L. Gorecki

Z za kulis Watykanu

Ogłoszona d. 6 marca „konstytucja” Vacanti Sede leżała 5 lat pod korcem, zanim papież zdecydował się na krok, który nasuwa przykre dla kardynała Puzyny reminiscencje z ostatniego Conclave… Jak wiadomo, trzy państwa katolickie – Francja, Austrja, Hiszpanja – posiadają tradycyjne prawo veto, szczątkowy zwyczaj średniowieczny, dzięki któremu mogły wpływać dowolnie na decyzje kolegjum kardynałów, usuwając niemiłych sobie kandydatów do tjary papieskiej… Pomału zwyczaj ten poszedł w zapomnienie; żadne z pomienionych państw przez czas dłuższy nie robiło zeń użytku. W r. 1903, po śmierci Leona XIII domniemany jego następca kard. Rampolla zebrał w pierwszym dniu Conclave więcej głosów, niż wszyscy jego współzawodnicy razem wzięci. Aby zostać papieżem, trzeba mieć 2/3 głosów… Zanim jednak przystąpiono do wyborów ściślejszych, kard. J. Puzyna, biskup krakowski, z polecenia rządu austrjackiego, założył przeciwko Rampolli veto formalne. Jednocześnie kard. Kopp z ramienia rządu niemieckiego, wysunął naprzód kandydaturę zapomnianego Sarto, który też wstąpił na tron papieski pod imieniem Piusa X-go…

Zajście to było różnie w swoim czasie komentowane; pisma polskie mówiły o niem półgębkiem, z lojalnością na dwa fronty, jak przystało na prasę „dobrze myślącą” – i opinja nie dowiedziała się nigdy, dlaczego Wiedeń żywił urazę do Rampolli a kard. Kopp krzątał się koło wyboru kard. Sarto. Zagadka nie jest trudna do rozwiązania, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Rampolla uchodził za wybitnego przyjaciela Słowian a w szczególności Polaków, co w rządzie niemieckim musiało odpowiedni względem niego nastrój wywołać. Był to właśnie okres, kiedy kard. Kopp chlubnie się odznaczył, tępiąc w parafjach polskich ducha narodowego i czyniąc katolicyzm środkiem usłużnym germanizacji. Wiadome są ścisłe związki powinowactwa między Berlinem a Wiedniem; nic też dziwnego, że kard. Puzyna szedł ręka w rękę z kard. Koppem jako wysoki urzędnik państwa w myśl interesów niemczyzny, wbrew polskim interesom. Gdyby Rampolla został papieżem, zacna spółka mogłaby natrafić na przeszkody poważne; germanizmowi stałaby się krzywda, Polacy podnieśliby głowę etc. Na szczęście, duch święty bynajmniej nie wpływa na przebieg wyborów, natomiast wpływają nań różne ziemskie moce i względy… Rampolla został zgrabnie usunięty, nieznany zaś outsider Sarto, kandydat Wilhelma II, miłościwie przyjmuje dziś czołobitne hołdy polskich pątników i świętopietrze z krwawicy chłopskiej…

Z tego niechybne wypływają wnioski: że 1) członkowie Koła Polskiego, śląc znamienitą depeszę (ad pedes tuos provoluli…) w imieniu Narodu uczcili antypolskiego papieża, kreaturę Niemiec; że 2) kard. Puzyna, biskup krakowski, ślepe narzędzie germanizacji, posłuszny pionek w rękach pruskich, wspólnik i kolega kard. Koppa – działał na szkodę polskości a na rzecz hakatyzmu; że 3) narodowo-demokratyczni posłowie, którzy nietylko w Petersburgu, ale i w Rzymie szafują „poparciem bez zastrzeżeń”, zostali poprostu wyprowadzeni w pole – i w Petersburgu i w Rzymie… że 4) katolicyzm, kierowany przez Koppów, Puzynów, Chościak Popielów – nietylko nie ma nic wspólnego z polskością, ale przeciwnie, wysługując się możnym świata tego, działa na jej krzywdą i zgubę.

Czasopismo ukazujące się w Warszawie w latach 1906 – 1931; początkowo wolnomyślicielskie i antyklerykalne z czasem przekształciło się w antysemickie i endeckie. Największy wpływ na kształt czasopisma wywarł jego wydawca i redaktor Andrzej Niemojewski.

Close