Walka o wolność ducha

Nad szarą, nizinną ziemią polską leci trupia postać, po­wiewając łachmanami czarnej opończy. Wojna! Najstraszniejsza, najzajadlejsza, najokrutniejsza ze wszystkich wojen – wojna religijna! Wypędzona ze wszy­stkich krajów kulturalnych, wygnana z Europy Zachodniej przez świetlane promienie wiedzy, znalazła przytułek na naszej ciemnej, niewidzialnym ale mocnym murem od świata odgro­dzonej, ziemi i rozpanoszyła się tu, jakgdyby Polska jej krajem rodzinnym była.

To nie dzika fantazja – to dziki fakt.

Polska stała się terenem, na którym rozgrywa się obecnie ostatni już może akt tej przeraźliwej tragedji, jaką u nas w koń­cu szesnatego wieku zapoczątkowali o. o. jezuici, a która w osiemnastym wieku doprowadziła do upadku państwa i utra­ty bytu politycznego. W czasie niewoli Polska była dla papiestwa „quantite negligeable”, rzeczą małowartościową, ale teraz, gdy na wscho­dzie Europy jest jedynym rzymsko-katolickim puklerzem, Rzym przypomniał sobie nagle, że polacy są najwierniejszymi synami kościoła, i postanowił puklerz ten przekuć na miecz.

A przedewszystkiem – oczyścić go. Bo puklerz ten zar­dzewiał odstępstwem i pokrył się śniedzią niewiary. Trzeba więc sięgnąć do starych, dobrze wypróbowanych środków, aby przywrócić mu cały blask zprzed 200 lat. Trzeba go obmyć krwią, przetopić w ogniu, zahartować ciężkimi uderzeniami młota – będzie miecz na podziw – w rękach rycerza rzym­skiego!

A że przy tem zwaśni się ludność, że osłabi się państwo, że może zgubi je się poraź chyba już ostatni — to trudno! Pol­ska musi być rzymsko-katolicka, albo niech nie będzie jej wcale! Oto hasło, jakie wyszło z Rzymu w chwili powstania Odro­dzonej Polski, i jakie nasz niby-polski kler wprowadza w życie przy pomocy metod, na jakie tylko stać jego sfanatyzowany, ciasny i jałowy umysł.

I rozpętała się drapieżna, dzika wałka, z całym aparatem klątw kościelnych, ukrytych knowań i otwartych napaści, podstępnych podchodów i jawnych szczuć. Wnikliwa mafja rzym­ska znalazła wstęp i do chat wieśniaczych, i do izb robotni­czych, i do sal sejmowych, i do gabinetów ministerjalnych, aż zdało jej się, że dość już przygotowała grunt i może zrzucić przyłbicę, wystąpić otwarcie i dobić wroga.

Nie w jednym miejscu, nie w jednej okolicy, ale jak kraj długi i szeroki – wystąpili do boju rzymscy gladjatorzy, wiodąc za sobą ciemne sfanatyzowane tłumy. Naganka na „herety­ków”, t, j. ludzij pragnących się modlić inaczej, niż rzymski ko­ściół postanowił, przybiera formy ostre, przypominające gwałtownością średniowieczne „pogromy”, kierowane ręką jezui­tów.

Po wsiach małopolskich leje się krew: to „dobrzy katoli­cy” rozpędzają chłopów polskich, mających odwagę modlić się po polsku w Kościele Narodowym. Na drugim krańcu Polski, w Poznaniu, chuligańskie bandy pod wodzą morderców zpod znaku „Boga i Ojczyzny” rozbijają głowy „Badaczom Pisma Świętego”, nie szczędząc ani dzieci, ani ciężarnych kobiet. Na Ukrainie, na rozkaz władz, podszczutych przez kler katolicki, zabiera się siłą prawosławne cerkwie, zamieniając je na rzym­skie kościoły, przyczem niejeden fanatyczny chłop prawosławny pada w walce z fanatycznym żołnierzem lub policjantem kato­lickim. Na Pomorzu rzuca się uroczystą klątwę kościelną na katoliczkę, która wyszła za mąż za ewangielika. Na Podlasiu zapisuje się gwałtem unitów do kościoła katolickiego, tak jak carska Rosja gwałtem zapisywała ich do cerkwi prawosławnej. Na Wołyniu rozpędza się i więzi baptystów, urządzających swoje zebrania religijne w mieszkaniach prywatnych. W samej stolicy policzkuje się żołnierzy, przyznających się do „wyznania ewangielicznego”. A w całej Polsce Kongresowej odmawia się prawa istnienia bezwyznaniowcom, których dzieci gwałtem uczy się religji w szkołach państwowych.

