Wielka Brytania a Sowiety

Wojna rosyjsko-niemiecka ożywiła znów popularną w niektórych kołach lewicowej inteligencji angielskiej koncepcję oparcia przyszłej struktury politycznej i gospodarczej świata na ścisłym współdziałaniu trzech wielkich imperiów: Imperium Brytyjskiego, Stanów Zjednoczonych i Z.S.R.R.

Wyznawcą tej koncepcji jest m.i. znany pisarz socjalistyczny H. G. Wells, który propaguje ją od początku wojny w swych książkach, broszurach, artykułach i odczytach. Wells, uważa, że tylko współdziałanie lotnictwa tych trzech krajów zdolne jest w przyszłości zapewnić pokój światowy i usunąć niebezpieczeństwo „terroru powietrznego” („Air Terror”), którym w obecnej wojnie posługuje się agresja hitlerowskich Niemiec.

Polsce wyznacza Wells w przyszłej Europie rolę bardzo skromną i podrzędną. W ostatniej swej książce p.t. „Guide of the New World” (Londyn 1941, V. Golland) ostro krytykuje polskich „melodramatycznych marzycieli”, siedzących nad mapami i planujących odbudowę „dawnej wielkości” Polski. „Dlaczego nasz Foreign Office – pisze Wells – dodaje zachęty tym dziecinnym błazeństwom?” Wells dopuszcza utworzenie Polski w granicach jedynie ściśle etnograficznych. Przyznaje, że naród polski znosi obecnie nieopisane cierpienia ze strony niemieckich najeźdźców i twierdzi, że jedynie federacja światowa, którą kierować będą W. Brytania, Związek Sowiecki i Stany Zjednoczone, ocalić może istnienie samej „esencjonalnej” Polski („essential Poland”), które będzie zawsze w przeciwnym razie zagrożone zagładą.

„Polska esencjonalna – pisze – będzie mogła istnieć i rozkwitać na swej rodzinnej ziemi i być złączona z Polską, rozproszoną in partibus po świecie. Będzie ona mogła odnowić swą esencjonalną siłę życiową ( „vitality”) w obrębie swej wspólnoty narodowej, i – sądząc po tym, co Polska dała już ludzkiej sztuce i myśli – stanie się ona źródłem aktywnych, pełnych wyobraźni, subtelnych i delikatnych inteligencyj. Ale jeśli chodzi o Polaków zdobywców (conquerors) – to świat ma dosyć już zdobywców”.

Przyjmując z zadowoleniem to, co Wells pisze o zasługach narodu polskiego w dziedzinie kulturalnej, podkreślić jednak trzeba, że Polska udusiłaby się w granicach, które ten pisarz angielski chciałby jej wyznaczyć. Ziemie wschodnie, które pług kultury polskiej przeorywa już od lat blisko tysiąca, które z Polską związane są od wieków węzłami znacznie bliższymi, niż z Rosją, w których Polacy stanowią najsilniejszą liczebnie grupę ludności, – są dla narodu naszego koniecznością życiową, niezbędnym warunkiem rozwoju jego „vitality”.

Powróćmy jednak do tematu bezpośrednio tu omawianego, tj. koncepcji oparcia przyszłego ustroju politycznego świata na współdziałaniu Imperium Brytyjskiego, Sowietów i Stanów Zjednoczonych. Obok Wellsa zwolennikiem tej koncepcji jest również, jak wiadomo, G. B. Shaw z tą różnicą, że jest on przy tym entuzjastą Stalina i jego rządów.

Zagadnieniu stosunków brytyjsko-sowieckich w związku z najazdem Niemiec na Z.S.R.R. poświęcana jest znaczna część numeru tygodnika „The New Statesman and Nation” z d. 5 lipca rb. Zasadniczy artykuł w tej sprawie pt. „Ku przyjaźni ze Związkiem Sowieckim” zamieszcza Harold Laski.

Twierdzi on, że dążenie do zbliżenia z Sowietami wyrażać się musi w dwu programach: programie na bliską metę i programie na dalszą metę. Program na bliską metę obejmować musi, zdaniem Laskiego, umowę między Z.S.R.R. a Wielką Brytanią, że rząd żadnego z tych krajów nie zawrze pokoju, w którym nie uczestniczyłby drugi partner. Drugim postulatem powinien być trójstronny (tj. łącznie ze Stanami Zjednoczonymi) układ wzajemnego bezpieczeństwa przeciw agresji w świecie powojennym.

