Czterdzieści cztery zbrodnicze akty teroru radnego „Tasiemki” i towarzyszów

Osławiona banda terorystów z pl. Kercelego, działających pod wodzą bebeesowskiego działacza i radnego miejskiego Łukasza Siemiątkowskiego, lat 55, noszącego przezwisko „Tasiemka”, oraz jego pomocnika Leona vel Panteleona Karpińskiego, zwanego „królem” Kercelaka, stanie wreszcie w poniedziałek przed sądem okręgowym w Warszawie. Ujęty w ramy aktu oskarżenia opis bandyckiej działalności szajki, liczącej 14 osób, podaje, że akty teroru rozpoczęły się na pl. Kercelego już w 1928 roku. Członkowie bandy wszyscy zaopatrzeni w rewolwery, nachodzili straganiarzy, żądając haraczu. Wrazie odmowy grozili biciem, albo pozbawieniem życia. Nierzadko groźby te obracały się w czyn.

Handel na pl. Kercelego (Kercelaku) w Warszawie - lata trzydzieste XX wieku

Handel na pl. Kercelego (Kercelaku) w Warszawie – lata trzydzieste XX wieku

Radny bebeesowski Siemiątkowski, nie zawsze osobiście przebywał na placu Kercelego. Miał tam godnego zastępcę w osobie Karpińskiego, który, teroryzując wszystkich handlujących zasłużył sobie na przydomek „króla Kercelaka”.

Wykonawcami woli „Tasiemki” i „króla Kercelaka” byli: Judka Sztajnworf, Czesław Janiak, Hersz Dusznicki, Chaskiel Kantor, Stanisław Jakubczak, Aron Perelman, Aleksander Bocheński, Stanisław Cieśliński, Adam Plackowski, Wacław Osmański, Szymon Zajwel, Szmigiel i Gamlin Lipszyc. Karpiński dowodził nimi wszystkimi i wydawał im rozkazy, które wykonywane były ślepo, a nawet z przesadą gorliwością.

Akt oskarżenia, opierający się jedynie na zeznaniach poszkodowanych kupców, których część napewno machnęła ręką na swe krzywdy, nie chcąc dochodzić ich przed sądem, zawiera jednak opis 44 aktów teroru w stosunku do 29 kupców.

29 kupców skarży o 44 akty teroru

Karpiński i Sztajnworf jeszcze w 1928 roku zgłosili się do Izraela Chila Pajczera, żądając zapłacenia 1000 złotych. Żądanie to spotkało się z oporem kupca, jednak, gdy pokazali mu rewolwery i zagrozili zabiciem, z obawy o życie zapłacił 800 złotych. W 1931 roku ci sami ściągnęli Pajczera z targu, sprowadzili go do pobliskiej bramy i zażądali zaraz 200 złotych. Pajczer odmówił. Wtedy Karpiński chwycił go za ubranie i począł uderzać nim plecami o ścianę. Sto złotych powędrowało z kieszeni kupca do rąk bandytów.

Od Szmula Lamperta wymusili Karpiński, Sztajnworf i Kantor 110 złotych. Był to tylko wstęp. Po pewnem czasie wezwano Lamperta do restauracji, gdzie zgromadzeni członkowie szajki zażądali 200 złotych. Lampert wykręcał się, że nie ma pieniędzy, obiecując zapłacić na drugi dzień 100 złotych. Nie zrobił jednak tego i został przez Karpińskiego mocno pobity. W rezultacie Sztajnworf zainkasował od niego żądane pieniądze.

Gdy na placu Kercelego zjawili się nowi przekupnie, Benjamin Fuks i Dawid Portugał, i zaczęli handlować ubraniami, Karpiński zobaczywszy ich zażądał paruset złotych za prawo handlowania, grożąc w razie odmowy zabiciem. Handlarze nie zastosowali się do życzenia wszechwładnego „króla” Kercelaka, wobec czego banda zaprowadziła ich na „dintojrę” do „Baru Polskiego”. Zebrani członkowie bandy, wszyscy uzbrojeni w rewolwery, urządzili sobie na koszt kupców obfitą libację. Rachunek musieli zapłacić handlujący.

Za zajęcie miejsca na placu musiał zapłacić Karpińskiemu i Sztajnwortowi sto złotych handlujący garderobą Majer Hersz Klepfisz. Wzywano go często do restauracji, gdzie zbierali się członkowie szajki i musiał pod groźbą rewolwerów płacić za nich rachunki.

Z okazji zatargu ze swym sąsiadem Ichok Szylgold wezwany został na sąd polubowny. Był to sąd kupców. Dowiedział się o tem Karpiński i oświadczył, że tylko on może ten spór rozsądzić, bo to jest jego rewir. W restauracji na Smoczej odbyła się „dintojra”, za którą obciążono kosztami Szylgolda. Pod grozą rewolwerów musiał zapłacić Sztajnworfowi 100 złotych.

Trzysta złotych kosztowało Joska Edelista niebaczne odezwanie się, iż nie boi się bandy Karpińskiego. Przyszli doń Karpiński ze Sztajnworfem, pokazując rewolwery i zagrozili mu zabiciem. Oprócz grzywny kazali, by zafundował im kolację w restauracji. Rachunek wyniósł 74 zł.

