Co o nas myślą na Zachodzie i czego nam trzeba do zwycięstwa

(Korespodencja własna „N. Ref.”).

Paryż, 9 sierpnia 1920.

Bardziej niż kiedykolwiek, musimy się zdobyć w groźnych chwilach, jakie przeżywamy, na trzeźwość sądu, zimną krew, wytrwałość żelazną i wolę czynu. I na poczucie godności własnej.

Więc trzeźwość sądu… Nie upajajmy się baszyszem złudzeń o mobilizacji korpusów, czy armij angielskich i francuskich ku naszej pomocy. A to z trzech powodów. Europa jest umęczona, wojną i mobilizacja w Anglji i Francji dla prowadzenia wojny zagranicznej groziłaby wielkiemi rozruchami domowemi, a w każdym razie nie mogłaby się udać. Powtóre ludy, spragnione są pokoju i opinia na zachodzie zapytuje, dlaczego Polska nie przyjęła pokoju, ofiarowanego przez bolszewików, skoro zwłaszcza była za słabą do niezbędnego wysiłku militarnego. W tej chwili stronnictwa radykalne i liberalne od nas się odwróciły, a socjaliści wydali nam zaciętą walkę, bojkotując transporty amunicji dla Polski. Czyli że wojna europejska dla obrony Polski, jest bardzo, niestety, niepopularna. Po trzecie, czas i środki transportowe nie pozwoliłyby na dostarczenie nam poważnego korpusu posiłkowego, o ile nadal mielibyśmy się cofać w tem tempie.

Z czego wynika – zdeklarowali to zresztą obecnie i Lloyd George i Millerand – że posiłków wojskowych nie otrzymamy w żadnym wypadku. W najlepszym razie wysłany będzie oddział do silniejszego obsadzenia Gdańska, no i może linji kolejowej w obrębie Pomorza dla powstrzymania zapędów niemieckich. Nawet to drugie jest bardzo wątpliwe. Liczyć natomiast możemy na kredyty, na pewną ilość oficerów i instruktorów i amunicję, broń. Z zastrzeżeniem wszakże. Rozmiar i wydatność tej pomocy zależą od nas. Środki wojskowe francuskie są szczupłe i wobec ponurej sytuacji europejskiej (oraz niebezpieczeństwa wojny z Niemcami), Francja nie bez wahania i nam poświęci część zapasów, które mogą się okazać potrzebne dla niej samej. Anglia jest zagrożona tylu konfliktami (w Irlandji, w Egipcie, Indjach, Mezopotamji i Persji), że również niechętnie uczyni większe w tym względzie ofiary. Ale ponad względami oszczędnościowymi, góruje inna obawa. Doświadczenia z Denikinem, Judeniczem, Kołczakiem były mocno przykre. Doznajemy tego na własnej skórze w postaci amunicji i broni angielskiej, która, dostała się w ręce bolszewików. Sprzymierzeńcy muszą mieć przeświadczenie, że ich pomoc w materjale wojskowym nie pójdzie na marne. Do tego zaś trzeba, by armja nasza zdołała przynajmniej zatrzymać bolszewików. Wszyscy jednozgodnie tu donoszą, że armie bolszewickie są przemęczone, nie mają wielkiego rozmachu i niedużą przedstawiają wartość militarną, że wojska polskie, liczebnie i co do ducha żołnierzy, są w stanie najazd czerwony odeprzeć. – Ale do tego trzeba wysiłku, poświęcenia. Powszechnie się tu zapytują – i to z wielką irytacją, dlaczego Polacy nie korzystają z tylu dogodnych pozycyj, (linii rzecznych, bagien etc), by czerwonych odeprzeć. Może więc żołnierz polski jest zdemoralizowany i nie stawia bandom bolszewickim oporu, a wtedy rząd nie ma energji, a społeczeństwo dość patrjotyzmu, by temu zaradzić, wszelka pomoc pójdzie na marne i Polska na nią nie zasługuje.

Tak się kwestja przedstawia w opinji francuskiej, ostrzej jeszcze traktuje nas prasa angielska. Bo zdajmy sobie sprawę jasno. Ludy któro wykrzesały z siebie kolosalny wysiłek na wojnę zwycięską z Niemcami, dla niedołęgów, choćby i najszlachetniejszych, nic, oprócz lekceważenia żywić nie mogą. Wprzód ratuj się sam a wówczas i inni tobie pomogą. Bądźmy tedy trzeźwi. O ileśmy za słabi na męski wysiłek i na obronę – płaćmy za naszą nieudolność i nędzę, choćby i drogo, by ocalić resztę. Ale jeśliśmy narodem wielkim, przygotujmy się do najdalszych ofiar i poświecenia w obronie Ojczyzny i wówczas zwyciężymy.

Streściłem tu właściwie opinję prasy francuskiej i angielskiej na temat chwili dziejowej w Polsce, opinję prasy, niestety, coraz bardziej przesiąkniętej sceptycyzmem co do nas i naszej wartości istotnej.

I tu przychodzę do rzeczy dla nas najboleśniejszej. Coraz tu głośniej o braku istotnego patrjotyzmu i poczucia godności narodowej u nas. Polska stoi nad brzegiem przepaści, apeluje o ratunek do koalicji. A czy sama uczyniła wszystko, co leży w jej siłach dla swego ratunku? Od miesiąca istnieje Rada Obrany Narodowej. Gdzie jest rząd ręki żelaznej? Co dał zaciąg ochotniczy? W jakiem stadjum znajduje się sprawa poboru nowych roczników? Gdzie jest zgoda i zawieszenie walk partyjnych? Gdzie jest porwanie się do broni ludu wsi i fabryk? Dlaczego Warszawa bawi się jak zawsze i przepełniona jest masą oficerów których brak na froncie i masą młodzieży męskiej, której brak w szeregach?

„Dziwnie odbija lekkomyślność i beztroska Warszawy wobec skupienia surowego Paryża podczas wojny” – konstatuje ze zdumieniem korespondent „Tempsa”. „Wśród masy wyelegantowanych oficerów w Warszawie widniałem jednego tylko rannego” – opowiada Hankey, jeden z członków misji angielskiej.

A czytelnik francuski i angielski dodaje: „A wiec Polacy sami nie mają ochoty się bić i chcą żebyśmy poszli nadstawiać karku za nich?!”

A gdzież jest nasza godność narodowa, – gdzież patrjotyzm?!

w-l.

Dziennik liberalno-demokratyczny założony przez A. Doboszyńskiego (ojca znanego polityka Narodowej Demokracji) i wydawany w Krakowie w latach 1882–1928. W latach 20. prezentował poglądy polityczne Klubu Pracy Konstytucyjnej, związku części konserwatystów małopolskich i demokratów krakowskich. W 1924 czasopismo zostało kupione przez koncern „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, a w 1928 zlikwidowane (włączone do „IKC”).

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close