Program na daleką metę – oświadcza Laski – stanowi rzecz bardziej skomplikowaną. Polegać on winien na wzajemnym zbliżeniu kulturalnym i wzajemnym korzystaniu ze swych doświadczeń i osiągnięć. Anglia np. – zdaniem autora – mogłaby wiele nauczyć się od Związku Sowieckiego w zakresie wszystkich spraw, dotyczących cywilnego i karnego wymiaru sprawiedliwości, łącznie z traktowaniem więźniów. Mogłaby się też nauczyć od Sowietów wiele w zakresie wychowywania ludów zacofanych; w tej dziedzinie zdaniem p. Laskiego, Rosjanie o 50 lat wyprzedzają to, czego W. Brytania dokonała w Indiach lub Afryce.

Ze swej strony bolszewicy mogliby się nauczyć wiele od Anglików i Amerykanów w zakresie techniki wychowania, możliwości dobrowolnego zrzeszania się itd. Na całym obszarze Związku Sowieckiego powinny być pozakładane Instytuty Brytyjskie („British Institutes”), na terenie zaś W. Brytanii analogiczne instytuty rosyjskie. Dla studentów rosyjskich powinny by po wojnie być utworzone stypendia w Oksfordzie.

P. Laski zdaje się jednak sam ma wątpliwości co do realizacji tych śmiałych pomysłów, pisze bowiem, że Anglicy i Amerykanie będą musieli wykazać bolszewikom, że intelektualista przestaje być intelektualistą, jeśli zmuszony jest wdziać na siebie mundur tej czy innej doktryny. „To, co pan i pani Webbs nazwali cudownie „chorobą ortodoksji”, jest prawdziwą zarazą dla Rosji… Jest rzeczą powiedzieć naszym rosyjskim przyjaciołom, że póki choroba ortodoksji nie zostanie wyleczona, dążenie do wspólnych celów pozostanie sprawą bardzo trudną”.

Ze swej strony wątpimy, czy przywódcy bolszewizmu (jeśli po obecnych wstrząsach utrzymają się w Rosji przy władzy) będą chcieli i mogli spełnić życzenia p. Laskiego. Mogą oni przejść dalszą jeszcze ewolucję w kierunku nacjonalistycznym, nie mogą jednak wyrzec się ani ustroju totalistycznego ani pewnych zewnętrznych przynajmniej form swej doktryny. By urzeczywistnić postulaty publicysty „The New Statesman and Nation” musieliby oni rozluźnić zupełnie obręcz dyktatury i wprowadzić system mniej lub więcej liberalny. To zaś nieuchronnie pociągnęłoby po pewnym czasie zastąpienia ich przez innych ludzi i inne prądy.

W tymże samym numerze „New Statesman” ukazał się list G. B. Shawa p.t. „Moja pomyłka”. Shaw przyznaje w nim, że zbłądził, wyrażając poprzednio przypuszczenie, że Hitler nie odważy się zaatakować Sowietów – podobnie jak zbłądził w r. 1939, kiedy był zdania, że Hitler nie rozpęta wojny.

„Poruszyć Lwa Brytyjskiego – pisze Shaw – by walczył o Nadrenię albo korytarz polski albo jakiekolwiek miejsce, położone dalej niż Marylebone Lane, było rzeczą niemożliwą. Poza tym w tym czasie Traktat (scil. Wersalski – przyp. red. „M. P.”) był tak zupełnie zdyskredytowany i polityka kopania Niemiec, gdy były one powalone, przyniosła im tyle sympatii ze strony brytyjskiej, że nie mieliśmy do wytoczenia żadnej sprawy moralnej przeciwko „Führerowi”. Mógł on iść tak daleko bez potrzeby walki z nami, że nie wierzyłem, iż zaawanturuje się poza ten punkt, – dlatego powiedziałem, że wojny nie będzie.

