Karanie pracowitości

W Nr 521 z d. 9 października z. r. w artykule „O wolność pracy i produkcji” opisaliśmy zdarzenie następujące.

Właściciel pracowni pończoch na Pradze, Bazyli Winniczuk, został oskarżony przez inspektora ministerjum pracy i opieki społecznej o to, że przedłużył ośmiogodzinny dzień roboczy za zgodą pracowników i że płacił im za to specjalne wynagrodzenie, a oni na to przystali. Inspektor stał na tym stanowisku, że ustawa sejmowa z dnia 18 grudnia 1919 roku sprzeciwia się temu. Żądał tedy ukarania Winniczuka.

Ale Sąd Pokoju XIV-go Okręgu m. stoł. Warszawy był innego zdania. Robotnicy zgodzili się na dłuższą pracę i na dodatkowe wynagrodzenie, nie uważając się za pokrzywdzonych, kraj jest w potrzebie, musi zwiększać produkcję, by nie popaść w ruinę finansową, a przeto nietylko nie zachodzi fakt przestępstwa, ale fakt godny pochwały obu stron.

Wobec takiego wyroku inspektor zaapelował do drugiej instancji i dowodził, że ustawa z dnia 18 grudnia 1919 roku nie zajmuje się przyszłością ekonomiczną Polski, nie interesuje się obecnym jej przesileniem ekonomicznym, lecz ma na celu obronę zdrowia robotników. Wywody te poparł na posiedzeniu sądowym referent ministerjum pracy, p. Rutkowski.

Sąd drugiej instancji, złożony z wiceprezesa Dutkiewicza, sędziego Dudy i ławnika Kirszbrauna, podzielił zdanie przedstawiciela ministerjum pracy, wyrok instancji pierwszej skasował, a Winniczuka skazał na 20 marek kary lub na dzień aresztu.

Wskutek tego rodzaju wyroków a także rozporządzeń władzy wykonawczej, ograniczających handel w stolicy kraju, odbyła się narada w Stowarzyszeniu Techników w Warszawie, i postanowiono zwrócić się do sejmu (porów. Kurjer Warszawski z dnia 15 grudnia). Czytamy, że „zachodzą fakty niesłychane, bo organy władzy państwowej pociągają do odpowiedzialności karnej i pracodawców i pracujących za pracowanie. Organy władzy wykonawczej nakazują próżnowanie przez wprowadzanie takich ograniczeń w handlu, które dezorganizują normalne życie w stolicy kraju. Drożyzna w Polsce przybiera rozmiary zastraszające, spadek naszej waluty odbywa się tak gwałtownie, iż wyraźnie dąży do poziomu, na którym stoi waluta w Rosji sowieckiej. Wszyscy przyznają, że jedynym środkiem zapobiegawczym przeciw tym w najwyższym stopniu groźnym objawom jest wzmożenie naszej wytwórczości, zarówno w przemyśle, jak i na roli. Na przeszkodzie stoi jednak stała propaganda strejkowa” etc.

Do tych wywodów dodamy, co następuje.

Przeżyliśmy kampanję bojową, przeżywamy obecnie ekonomiczną. Bojownikiem pierwszej był żołnierz, drugiej jest robotnik wszystkich kategorji. Ale inaczej traktowało się bojownika w postaci żołnierza a inaczej traktuje bojownika w bluzie robotniczej. Pierwszemu kazało się walczyć dzień i noc w warunkach najcięższych, drugiemu nie pozwala się walczyć skutecznie. Żołnierz miałby prawo prosić ministerjum wojny, aby zapytało ministerjum pracy, dlaczego ono inaczej pojmuje swe obowiązki względem kraju i dlaczego pozwala a nawet żąda, by robotnik zmarnował to, co wywalczył żołnierz.

Jest w naszym rządzie niekonsekwencja zasadnicza. Minister skarbu powiada, że wtedy wygramolimy się z ciężkiego położenia, gdy wywóz zrówna się z przywozem, a ministerjum pracy oraz ministerjum spraw wewnętrznych ogranicza to wszystko, co dążyłoby do zrównania wywozu z przywozem.

Jeżeli jest bezwarunkową zasługą rządu, iż zdołał rozbić najazd bolszewicki, to bezwarunkowo jego jest winą, iż po zwycięzkiej kampanji bojowej nie umie przeprowadzić zwycięzkiej kampanji ekonomicznej.

Niema w rządzie naszym człowieka, który mocą logiki i charakteru zdołałby ukazaną wyżej niekonsekwencję usunąć i pracę wszystkich ministerjów do wspólnego sprowadzić mianownika.

Niema w rządzie naszym człowieka o takiej indywidualności, który umiałby przekonać ludzi rozbieżnych dążeń, że, jak już dawno głosiła Ewangielja, państwo w sobie rozdzielone upadnie.

Optymizm nasz polega na tym, iż wierzymy w instynkt samozachowawczy naszego narodu bez względu na jego warstwy, obozy i programy oraz doktryny polityczne. Można porozumieć się. tylko trzeba człowieka, który zdobyłby się na politykę szczerości, zaufania i honoru, zasad jednolitych i ścisłej bezstronności.

Niestety rząd obecny nie zdobył się na to i nie zdobędzie. A inny także się nie zdobędzie, jeżeli konwent senjorów nie zdoła wyszukać i poprzeć takiego człowieka.

Czasopismo ukazujące się w Warszawie w latach 1906 – 1931; początkowo wolnomyślicielskie i antyklerykalne z czasem przekształciło się w antysemickie i endeckie. Największy wpływ na kształt czasopisma wywarł jego wydawca i redaktor Andrzej Niemojewski.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close