Brytyjskie pojmowanie wojska

W pismach angielskich znajdujemy ciekawe echa życia i trosk armii brytyjskiej. Płk. Bingham – zdarzenie już przebrzmiałe, chodzi o naukę – wystąpił publicznie przeciw przyjmowaniu do szkół oficerskich młodzieży pochodzącej z niższych warstw społeczeństwa, twierdząc, że tylko wychowanie w szkołach t. zw. publicznych – dostępnych jedynie dla zamożniejszych – daje cnoty potrzebne dowódcy. Płk. Bingham został za to zwolniony ze stanowiska komendanta szkoły oficerskiej. Ale znalazł się żołnierz – kierowca samochodowy – który wziął w obronę płk. Binghama. Napisał on do redakcji „Daily Herald” list, w którym oświadczył, że oficerowie dawnego typu umieją obchodzić się z podwładnymi i w szczególności nie narzucają się im poza służbą, podczas gdy ci nowi popisują się przed publicznością i baczą pilnie, by im wszędzie salutowano. Tak więc prosty żołnierz stanął w obronie dawnego korpusu oficerskiego, a ułatwiła mu to redakcja pisma lewicowego. Rzeczywiście społeczeństwo wysokiej klasy!

Co się tyczy salutowania, to znowu „Daily Herald” cytuje wypadek, w którym żołnierz kanadyjski zainterpelowany przez oficera, dlaczego mu nie salutuje, odpowiedział: przyszedłem tu bić się, nie salutować! A na to oficer: ale przyznasz, mój drogi, że w chwilach wolnych od walki można by czasem zasalutować tak, aby nie wyjść z wprawy. Żołnierz przyznał, że oficer ma rację. Takt wzajemny – nadzwyczajny!

Dużo miejsca poświęca również prasa niebezpieczeństwu biurokracji, która zaczyna zalewać papierkami biura wojskowe i dociera już do Home Guard. Ustanowiono komisję z odpowiednimi pełnomocnictwami, która ma te rzeczy uprościć. Na razie jedna z gazet pisze, że gdyby wojnę prowadziła obustronnie biurokracja na papierze, to Niemcy byli by jeszcze poza Mozą, a Włosi w Sidi Barani.

Inne – popularne – pismo krytykuje skrócone wojenne kursy oficerskie, mające zaradzić brakowi oficerów. Na jednym z takich kursów uczniowie żołnierze z oddziałów liniowych, porządnie już przeszkoleni – szorują podłogi i skrobią ziemniaki, jakkolwiek i tak czasu na przerobienie programu jest mało.

Za to szkoła w Sandhurst – Royal Military College nadal jest na najwyższym poziomie. Na czele jej stoi – pisze dziennik – inteligentny brygadier, a zespół wychowawców składa się z ludzi wysokiej klasy. Oto co oni mówią kandydatom po przybyciu do szkoły:

„Mamy was nauczyć, jak stać się oficerami. To znaczy mamy was nauczyć, iż musicie być twardszymi, sprawniejszymi, rozumniejszymi i odważniejszymi, niż najtwardszy, najsprawniejszy i najodważniejszy z waszych ludzi.

Musicie sobie zdać sprawę, że być oficerem nie oznacza istotnych korzyści, a narzuca, straszną odpowiedzialność. Będziecie mieli małe przywileje, lecz wielkie obowiązki.

W czasie pobytu tutaj będziecie korzystali z pewnych wygód materialnych. Jedynym ich uzasadnieniem jest, iż mają one was usprawnić do cięższej pracy.

Jednego typu u siebie nie znosimy: typu lenia, który myśli, że być oficerem, to znaczy pędzić żywot wygodny. Z takim radzimy sobie w krótkiej drodze”.

Podtytuł: Dwutygodnik Poświęcony Życiu i Kulturze Narodu. Emigracyjny organ Stronnictwa Narodowego wychodzący w Londynie od 1941 roku. Pismo opozycyjne wobec rządu RP na uchodźstwie. Pierwszym redaktorem naczelnym (w latach 1941-1945) był Marian Rojek.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close