„Mobilizacja” na Wołyniu

„Farmazoni” ogłosili pobór wojskowy – Lekarz „japoński” bada rekrutów i rezerwistów

Z polskiego Wołynia nadchodzą fantastyczne wieści. W kilkunastu miasteczkach oraz w kilkudziesięciu wioskach ogłoszono zaciąg ochotnika do armji japońskiej. Wymieniane są wszelkie rodzaje broni, piechota, kawalerja, artylerja, marynarka, nawet lotnictwo. Każdy, za niewielką opłatą wpisowego, może otrzymać przepustkę na Daleki Wschód.

Agenci występują w przepisowych „frenczach” i noszą czapeczki przypominające model japoński. Namawiają chłopców do wyjazdu, obiecując wysoki żołd za bicie „kitajców”. Werbunek odbywa się bez większych formalności. Poprostu „lekarz japoński”, asystujący podczas pertraktacyj, zagląda kandydatowi do gardła, bada puls i wystawia jakieś świadectwo z nieczytelnemi znakami.

Zaciągnięcie się do wojska jest dość kosztowne. Za wyrobienie prawa służby w japońskim pułku ułańskim oszuści żądają 20 dolarów, za służbę w lotnictwie tyleż, za zapisanie się do piechoty 10 dolarów. Najdrożej jest oceniany pierwszy pułk szwoleżerów japońskich, bo aż na 35 dolarów.

Po wpłaceniu należności, wieśniak otrzymuje „przepustkę” do Japonji przez Gdańsk. Agenci oświadczają mu zazwyczaj:

– W Gdańsku zgłosicie się, gospodarzu, do wojskowej misji japońskiej, to tam wydadzą wam koc, buty, nowy garnitur, pieniądze na drogę i szyfkartę. Pojedziecie morzem, bo rusek teraz nie przepuszcza.

Wieśniacy, wyzbywają się krów i koni, zbierają się grupami, byle dotrzeć do Gdańska. Dowiadują się na miejscu, że nikt nie słyszał o istnieniu japońskiej misji wojskowej.

Po powrocie do wsi rodzinnej, kmiotek taki przez długi czas nie może zrozumieć, jak to jest naprawdę z tymi „Japońcami”. Pisuje do władz podania, łazi po urzędach, zaczepia prawdziwych rekrutów, pytając, czy czasem nie jadą na Daleki Wschód.

W Równem, na rynku, zgromadzili się przed kilkoma dniami wieśniacy z okolicznych wiosek i przez pół dnia siedzieli cierpliwie. Podchodzi policjant i pyta:

– Na kogo tak czekacie?

– Na generała, panoczku. Japoński generał miał przyjechać i zabrać nas na kolej. My do wojska wstąpili, na wojnę z Kitajem…

Oprócz powiatu rówieńskiego, oszuści zdążyli już zmobilizować okolice Baranowicz, Włodzimierza Wołyńskiego, Radzynia, a ostatnio ukazali się niedaleko Warszawy, mianowicie w Siedlcach.

Dziennik wydawany w Warszawie od roku 1932. Po połączeniu w roku 1935 z dziennikiem ABC, wychodził pod nazwą „ABC Nowiny Codzienne”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close