Beckomachia Mackiewicza

Biorąc do ręki ostatnią książkę p. Mackiewicza („O jedenastej – powiada aktor – sztuka jest skończona”) o „Polityce Józefa Becka,” nie można nie odczuć a limine pewnego dodatniego wrażenia. Dobrze, jest, że znajduje się pisarz, który w dzisiejszych niespokojnych czasach, ma dość spokoju i cierpliwości, by złożyć w myśli i wykonać piórem rzecz dłuższą, opartą na lekturze i przemyśleniu. Trochę długiego tchu w tych zadyszanych czasach.

Wyznaję szczerze, że, po przeczytaniu książki, to pierwsze wrażenie stępia się i niknie, a długość oddechu znakomicie się skraca. Książka ta niebardzo jest książką, a co gorsza, trudno uchwycić jej zamysł i niebardzo widać dlaczego została napisana?

Gdyby to była apologia Becka, możnaby zrozumieć jej potrzebę, a nawet jej ryzykanctwo. Bez względu na to, czy takie zadanie autorowi by się powiodło, byłoby ono trudne, bo zaiste niełatwo by dziś kogokolwiek do Becka przekonać.

Ale książka ta jest jednym wielkim oskarżeniem Becka, jest wiec dziś przysłowiowym noszeniem drew do lasu. Poco wyważać otwarte drzwi ? Cui bono? Czy żeby zostawić jakby swoją anti-beckowską wizytówkę?

Bliższa lektura nasuwa podejrzenie, że w myśl francuskiej zasady: on revient toujours à ses premiéres amours -chodziło tu autorowi znów o Piłsudskiego. Szło o to, by „wielkiego marszałka” uwolnić od kompromitującego dalszego ciągu. Zamysł ten wykonany został w sposób taki, iż, w rezultacie wielkości Piłsudskiego broni się małością Becka.

Wynik to nieszczególny, gdyż dowód taki zbliża się nieco do dowodu per absurdum: „czyżby autorowi aż takiego dowodzenia potrzeba” pyta czytelnik. Zdaje się istotnie, iż książka ta dla tezy o wielkości jej bohatera – Piłsudskiego, nie Becka – pozyskać może jedynie samego autora. Siły przekonywującej argumentacja Cata tu nie posiada, co płynie z tego, iż cała ta teza jest jego osobistym, uczuciowym przeżyciem. W rezultacie to co dla niego samego jest uczuciowo oczywiste, to dla wszystkich innych jest zdumiewająco nieoczywiste. Jeden przykład, bodaj zresztą najwalniejszy. Piłsudski był w oczach autora „wspaniałym fantastą” ale i „zimnym realistą,” przyczem dopiero to połączenie jest oczywiście czymś rzadkim i zdumiewającym. Określenie pierwsze nie wymaga ilustracyj, natomiast realizm Piłsudskiego domaga się dowodu. Rzeczywiście dowód taki podaje nam Cat na 93 stronie książki, dowód podwójny. Tak więc Piłsudski „chciał Polski jaknajsilniejszej, ale związanej z Ukrainą kijowską, która podawałaby rękę niepodległemu Kaukazowi. Polska według tej koncepcji, byłaby głową państw antyrosyjskich od zatoki Fińskiej, od Tallina, po morze Kaspijskie, po Tyflis i Baku.” W koncepcji tej poznajemy „wspaniałego fantastę.” Ale gdzie realista? Oto on: „Koncepcja ta się nie udała. Instynkt jedności państwowej w Rosji okazał się zbyt silny, a powstający nacjonalizm ukraiński zbyt słaby.” Innymi słowy: realizmu w tej koncepcji ani śladu.

Przykład drugi. Po ukończonej wojnie polsko-sowieckiej, „Piłsudski planuje związek państw, połączonych wspólnym rosyjskim i niemieckim niebezpieczeństwem. Myśl jego ślizga się od lodów Szwecji i Finlandii aż do meczetów Turcji. Z mgławicy (!) tych planów Piłsudski potrafił wypracować tylko dwie rzeczy realne: (1) współpracę z Estonią …. jest to bardzo niedużo, gdyż Estonia w razie wojny niewiele może pomóc, a natomiast sama ratunku potrzebuje. (2) sojusz z Rumunią.”

