Kastowość w wojsku

Ciekawe, że wbrew hasłom skrajnie demokratycznym, szerzonym w wojsku przez takie organy, jak „Naród” oraz „Rząd i wojsko”, w rzeczywistości w armji naszej panuje duch kastowości, wcale nie mniejszy od tego, który panował w armji rosyjskiej, austrjackiej i niemieckiej. Duch ten ujawnił się zwłaszcza w ciągu sierpnia, kiedy to sto tysięcy ochotników wstąpiło do wojska i uratowało zagrożoną Warszawę. Śród tych ochotników znalazło się mnóstwo ludzi o świetnym wykształceniu, o wykwintnych manjerach towarzyskich, ludzi wysoce kulturalnych a nawet zamożnych, zajmujących wybitne stanowiska, słowem pod każdym względem przewyższających tych wszystkich oficerów niższych stopni, od których bezpośrednio byli zależni. Ludzie ci wcale nie skarżą się na to, że traktowano ich w wojsku na równi z innymi żołnierzami, gdyż to jest w najzupełniejszym porządku, a gdyby nawet było inaczej, sami żądaliby tej równości, gdyż ona wpływała bardzo dodatnio na resztę żołnierstwa i niewąpliwie oddziaływała pobudzająco w sensie najszlachetniejszym. Ale chodzi o to, co się działo i dzieje po za wojskiem, po za szeregiem. Zdawałoby się, że właśnie zasada demokratyczna pozwoli każdemu po za wojskiem i po za szeregiem żyć wedle swych środków. Ale właśnie temu sprzeciwił się duch kastowości. Więc niewolno profesorowi uniwersytetu, służącemu Ojczyźnie w charakterze szeregowca ochotnika, wejść do restauracji, w której postanowił zjeść obiad podporucznik-zawodowiec, nie mogący mierzyć się umysłem z owym patrjotycznym profesorem. Teraz bowiem ów patrjotyczny profesor jest niższym typem człowieka a ów niedokształcony podporucznik wyższym typem człowieka, który nietylko nie może siąść z profesorem przy jednym stole, ale nie życzy sobie jeść z nim w jednym pokoju. Zabawnie też przedstawia się stosunek restauratorów do zasady tej kastowości ze względu na kieszeń klijenteli. Tu, w sali głównej, biesiaduje ubożuchna ale kastowo pyszna nodporucznikierja, płacąca za fetę po kilka lub kilkanaście mareczek, a tam na boku, w ogródku, albo w jakimś bocznym a ukrytym pokoiczku, regulaminowo zaś w kuchni, jedzą inżynjerowie, profesorowie, przemysłowcy, artyści i literaci, płacący po kilkaset marek, słowem najlepsza klijentela pana restauratora, który, jeżeli coś czytał, przypomina sobie w wieku otrębywania haseł czwartego stanu przeciwko stanowi trzeciemu czasy z przed wielkiej rewolucji francuskiej, kiedy to zubożały stan drugi nie dopuszczał do równości bogatego stanu trzeciego. Zdaje się, że nasza lewica, tak w wojsku buszująca, nie ma najsłabszego pojęcia o tym, jak ukształtował się wzajemny stosunek szeregowca i oficera we Francji a zwłaszcza w Szwajcarji, i że ci wszyscy „marxiści”, „naprzodowcy”, „narodowicze”, „robotnikowcy” czy „rebetnikowcy” nie wiedzą nawet, jak są owiani duchem kastowości. W wojskach trzech państw rozbiorowych duch tej kastowości trwał aż do ich rozgromu, ale stamtąd przeszedł wraz z kajzerlikami trojakiego typu do naszego wojska, popierany przez socjal-dyktatoryzm i brauningowe pustogłowie. Jest wprost dziecinnie śmieszne, gdy duch tej kastowości zaczyna deklamować o rzekomo panującej w kraju reakcji i chce szczytom inteligencji dawać lekcje postępu, społecznego odrodzenia i nowego na świat poglądu. Oto kilka słów do rozważenia pod adresem ludzi, którzy rozważać umieją, a dzięki wrodzonemu dowcipowi posiadają dar rozeznawania rzeczy.

Czasopismo ukazujące się w Warszawie w latach 1906 – 1931; początkowo wolnomyślicielskie i antyklerykalne z czasem przekształciło się w antysemickie i endeckie. Największy wpływ na kształt czasopisma wywarł jego wydawca i redaktor Andrzej Niemojewski.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close