Święci i błogosławieni – in spe

Obchodzimy jubileusz Kopernika. Tego samego, co księżą su­tannę nosił, a pod tą sutanną przez „cztery razy po dziewięć lat”, jak sam pisał, nosił żmiję, która obryzgała później jadem najświęt­sze wierzenia żydów, katolików i protestantów. Tego samego, co ośmielił się tłumaczyć, że Jozue pomylił się, wołając „słońce, stań”, a duch święty nie poznał się na tej pomyłce.

Więc nic dziwnego, że Luter przeklął tę naukę i jej głosiciela, nic dziwnego, że w 1616 roku wielkie dzieło Kopernika dostało się na Index librorum prohibitorum, z którego wykreślono je dopiero w r. 1757; wreszcie w 1822 r. Rzym raczył zdjąć wszelkie zakazy i oznajmił zdumionemu światu, że Kopernik był bogobojnym czło­wiekiem i dobrym katolikiem.

A dzisiaj, gdy święcimy jubileusz wielkiego myśliciela, księża odprawiają msze święte, a kościoły wszelkich wyznań uroczyście błogosławią pamięć pobożnego księdza Kopernika.

Cóż się stało? Czy Kopernik zza grobu odwołał swoje twier­dzenia? Czy też kościół uznał, że duch święty, dyktując księgę Jozuego, został wprowadzony w błąd przez szatana? Czy też może jakiś natchniony komentator dowiódł, żeśmy opacznie dotychczas rozumieli biblję, i że Jehowa już dawno, przed tysiącami lat powie­dział, że ziemia się obraca dokoła słońca?

Nie, bynajmniej! Tego wszystkiego nie było. Poprostu – ko­ściół przekonał się, że zakazami i wyklinaniem nie zmusi ludzi do uwierzenia, że Jozue miał rację, a Kopernik się mylił, więc pewne­go pięknego poranku zmienił front, przeprowadził po cichu proces rehabilitacyjny i zwolnił oskarżonego, zapominając o potępieniu oskarżyciela.

I wszystko w porządku: biblja jest zawsze dziełem, natchnio­nym przez samego Boga, a Kopernik słusznie twierdził, że ziemia się obraca, prawdopodobnie myślą tą natchnął go duch święty, a jak jedno zgadza się z drugim – to jest jeszcze jedna z tych wielkich tajemnic, których wyjaśnienie kościół chowa tylko dla siebie.

Czyż trzeba tłumaczyć, dlaczego kościół postępuje tak – na oko – nielogicznie?

Przypomnijmy sobie inną opowieść.

W roku 1431, – 42 lata przed urodzeniem Kopernika, został wytoczony proces 19-letniej dziewczynie, Joannie d’Arc, która od­ważyła się walczyć o wolność swego kraju – i w dodatku, o zgro­zo! – zwyciężyć wroga. Proces prowadził biskup katolicki, fran­cuz, Piotr Cauchon, i naturalnie dowiódł oskarżonej, że była kacerką, że miała stosunki z djabłem, i t. d., i t. d., wskutek czego wyklął ją i kazał spalić na stosie na placu publicznym w Rouen. W roku 1456, po sześcioletnim procesie rehabilitacyjnym, sąd orzekł, że Jo­anna została skazana niesłusznie, i że była niewinna. Dziewica Or­leańska stała się bohaterką narodową, poczęto jej stawiać pomniki i czcić jej pamięć.

Jakżeż kościół mógł pozwolić, by katolicy tak gorąco czcili dziewczynę, ongi wyklętą przez biskupa katolickiego? Trzeba to naprawić! Biskup Dupanloup żąda, aby Joannę uznano za świętą. Bo przecież, jeśli Joanna d’Arc jest uważana za zbawicielkę Fran­cji, to powinna być świętą, aby lud wiedział, że zbawiła go nie ja­kaś tam Joanna, ale święta Joanna!

I oto w roku 1894, a więc okrągłe 463 lata po spaleniu wyklę­tej czarownicy na stosie, papież Leon XIII ogłasza urbi et orbi, że Joanna była „błogosławioną”, że słyszała głosy z nieba i odbierała rozkazy bezpośrednio od świętych pańskich. A teraz, ludu francus­ki, wiedz, że jeśli zostałeś wybawiony z niewoli, to stało się to je­dynie z natchnienia ducha świętego!

A czytałem, że i Krzysztof Kolumb, któremu za życia zarzu­cano niewypowiedziane okrucieństwo, miał swój proces kanoniza­cyjny niedawno. Z żalem przyznaję, że nie wiem, czy został uzna­ ny za „błogosławionego”, czy „świętego”, czy może założył sam apelację, błagając, by mu chociaż po śmierci dano spokój. Ale rzecz sama przez się jest zupełnie zrozumiała: jeśli Ameryka miała już zostać odkryta, to, rozumie się, tylko przez świętego Krzysztofa Kolumba.

I oto dlaczego dziś brzmią we wszystkich kościołach organy, głosząc chwałę Mikołaja Kopernika, wyklinanego przez kościoły przez całe setki lat, tego Kopernika, który nietylko sam był kacerzem, ale pociągnął za sobą tylu innych ludzi, Galileusza, którego zmuszono do odwołania „błędów” pod groźbą śmierci, Giordana Bruno, którego spalono na stosie za głoszenie i rozpowszechnianie kacerskiej nauki wyklętego księdza, i tylu innych – gnębionych, prześladowanych…

Ale myśl Kopernika zatryumfowała, wbrew zakazom, kląt­wom, stosom. I oto kościół już wyciąga po niego chciwe ręce; je­no patrzeć, jak jakiś biskup wniesie do stóp nieomylnego namiestni­ka bożego błagalną prośbę o przeprowadzenie procesu kanoniza­cyjnego, i młodzież w szkołach będzie się w przyszłości uczyła, że święty Mikołaj Kopernik, nie polak, i nie niemiec, a rzymski katolik, odkrył, że ziemia obraca się dokoła słońca!

A czy kościół prawosławny nie zaliczył do świętych księcia Aleksandra Newskiego? Jeśli Rosja została ocalona od szwedów, to, naturalnie, uczynić to mógł tylko święty.

A iluż ostatnia doba stworzyła kandydatów na przyszłych świętych lub błogosławionych, po kilkuset latach, aby ludzkość tro­chę zapomniała, czem byli naprawdę za życia: np. generał Foch, za oswobodzenie katolickiej Francji od napaści protestanckich niemców; (już nawet czytaliśmy legendy o pomocy niebieskiej, udzielonej generałowi w tajemniczy sposób); kardynał Mercier, za skatoliczenie Belgji; generał Józef Haller za – cud nad Wisłą; i wreszcie – last not least – Eligjusz Niewiadomski, za oswobo­dzenie katolickiej Polski od żydowskiego prezydenta Narutowicza.

Józef Krajewski.

Założony przez Romualda Minkiewicza organ prasowy Stowarzyszenia Wolnomyślicieli Polskich

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close