„Nie miałem racji. Robię zawsze pomyłki wyobrażając sobie, że inni ludzie są tak rozsądni, jak ja sam. „Führer” nie był pierwszym mężem stanu, który mnie zwiódł, i prawdopodobnie nie będzie ostatnim. Gdyśmy mu pozwolili zmienić granice Czech na wyłączną korzyść Niemiec, wydawało się mu, że może uczynić z nami, co mu się podoba. Swymi palcami ukąsił naszą gwarancję dla Polski i wziął ten kraj siłą. Stalin niezwłocznie zabrał połowę jego łupu, robiąc z jego nowej zdobyczy tylko dawny Rozbiór; w tym czasie był to Stalin, który na tym zyskał.”

„W tym momencie, gdy odezwały się armaty, Lew Brytyjski obudził się. Wystarczył mu zapach prochu i bez chwili zastanowienia, że jesteśmy zupełnie nieprzygotowani do tak wielkiego zadania, wypowiedzieliśmy wojnę Niemcom. „Führer” Hitler zrobił tę samą pomyłkę co do Neville Chamberlaina, jaką ja zrobiłem w stosunku do „Führera”. My, którzyśmy pogodzili się w tylu żywotnych sprawach z tym, co zrobiły Włochy i Japonia, nagle natarliśmy na niego, jak Don Kiszot natarł na wiatraki… Polska nie była naszą sprawą; była ona sprawą Ligi Narodów. Powinniśmy byli zwołać zebranie Ligi Narodów, jak w sprawie Finlandii (zbrojąc się w tym czasie mocno), zanim złamaliśmy pokój”.

Zacytowane wyżej wywody Shawa są miejscami mało zrozumiałe. Pisze on najpierw o gwarancji dla Polski, a zaraz po tym, że W. Brytania powinna była odnieść się w sprawie polskiej do Ligi Narodów. Otóż traktat polsko-angielski podobnej ewentualności w ogóle nie przewidywał; ustanawiał on jasno i niedwuznacznie, że jeśli jeden z partnerów zostanie napadnięty, drugi natychmiast pośpieszy mu z pełną pomocą. Z Finlandią W. Brytania takiego traktatu nie miała, – nie zachodzi tu więc żadna analogia.

Poza tym zaś jeśli Anglia zdecydowała się dać w r. 1939 gwarancję Polsce, to tylko dlatego, że widoczne już było dążenie Hitlera do hegemonii Niemiec w Europie i świecie, – dążenie, godzące w sam byt Imperium Brytyjskiego. Opinia brytyjska, uświadomiwszy sobie ten fakt, niemal jednomyślnie wypowiedziała się za zawarciem traktatu obronnego z Polską i zapoczątkowaniem w ten sposób wspólnego frontu państw zagrożonych, skierowanego przeciw zaborczym dążeniom Trzeciej Rzeszy, zanim Hitler skruszy kolejno wszystkie ośrodki oporu na kontynencie w drodze układów à la Monachium.

Z listu Shawa widać jednak, że jest on nie tylko zwolennikiem Rosji stalinowskiej, ale i polityki ustępstw wobec Niemiec. List swój kończy bowiem słowami:

„Stalin, o dziwo, nie nadużył swego zwycięstwa nad Finlandią, jak Ameryka nadużyła zwycięstwa Północy nad Południem i jak Clemenceau, Poincaré i Demokracja Brytyjska nadużyły zwycięstwa w r. 1918. Należy przypuszczać, że Stalin sprzeciwi się temu, byśmy nadużyli przyszłego zwycięstwa, gdy pobije Hitlera za nas !”

Streszczając list Shawa, czynimy to ze względów informacyjnych, tak jak poprzednio, kiedy pisaliśmy o jego artykule w „Sunday Dispatch”. Zaznaczyliśmy wówczas, i powtarzamy to teraz, że sędziwy ten dramaturg zdobył sobie sławę przede wszystkim jako „duch przekory”, fascynujący publiczność błyskotliwymi paradoksami, nie zawsze jednak trafiający jej do przekonania, zwłaszcza jeśli chodzi o dziedzinę polityczną.

