Fetyszyzm erotyczny

Znany psycholog francuski, A. Binet, napisał o fetyszyzmie erotycznym zajmujące studyum, z którego podajemy niektóre szczegóły.

Już w starożytnym Rzymie powiadano: „amantes – amentes”, a dzisiaj również mówimy, że każdy zakochany jest do pewnego stopnia w obłędzie. Ale dopóki ten obłęd pozostaje w granicach metody, dopóki nie wychodzi poza szranki, do których przywykli wszyscy, nie razi nas, nie zwraca na siebie szczególniejszej uwagi otoczenia. Uśmiechamy się pobłażliwie, czytając niezdarne wiersze, opiewające niezgłębioną toń, albo przepiękny lazur oczu panny Mani; a zawsze, pośród wszelkich warunków mimowoli otaczamy sympatyą dwoje ludzi: „jego” i „ją”, gdy odbierają sobie życie, nie mogąc się połączyć.

Zakochany mężczyzna, patrząc w piękne oczy swojej ubóstwianej, podziwiając ich wyraz i opiewając piękność, nie pozostaje przecież ślepym na inne wdzięki ukochanej istoty. Jakże odmiennie zachowuje się feteszysta. Istnieje dla niego tylko jeden, jedyny wdzięk, którego szuka we wszystkich kobietach, za którym w ciągłej znajduje się pogoni. A. Binet, który obserwował cały szereg feteszystów erotycznych, podaje nam w swojem studyum zajmującą galeryę tych postaci.

W jednym z paryskich zakładów leczniczych poznał młodego profesora licealnego, którego namiętność do pięknych oczu kobiecych przez długi czas była niewinną manią, a mianowicie aż do chwili, gdy pewnego razu na ulicy ujrzał dziewczynę z wielkiemi, głębokiemi oczyma, o długich rzęsach, rzucających na policzki rzeczywisty cień. Były to oczy, o których ów profesor nieustannie marzył. Poszedł za dziewczyną aż do jej pomieszkania, przedstawił się rodzicom i prosił o rękę córki. Przestraszeni rodzice pozbyli się go czemprędzej, on jednakże ciągle powracał, aż go wreszcie… uwięziono. Policya, po zbadaniu stanu jego umysłu, oddała go do zakładu dla obłąkanych, gdzie młody profesor ciągle rysuje oczy owej dziewczyny.

Są fetyszyści, którzy podziwiają u kobiet wyłącznie piękne ręce. Ideałem ich jest całować i pieścić ładne ręce kobiece. Ażeby zadość uczynić tej manii, oddają się sztuce wróżenia z rąk. Innego rodzaju fetyszyzm polega na podziwianiu włosów kobiecych. Mace, który był przez kilka lat dyrektorem policyi w Paryżu, opowiada, że nad Sekwaną tacy właśnie fetyszyści są bardzo liczni, zwłaszcza pośród zamożnych klas ludności. Mania ich wcale nie jest niewinną. Uzbrojeni w nożyce, wychodzą późnym wieczorem na ulicę, a gdy ujrzą piękny warkocz o barwie, działającej specyalnie na ich zmysły, ucinają go z osobliwą zręcznością. Inni, mniej ryzykujący, stoją na chodniku i obserwują przechodzące kobiety. Ujrzawszy ulubione przez nich włosy, pędzą za ich właścicielką, w przechodzie składają gorący pocałunek na włosach i znikają czemprędzej. Jeden z najsłynniejszych paryskich autorów należy do tego rodzaju fetyszystów. Ubóstwia wyłącznie rude włosy i biegnie za niemi, choćby wiedział, że właścicielka ich jest starą i brzydką.

Pomiędzy tymi wzmiankami nie brakuje także takich, na których szczególniejszy wpływ wywiera głos. W tej kategoryi przodują kobiety. Taka fetyszystka popada jakgdyby w ekstazę, słysząc osobliwy jakiś głos męski. P. Binet opowiada, że pewna znana aktorka paryska, rozmawiając w biurze dyrektora z jakimś aktorem, usłyszała głęboki, miękki głos męski, dolatujący z sąsiedniego pokoju. Zamilkła w jednej chwili, bladła i czerwiniła się na przemian, a zasłuchana w dźwięki owego głosu powtarzała pocichu: „Och – taki głos”. I od tego czasu ubóstwiała mężczyznę, którego nawet nie widziała.

Powiadają, że te objawy erotyzmu są w związku z nowożytnym dekadentyzmem. Tłómaczenie takie wydaje nam się banalnem. Czegóż my dzisiaj nie przypisujemy owemu nieszczęsnemu dekadentyzmowi! Rozmaite zboczenia erotyczne istniały i dawniej, w mniejszym może stopniu, ale istniały. Dzisiejsza wiedza, coraz to szersze ogarniająca kręgi, zajęła się również i temi zjawiskami psychicznemi nieco dokładniej; prasa podała je do wiadomości szerszego ogółu i stąd powstaje nagle alarm, że zjawiła się nowa plaga ludzkości.

Dziennik liberalno-demokratyczny założony przez A. Doboszyńskiego (ojca znanego polityka Narodowej Demokracji) i wydawany w Krakowie w latach 1882–1928. W latach 20. prezentował poglądy polityczne Klubu Pracy Konstytucyjnej, związku części konserwatystów małopolskich i demokratów krakowskich. W 1924 czasopismo zostało kupione przez koncern „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, a w 1928 zlikwidowane (włączone do „IKC”).

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close