Walka o Panteon Narodowy

Aczkolwiek cały naród, rozporządzający swoją świadomością, orzekł, iż zwłoki Juljusza Słowackiego mają być złożone w podziemiach Wawelu, wszelako opór kardynała Puzyny przeciwko tej zbiorowej woli podziałał, jak zwykle, najsilniej na młodzież. W różnych ogniskach nauki, w Galicji i na obczyźnie, młodzież zbierała się licznie na wiecach i aklamacyjnie uchwalała sekularyzacje Panteonu Narodowego. Jeden z takich wieców odbył się w Krakowie dnia 21 czerwca w obecności przedstawiciela senatu akademickiego. Przebieg jego był stateczny a podniosły. Po wiecu młodzież udała się w pochodzie manifestacyjnym na Wawel. Ale około pałacu arcybiskupiego była skonsygnowana policja piesza i konna a wraz z nią, wedle relacji „Przeglądu Porannego”, jakiś prowokator, który rzuceniem „żabki” dał znak, i natychmiast policja z dobytemi szablami przypuściła na młodzież szarżą, bijąc, raniąc i tratując. Oburzona do najwyższego stopnia tym napadem młodzież zebrała się powtórnie na wiec a rektor, który natychmiast przybył, solennie jej obiecał opiekę i satysfakcję.

Juliusz Słowacki

Juliusz Słowacki, rysunek Wł. Bartwickiego, litografia (źródło: wikimedia.org)

Wszystkie pisma postępowe Galicji i Królestwa odrazu zajęły wobec tego faktu stanowisko właściwe, czego jednak niestety nie można powiedzieć o prasie konserwatywnej. Gdy Przegląd Poranny wystąpił z artykułem „Krwawy kardynał”, Dzień już w tytule swej informacji młodzież skrzywdził, pisząc o „Krwawym wiecu”, zamiast o „krwawym napadzie” na młodzież, a Głos Warszawski najpierw sprawę całą chciał przemilczeć, nazajutrz zaś pomieścił artykuł „Fałszywy alarm”. Nie zuchwałym kardynałem i jego uzurpacją zajmuje uwagę swych czytelników, ale nietaktem młodzieży, która rzekomo zamącić chciała spokój „dostojnika kościelnego”, „ciężko chorego starca”. Kurjer Warszawski, pomagając Głosowi Warszawskiemu, usiłuje całe zdarzenie zredukować do „zwykłej” awantury studenckiej. Słusznie też Przegląd Poranny pisze, iż zachowanie się tych organów jest – zdumiewające.

W Warszawie w ciągu ostatniego tygodnia pojawił się zbiorowy a liczny protest obywateli. Z rzędu instytucji naszych pierwszy wystąpił z protestem Polski Związek Nauczycielski.

Jako objaw istotnie pocieszający wypada zanotować, że wszystkie protesty dotąd stawiają rzecz na gruncie właściwym: domagają się nie jakiegoś ubłagania zuchwałego kardynała, ale poprostu wykonania sekularyzacji Wawelu. Coraz częściej czytamy o konieczności wyzwolenia naszego Panteonu Narodowego z rąk watykańskiego urzędnika, coraz wyraźniej rozlega się głos, że z tą uzurpacją skończyć należy, coraz dobitniej dochodzą nas apelacje do uniezależnienia myśli narodowej od narzutliwego Watykanu.

Kardynał jako polityk przerachował się fatalnie. Nie postrzegł granicy, na której kończy się cierpliwość polska. Nie wiedział, jakie stanowisko zajął już Słowacki w sercach i umysłach.

Potraktować ŚWIĘTOŚĆ NARODOWĄ ze stanowiska ciemnej kruchty, mierzyć blask jednego z największych słońc narodowych brytami spódniczki siostrzenicy księdza proboszcza, szerokością kartki spowiedzi wielkanocnej, długością pastorału od rzymskiego augura w spadku otrzymanego a właściwie temu augurowi zrabowanego, jak wykazał rysunkowo Malvert, mógł zaiste tylko ten, który z duszą narodu, jej cierpieniami i nadziejami, nie ma nic wspólnego.

„Wiedz, że uczucie spali, czego myśl nie złamie!”