Są koła lewicy angielskiej – w szczególności w „Labour Party”, które nie podzielają dążeń do tak daleko idącego zbliżenia się W. Brytanii z Sowietami, jak tego pragną wyżej cytowani pisarze i publicyści. Tym bardziej nie angażują się tak daleko w tym kierunku koła konserwatywne. Jednak i w poważnych pismach konserwatywnych spotykamy głosy, podkreślające wielką rolę Rosji w przyszłym urządzeniu stosunków w Europie. Do pism tych należy przede wszystkim „Times”, dziennik, który zresztą, jeśli chodzi o przyszłą powojenną politykę brytyjską wypowiada się za jak najdalej idącym zbliżeniem i współdziałaniem Imperium Brytyjskiego ze Stanami Zjednoczonymi. Równocześnie jednak w zakresie spraw kontynentalnych „Times” akcentuje szczególnie mocno znaczenie czynnika rosyjskiego.

Po deklaracji polsko-czeskosłowackiej z d. 11 listopada 1940 r. „Times” zamieścił artykuł, witający tę deklarację z gorącym uznaniem; w dalszych uwagach, autor artykułu podkreślił m.i., że jeśli chodzi o sprawy Europy wschodniej, to głos dominujący winna tam mieć Rosja. Ostatnio zaś, jak donosimy na innym miejscu, „Times”, komentując oświadczenie gen. Sikorskiego, zaznaczył, że, jak wykazały doświadczenia ubiegłych lat dwudziestu, „niepewne są fundamenty każdego rozstrzygnięcia spraw Europy wschodniej, którego Rosja nie popiera całkowicie”.

Czynniki polskie w W. Brytanii powinny – naszym zdaniem – zrobić wszystko, by przekonać nawet nieprzyjazne nam koła angielskie że trwały pokój w Europie środkowo-wschodniej zbudować można tylko przez rozwiązanie, uwzględniające interesy zarówno Polski, jak Rosji. W tym kierunku szedł układ ryski z r. 1921 – i w tym też kierunku będą musiały iść starania wszystkich przyszłych budowniczych jutra Europy. Rosja również będzie musiała zrozumieć, że w jej własnym interesie jest istnienie przyjaznego jej, silnego państwa polskiego, które stanowiłoby dla niej tarczę, chroniącą ją przed nawrotem zaborczości niemieckiej.

STANOWISKO KOMUNISTÓW BRYTYJSKICH

Komuniści w W. Brytanii – podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, a przed załamaniem się Francji i w tym również kraju – rzez blisko dwa lata oddawali wielkie usługi Niemcom, podcinając przez swą agitację ducha bojowego wśród robotników swych krajów i osłabiając ich produkcję wojenną. Nawet bardzo liberalnie w stosunku do działalności komunistycznej usposobiony rząd brytyjski zmuszony był zawiesić londyński organ Trzeciej Międzynarodówki „Daily Worker” z powodu systematycznego przez to pismo sabotażowania wysiłku wojennego W. Brytanii – jak brzmiały motywy zawieszenia.

Dopiero z chwilą napadu Hitlera na Z.S.R.R. komuniści dokonali nowej „volte-face „. Ogłosili oni odezwę, wzywającą do najostrzejszej walki z „faszyzmem” niemieckim – i co zabawniejsze, zaatakowali przy tej sposobności rząd brytyjski jako rzekomo skłonny do paktowania z tym faszyzmem. Wystąpienie to wykpione zostało przez organ „Labour Party” „Daily Herald”.

Podobne stanowisko, jak oficjalna partia komunistyczna, zajęła komunizująca organizacja „People’s Convention”, która do tej pory również zajmowała stanowisko dwuznaczne wobec wojny, propagując bliżej nieokreślony „People’s Peace” („pokój ludowy”). Dnia 5 lipca odbył się w kinematografie Stoll w Londynie wielki wiec „People’s Convention”, na którym przemawiali m.i. przywódca tej organizacji członek Izby Gmin Pritt oraz t.zw. „czerwony dziekan” z Canterbury dr. Hewlett Johnson. Uchwalono domagać się pełnego sojuszu z Sowietami, P. Pritt w przemówieniu swym żądał cofnięcia zawieszenia „Daily Workera”.

„Sunday Dispatch” doniesienie o tym wiecu zaopatrzył nagłówkiem: „Partia pokoju wypowiada wojnę”.

Podtytuł: Dwutygodnik Poświęcony Życiu i Kulturze Narodu. Emigracyjny organ Stronnictwa Narodowego wychodzący w Londynie od 1941 roku. Pismo opozycyjne wobec rządu RP na uchodźstwie. Pierwszym redaktorem naczelnym (w latach 1941-1945) był Marian Rojek.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close