Jednym słowem cała sprawa znakomitego realizmu myśli politycznej zawisła od wątlutkiej Estonii i wiadomo jak kruchej Rumunii ….

W ten sposób za dwoma nawrotami Mackiewicz jest pewny, że wywiódł realizm Piłsudskiego, a w rzeczywistości dowiódł własnymi słowami i własną argumentacja czegoś wręcz przeciwnego. Zaiste niebezpieczna to rzecz cieszyć się poparciem i przyjaźnią Cata. Proponujemy XX-wieczne przysłowie: „Wyszedł jak Piłsudski na Mackiewiczu.”

Nie mamy zamiaru zatrzymywać się dłużej nad wykazywaniem za autorem ciężkich pomyłek, błędów i przewinień polityki Becka. Sprawa czeska, problemat gdański, dokuczliwy raczej niż taktyczny stosunek do Ligi Narodów, kłucie Francji szpilkami – są tu wyliczone i zanalizowane szczegółowo. Ale są to rzeczy znane, łatwe do wykazania, tak łatwe, że aż wyglądające na dobijanie czegoś już ubitego. Guarda e passa. Ta beckomachia, cay monomachia Cata z Beckiem nas nie interesuje. Kluczem do taniej gry politycznej Józefa Becka zdaje się być słuszne w swej zwięzłości sformułowanie, iż „Beck jest żeglarzem, który wypływając na morze, burzę uważa za fantazję godną dzieci lub poetów i nie sposobi swego statku na tę ewentualność.”…..

Przejdźmy raczej do zadziwiającej w swej mylności oceny polityki Romana Dmowskiego przed Wielką Wojną. Zaszło tu zdumiewające jakieś nieporozumienie, które nie bardzo możemy wytłumaczyć. Oto twierdzenia p. Mackiewicza: „Pisząc tę książkę, pilnie przeczytałem wszystkie dostępne tu pisma Dmowskiego pomiędzy 1900 a 1914 r. i wyrobiłem sobie przekonanie, że intencje Dmowskiego były o wiele bliższe ugody z Rosją, niż nawet ofensywy przeciwko Niemcom. Dmowski był absolutnie człowiekiem zaboru rosyjskiego w tym przekonaniu, że waga zaboru rosyjskiego była dla niego o wiele większa, aniżeli waga tamtych dwóch zaborów.”

Istotnie, trudno sobie poradzić z całkowitym przeinaczeniem istoty myśli Dmowskiego, jakiego tu jesteśmy świadkami! Piszący te słowa ze specjalną pasją studiował artykuły i pisma Dmowskiego z lat 1900-1914 właśnie, i jeśli co go pasjonowało w tych artykułach, wypełniających dwa tomy późniejszego wydania (Gmachowskiego), to właśnie bijąca wprost z każdej karty podstawowa dla myśli autora anti-niemieckość oraz żywiołowe przełamywanie wszelkich ram zaborczych! Wszak to właśnie owa wszech-polskość była na całe życie znamienna dla owego człowieka niby „rosyjskiego zaboru.” W tych właśnie latach 1900-1914 wyrobił sobie był Dmowski zdanie o podstawowej dla narodu roli ziem zachodnich. Przebudzenie się Śląska witał wprost z radością taką, że po latach kilkudziesięciu bije ona entuzjazmem w czytelnika czytającego te strony. Zasadnicze znaczenie morza, kaszubskiego wybrzeża, Warmii, podkreślał Dmowski na każdym kroku, idąc tu zresztą za Popławskim. Zbliżenia do Rosji pragnął, postanowił je i przeprowadził, bo wojnę przewidywał i budował w myśli koalicję przeciwniemiecką wraz z Rosją, jako państwem, i Polską jako narodem, który mimo braku państwa czynny udział w polityce światowej weźmie. Granitową podstawą był mu stale front przeciwniemiecki.