Później Karpiński zażądał zapłacenia 500 zł., a gdy Edelist odmówił, „król” Kercelaka nasłał na niego dwóch członków szajki, Bocheńskiego i Plackowskiego. Pobili kupca dotkliwie żelazem po głowie. Po dwuch tygodniach zażądał znów Karpiński 300 złotych. Edelistowi udało się wykupić za cenę 150 złotych.

Po przyłożeniu rewolweru do głowy kupca Chaima Benjamina Siekierki, banda wymusiła od niego 300 złotych.

Spodobały się Karpińskiemu spodnie, sprzedawane przez Moszka Joska Szwarcberga. Zażądał więc od niego – 150 par. Kupiec dał spodnie, myśląc, że otrzyma za nie pieniądze. Gdy zwrócił się do Karpińskiego o zapłatę, „król” Kercelaka zbił go i później wziął jeszcze towaru za 280 złotych.

Od Urysza Regena zażądał Karpiński natychmiast 20 złotych. Regen próbował oponować, jednak uderzony rewolwerem w piersi, wyjął pieniądze i dał.

Od kupcowej Estery Martyn, Karpiński zażądał 200 złotych. Zaczęła się targować, czem tak rozzłościła Karpińskiego, że wyjął rewolwer i zapowiedział, że każe ją pobić. Zmuszona była dać 150 złotych.

Za pozwolenie handlowania na placu zażądał Kantor 500 zł. od Lejzora Szajmana. Kupiec nie zgodził się. Pobito go rewolwerami. W napadzie brała udział szajka pod wodzą Karpińskiego. Bojąc się o swe życie Szajman uległ żądaniu Kantora, dał mu 150 zł. a Karpińskiemu 200 zł. Prócz tego zabrali mu towaru za 100 złotych.

Sprzedał swój stragan na pl. Kercelego Hersz Frajtag, nie mogąc handlować nadal w tych warunkach. Karpiński, Janiak i Ciepliński nie zapomnieli jednak o nim i przyszli, żądając pieniędzy dla siebie. Gdy kupiec odmówił, Janiak napadł na niego i ciężko go pobił. Zgłosili się do Frajtaga jeszcze raz i wówczas zapłacił Karpińskiemu 50 dolarów.

Nuchym Drumlewicz został napadnięty przez Dusznickiego. Terorysta zapowiedział mu, że zmusi go, by przestał handlować. Po tygodniu Karpiński, Sztajnwort i inni wezwali Drumlewicza na sąd polubowny. Kupiec udał się ze skargą do „Tasiemki” i spytał go, za co został pobity. Radny Siemiątkowski odpowiedział, że wie o całym wypadku i w tej sprawie przyjdą do kupca Karpiński i Sztajnwort. Po dwu dniach Drumlewicza wezwano na „dintojrę” do restauracji przy ul. Siennej. Siedział już tam za stołem Siemiątkowski w otoczeniu Karpińskiego, Sztajnworta i innych. Drumlewiczowi kazano zapłacić rachunek i Siemiątkowski zażądał od niego 300 zł. Kupiec zaczął prosić o litość, że nie ma pieniędzy. Odroczono mu więc termin i rozłożono grzywnę na dwie raty. Karpiński zagroziwszy rewolwerem, zmusił go do zapłacenia 150 złotych, a później i reszty.

Arsenał bandy i aresztowania

Wiadomość o tych chicagowskich stosunkach, panujących na pl. Kercelego, doszła najpierw do „związku bezpartyjnych Żydów”. Poczęli się tam zgłaszać ze skargami kupcy, handlujący na placu Kercelego.

„Bezpartyjni Żydzi” zawiadomili o tych skargach Komisarjat Rządu. Przeprowadzono dochodzenia prokuratorskie oraz dokonano całego szeregu rewizyj, które doprowadziły do odebrania broni od członków szajki.

W mieszkaniu radnego „Tasiemki” znaleziono istny arsenał. Zabrano pięć pistoletów automatycznych: kalibru 7,75 i 6,35, parabellum, dwa mauzery z kolbami, dwa kordy, bagnet, szpadrynę, (kastet), naboje i magazyny. „Król” Kercelaka, mający tam stragan, przechowywał u siebie browning, a nawet środki opatrunkowe. Rewolwer i naboje znaleziono też przy Cieślińskim.

Banda czternastu terorystów odpowiadać będzie przed sądem za rozbój. Zgromadzono przeciwko nim obfity materjał obciążający. Żaden z oskarżonych do winy się nie przyznaje i wszyscy oświadczają, że nie wymuszali pieniędzy od nikogo.

Na rozprawę sądową powołano przeszło 100 świadków z pośród handlujących na pl. Kercelego.

Wszyscy oskarżeni, prócz „Tasiemki” odpowiadają z więzienia. Jedynie Siemiątkowski przebywa na wolności za kaucją 500 zł.

W procesie bierze udział kilkunastu znanych obrońców. Przewód sądowy potrwa około dwu tygodni.

Dziennik wydawany w Warszawie od roku 1932. Po połączeniu w roku 1935 z dziennikiem ABC, wychodził pod nazwą „ABC Nowiny Codzienne”.

Close