Oto krótkie – a tak wymowne – zestawienie, dające obraz eksterminacyjnej walki, jaką kościół katolicki prowadzi z całą zaciętością przeciwko wszelakim odstępcom.

A w trop za księdzem katolickim idzie policjant, żandarm i żołnierz, posyłani często może wbrew ich woli przez katoli­ckie władze państwowe, i sekundują szablą jego kropidłu.

A sądownictwo polskie, ta organizacja, która u barba­rzyńskich nawet ludów stara się zawsze o opinję bezstronności, oddaje się u nas na usługi wojującego kleru, sypie konfiskaty pism heretyckich, jak z dziurawego worka, skazuje sektantów na więzienie i kary pieniężne i ugina karku przed „prawem kościelnym“ wtedy, gdy ono przeciwstawia się „prawu państwowemu“.

A cóż dopiero mówić o organizacjach społecznych: o uni­wersytetach, wypędzających liberalnych profesorów i stosują­cych „numerus clausus” do studentów-żydów, o stowarzysze­niach bogoojczyźnianych, do których może należeć tylko kato­lik od sześciu pokoleń, żądających opuszczenia w teatrze kra­kowskim tej sceny z „Kordjana“, gdzie Słowacki piętnuje po­gardą papieża Grzegorza XVI, wzywających rząd do wypędze­nia z Polski metodystów, którzy ośmielili się swym heretyckim chlebem karmić w dniach głodu polsko-katolickie dzieci, lub wreszcie szerzące nienawiść dla popularnej Ymci za chrześcijań­ską, ale nie-katolicką opiekę nad żołnierzem polskim!

Nie chcemy w tej chwili zastanawiać się nad szczegółami tej zupełnie już jawnie prowadzonej walki, bijemy tylko w dzwon na trwogę:

Rzym rozpętał w Polsce wojnę religijną! Wojna ta grozi Polsce ruiną. Rzym nie dba o dobro Polski, a myśli tylko o swo­ich własnych interesach. Obywatele, zjednoczcie wszystkie swoje siły, aby się przeciwstawić potwornej zachłanności koś­cioła rzymskiego.

Teraz zabiega władca rzymski o konkordat z Polską. To znaczy, że niedość mu tej władzy i tych bogactw, jakie już w sa­mym kraju posiada, chce jeszcze nowych przywilejów, żąda no­wych praw, dąży do tego, by do reszty omotać rwącego się do wolności ducha i zdusić każde swobodne poczynanie.

Ostatnia już jest chwila, aby wszyscy polacy, nawet kato­licy z wyznania, ale stawiający dobro swej ojczyzny ponad inte­res osobisty obcego samodzierżcy, skupili się dla obrony swej niezależności państwowej i ludzkiej, i przeciwstawili się mor­derczej fali włosko-papieskiego imperjalizmu.

Pamiętajcie, że każde ustępstwo władcy rzymskiemu tyl­ko zaostrzy jego nigdy nie zaspokojony apetyt, a jednocześnie cofnie nasz rozwój państwowy – na pośmiewisko całego kulturalnego świata.

Tylko zupełne zerwanie z Rzymem, zupełne oddzielenie kościoła od państwa, da Polsce możność odetchnięcia pełną piersią, i posunie o krok naprzód sprawę uwłasnowolnienia człowieka, wyrywającego się z ciemnicy, w której leżał związa­ny przez 150 lat – do słońca prawdziwej wolności!

Józef Landau.

Założony przez Romualda Minkiewicza organ prasowy Stowarzyszenia Wolnomyślicieli Polskich

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close