonany został czyn tej natury, że gdybyśmy w historji kultury przeczytali coś podobnego o zwyczajach jakiegoś indyjskiego szczepu, włosy by nam powstały na głowach i dreszcz zgrozy ogarnąłby nas. Z zadowoleniem rzeklibyśmy: „Dzięki Bogu, że już nie żyjemy w tych czasach i wśród takich ludzi”. Rzecz następująca: Na martwych zwłokach 10 miesięcznego niemowlęcia dopełniony został podług dzikiego przepisu obrządek rytualnego obrzezania. Wiem, że obrzezanie dokonywane bywa stale, ale co innego, gdy rodzice szczerze wierzą, że bez tej operacji nie rozwarłyby się nigdy przed ich dzieckiem wrota raju. Ale wyobraźmy sobie, jak beznadziejnym musi być ból rodziców inteligientnych, którzy za życia dziecka nie chcieli dokonać na jego osobie barbarzyńskiego przepisu i którzy muszą po śmierci oddać w obce ręce zwłoki ukochanej dzieciny, wbrew sumieniu swemu pozwolić na tę okropność, by nie uciekać się do interwencji policji. Zamach ten na sumienie ludzkie jest dziełem ciemnego rabinatu z ul. Grzybowskiej, a wykonawczynią jego jest „postępowa” gmina żydowska, na czele której stoją i którą kierują pp. Bergsonowie, prof. Dickstein, Natansonowie i inni. Są to nazwiska dobrze znane, bardziej w świecie polskim, niż w żydowskim. Są to ludzie, którzy obracają się w najlepszych kołach społeczeństwa polskiego, mówią dobrze po polsku, prawią wciąż o „postępie i oświacie”. Nie będzie przesady w powiedzeniu, że im to właśnie powierzyła opinja społeczna polska wychowanie żydowskich mas. Jak twierdzą niektórzy, czyn ten został dokonany nietyle gwoli rytuałowi, ile jako akt zemsty na osobie tych żydów, którzy wyrzekają się owego zwyczaju, jako postrach rzucony na tych, którzy odważą się walczyć z dzikim przesądem. Ale nie o to chodzi. Nie będę się zapuszczał w religijny spór czy wykonanie tego aktu na 10 miesięcznem dziecku wbrew woli rodziców zgadza się z prawem talmudycznem, czy też nie, czy wogóle już nie nastąpił czas wykorzenienia wśród nas tego zwyczaju, ani też na wzór „postępowych izraelitów” nie będę mówił o uzasadnieniu zwyczaju obrzezania wymaganiami hygjeny, ani też nie będę przytaczał koncepcji tych, którzy w zwyczaju tym widzą jedyną łączność spajającą naród żydowski. Wszelkie rytualne i „społeczne” dyskusje pozostawiam mądrzejszym i nudniejszym odemnie. (Chociaż właściwie jaką byłaby racja istnienia żydowstwa, gdyby cała podstawa judaizmu streszczała się w tej manipulacji). Co się mnie tyczy, to gdybym w judaizmie nic innego nie znajdował, dawnobym się przestał zaliczać do szeregu jego wyznawców. Lecz tu chodzi o zamach, który dokonany został na sumieniu ludzkiem, a wykonawcami byli ludzie, którzy zajmują pewne stanowisko w społeczeństwie polskiem. Wobec opinji społeczeństwa polskiego zapytuję tych panów: czy możecie umyć ręce swoje od tego czynu?! Dwa dni zrozpaczony ojciec kołatał do drzwi waszych. Dlaczego dopuściliście do tego? Wszak wy jesteście kierownikami gminy, a nie rabinat. A jeżeli jesteście jedynie narzędziem w rękach rabinatu, które tylko wykonywa dzikie i okropne jego postanowienia, to gdzie jest wasze uczucie ludzkie? Dlaczego nie odrzucacie ze wstrętem tej roli, jaką nałożył na was ciemny rabinat z ul. Grzybowskiej?! A może myślicie, że postępowcami należy być tylko w społeczeństwie polskiem, a na ul. Grzybowskiej jesteście tylko „żydami”?

Szalom Asz.

Z całego serca życzymy autorom powyższych protestów, aby ich kulturalno-humanitarne dążenia znalazły nareszcie szeroki oddźwięk śród sfer żydowskich. Czujemy się w obowiązku zaznaczyć, iż jak czcza mgła rozwiała się konwencjonalna plotka o większej „liberalności” judaizmu od katolicyzmu. Pomijając denuncjacje rabinów, równe denuncjacjom biskupów, zaznaczyć jednak winniśmy, że przecież kościół katolicki nad cmentarzem jako takim dawną władzę całkowicie utracił i że cmentarz katolicki jest dziś już tylko – publiczną grzebalnią. Samobójców, niedowiarków, wolnych myślicieli nie chowa się dziś „pod płotem”, albo „za płotem.” Kościół może odmówić swego uczestnictwa w pogrzebie, ale nie może zamknąć przed nieboszczykiem wrót cmentarnych. Wolny myśliciel, gdy umiera, może księdza nie wzywać, może kazać się chować bez niego i kościół już godzi się z tym faktem; fanatycy mogą się dąsać, ale też i nic więcej. U żydów inaczej. Tam zamykają wrota cmentarne przed takim nieboszczykiem a ponieważ istnieją tylko cmentarze o charakterze bądź co bądź wyznaniowym, przeto rodzina, rada nierada, musi pozwolić, aby nieobrzezanego trupa po śmierci obrzezywano i maglowano, oraz płód ze zmarłych w stanie brzemiennym kobiet wyciągano i chowano osobno. Tego przecież dłużej cierpieć nie można. A więc Grzebalnia Wolna jest dziś hasłem nad wyraz aktualnem. Myśl ta łączy się z myślą o Krematorjum. Wierzymy głęboko, że tym razem owe głosy nie przebrzmią bez echa, że są one następstwem dawniej rozlegających się głosów i że zbudzą głosy nowe, liczne, coraz donośniejsze, póki cel nie zostanie osiągnięty.

Czasopismo ukazujące się w Warszawie w latach 1906 – 1931; początkowo wolnomyślicielskie i antyklerykalne z czasem przekształciło się w antysemickie i endeckie. Największy wpływ na kształt czasopisma wywarł jego wydawca i redaktor Andrzej Niemojewski.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close