Skąd więc te ciężkie pomyłki Mackiewicza, skąd to pomieszanie Dmowskiego z ugodowcami Erazma Piltza ? Jest to tym bardziej zdumiewające, że niewątpliwie ma on dla Dmowskiego duży respekt.

Jednym z powodów tego zadziwającego przesunięcia myślowego może być fakt, że tylko częściowo dzieła Dmowskiego były tu w Londynie dostępne (nawiasem powiedziawszy, pełny egzemplarz 10-tomowego wydania Gmachowskiego został całkowicie zniszczony w czasie majowego raidu!). Przyczyna główna leży bodaj w pospiesznej, zbyt pochopnej chęci ustawienia paralelizmu: Czartoryski, Wielopolski, Dmowski. Od czasów Plutarcha paralele biograficzne są wdzięczną i całkowicie usprawiedliwioną metodą apercepcji historycznej. Niemniej paralele te muszą być bardzo uważnie cieniowane, by nie być złudne i muszą w równym stopniu operować różnicami co podobieństwami.

Staramy się na wszelki sposób zrozumieć powody lapsusu historycznego p. Mackiewicza, ale po dawnemu nie możemy go ni pojąć ni usprawiedliwić.

Mówiliśmy na wstępie, że tom ten trudno nazwać książką. Trudnoby też nazwać go prostym zbiorem felietonów. Jest to coś pośredniego i ta pośredniość nie wyszła mu na dobre. Niemniej od czasu do czasu znajdujemy tam poszczególne strony nacechowane piórem doskonałego essayisty. Niestety ton ten nie jest równy i raczej się tylko przejawia to tu to tam w doskonałych obrazach i skrótach.

Powiedzeń takich, ciekawych i soczystych, przytoczyć by można szereg. „Totalizm daje wzrost siły fizycznej i energii, jak po zastrzyku morfiny i wyjaławia kulturalnie.” „Myśl rozsadzi państwa totalistyczne, jak trawa rozsadza głazy ruin.” Albo definicja układu austro-niemieckiego z 11 lipca 1936, układu będącego pół-Anschlussem: „Układ jest tym czym położenie kawałka mięsa na patelni przed jego zjedzeniem.” Powiedzenia takie dowodzą istotnego, rzetelnego talentu essayisty, który p. Mackiewicz ma w wysokim stopniu. Ale i tu jest pośpieszny. Bardzo ciekawie np. zbliża do siebie politykę Becka i jego tanie, dorobkiewiczowskie odnowienie wnętrza pałacu Brühlowskiego, jaskrawo sprzeczające się z wiernie przywróconym XVIII-wiecznym wyglądem zewnętrznym: „Ale tutaj, po spokojnym, harmonijnym menuecie czy gawocie ścian zewnętrznych, wstępowało się w nowoczesną…” -Cieszyłem się na ten jazz-band przeciwstawiony menuetowi. Tymczasem taniec znikł i została się tylko jakże banalna: „nowoczesna jaskrawość i arogancja.”

Stanisław Cat Mackiewicz nie powinien zdradzać swego talentu w kierunku żmudnych i długich całości. Powinien się zapatrzyć w Bainville’a budującego swe książki z misternych drobnostek politycznych, z których każda była w sobie całostką. Wskazaniem tym i radą stwierdzamy chyba dobitnie, jak szanujemy pióro p. Mackiewicza i jak chcielibyśmy zachować mu jego własną naturę i odrębną oryginalność.

Junius.

Podtytuł: Dwutygodnik Poświęcony Życiu i Kulturze Narodu. Emigracyjny organ Stronnictwa Narodowego wychodzący w Londynie od 1941 roku. Pismo opozycyjne wobec rządu RP na uchodźstwie. Pierwszym redaktorem naczelnym (w latach 1941-1945) był Marian Rojek.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close