To uczucie, które dotąd tylko niekiedy dymiło przez słowa, teraz poczyna swoje ognie zbierać. Kardynał wsadził w nie nieopatrznie swój pastorał. Ale płomień w lot ogarnie nietylko laskę i rękę, lecz paljusz i tjarę.

Jeżeli chodziło o jakiś żywy przykład bezczelnej uzurpacji, przechodzącej wszelkie granice, to sam kardynał go wybrał. On sam przekonał naród, świadomością swoją rozporządzający, czem Kościół jest i być chce w stosunku do naszej kultury.

Kardynał Jan Puzyna

Kardynał Jan Puzyna (źródło: wikimedia.org)

To, czem jest dla Szwedów sekularyzowana Riddarholmskyrka a dla Francuzów sekularyzowany kościół Św. Genowefy, ma być dla nas Wawel. Żaden naród nie zacieśnia swych poglądów do linji demarkacyjnej myśli, wierzeń i mniemań jednego czasu, jednej warstwy. „Ta miłość nie na jednym spoczęła człowieku jak owad na róży kwiecie, nie na jednej rodzinie, nie na jednym wieku”, woła Mickiewicz. „Objąłem w ramiona wszystkie przeszłe i przyszłe jego pokolenia, przycisnąłem tu do łona jak przyjaciel, kochanek, małżonek, jak ojciec”. Tak Wawel, ten kamienny starzec, ma objąć ramionami wszystko, co jest wielkie, prometejskie, zbawcze, bez względu na wieki, wierzenia i mniemania. Tylko tak należy rozumieć hasło sekularyzacji Wawelu. Tylko w ten sposób Wawel może być coś wart jako symbol.

Walka o Wawel tak pojęty nie odbywa się jednak w łonie narodu jako takiego. Wrogie siły, które wdarły się do jego duszy i chcą w niej gospodarować, rozpoczęły wojnę z tym narodem. Długo obłudnie udawały, iż im chodzi o Polskę. Maska spadła.

Pamiętać należy, że sfery najbardziej konserwatywne, ale przecież kulturalne, oświadczyły się za złożeniem zwłok Słowackiego na Wawelu. Kontragitacja nie z tego wyszła środowiska, ale z owej Świętej Targowicy, handlującej niebem i sakramentami, jak starzyzną na Pociejowie.

Pamiętać należy, że w sprawie Kopernika, do którego księża dziś tak się skwapliwie przymawiają, naród nasz w roku 1829 przykrą przeżył chwilę, gdy w Warszawie miało nastąpić odsłonięcie jego pomnika. Księża kategorycznie odmówili swego udziału w uroczystości ze względu na „heretycki” charakter jego pism. Powiadają: to było dawniej. A dziś? Dziś mamy gorszą sprawę.

Wtedy naród pomnik postawił i chciał tylko – pokropienia go wodą święconą. Z wielkim trudem znaleziono wreszcie jakiegoś poczciwego księżynę, który „ośmielił się” iść przeciwko hierarchji i ceremonji poświęcenia dokonał.

Pamiętać wreszcie należy, że Słowacki przeszedł przez surową krytykę trzech pokoleń. Nie dziwmy się, że uznanie jego wielkości i genjuszu szło tak powoli. Są wielkości, na których naród nie pozna się odrazu. Wielkości te zwykle muszą coś w duszy narodu zburzyć i coś wzamian postawić. Naród broni się a wreszcie ulega genjuszowi.

I właśnie dla tego, że to uznanie Słowackiego jest tak dojrzałe, że jest wyrazem zastanawiania się trzech pokoleń, że nareszcie uwielbienie dla niego stało się powszechnem, że nie jakiś odłam narodu, nie jakieś specjalnie grupy, ale naród cały siebie świadomy zdobył się na pewien akt woli, sprzeciwianie się tej woli z pobudek tak ciasnych jest GWAŁTEM, który odeprzeć należy.

Gwałt ten zostanie odparty.

Czasopismo ukazujące się w Warszawie w latach 1906 – 1931; początkowo wolnomyślicielskie i antyklerykalne z czasem przekształciło się w antysemickie i endeckie. Największy wpływ na kształt czasopisma wywarł jego wydawca i redaktor Andrzej Niemojewski.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close