Anonimowy turysta angielski pisze uszczypliwie o wsi polskiej

W jednym z numerów „Times’a” pojawił się uszczypliwy artykuł jakiegoś anonimowego korespondenta na temat polskich dróg. Podajemy go jako curiosum:

„W Polsce lekceważono sprawę budowy dróg, to też nawet szosy mają charakter pierwotnej, poczciwej imprezy, a boczne drogi są wręcz urocze w swej prymitywności. Dróg w pojęciu angielskiem prawie że niema w Polsce. Jedynie Śląsk posiada kilka wspaniałych szos, wybudowanych za czasów niemieckiej okupacji. W zimie główne trakty pokryte są grubą warstwą śniegu. Można je przebyć jedynie saniami. W lecie tonie się w piachu, a reperuje się tylko wówczas, gdy jakiś niezwykłych rozmiarów dół wymaga reperacji. W takim razie zasypuje się go polnemi kamieniami, zebranemi przy drodze.

Temi polskiemi drogami ciągną bezmyślne stada świń, kur, krów i gęsi. Płoszy je tylko z rzadka koń ciągnący wóz, na którym śpi smacznie woźnica. W okolicach lesistych jest cokolwiek inaczej. Ongi wędrowali tędy krzyżowcy. Szli temi samemi, odwiecznemi traktami. Niejeden spoczął snem wiecznym, w cieniu szumiących sosen. Niejeden poniósł śmierć podczas potyczki. Pozostały po nich kopce, które przypominają, że tutaj ludzie walczyli i ginęli za dobrą sprawę.

Leśne drogi ciągną, się milami poprzez gęstwinę drzew i jasne polany. Zachody słońca mają tutaj szczególny urok. Drzewa zdają się płonąć, a dróżki toną w blasku. Pod wieczór gaśnie pożar słoneczny, ciemności zalegają las. W okresie żniw wieśniaczki wloką się drogą, zgarbione pod ciężarem worków przewieszonych przez ramię. Dźwigają w nich ziarno lub kartofle, ukradzione ze spichrzy swego chlebodawcy. Czasem w lesie słychać trzask strzelaniny – to zielono ubrani gajowi, ścigają kłusowników. Chłopi uciekają, rozglądając się płochliwie, a z głębi lasu płynie hasło gajowych. Przeważnie udaje się im uciec i zmylić pogoń, czasami jednak wpadają w ręce strażników. Jeżeli straty są poważne, wówczas baby dostają kije i wypędza się je z lasu, ale prędzej czy później wracają, pociągnięte urokiem niebezpieczeństwa. Tak już przywykły do popełniania kradzieży, że się to stało ich drugą naturą. Najpobożniejsi chłopi godzą te dwie natury ze sobą. Idą do księdza, spowiadają się, otrzymują rozgrzeszenie i – wracają do domu, z workiem pełnym skradzionego zboża.

Na skrzyżowaniach polskich dróg widać, przyczepione do drzew, niewielkie kapliczki, zawierające zazwyczaj podobiznę Najświętszej Panny z Dzieciątkiem i różańcem. Czasem u stóp takiego drzewa ktoś usiłował założyć ogródek. Kilka nędznych kwiatków wyrasta z piasczystego gruntu. Polski chłop może minąć w ciągu dnia sto takich kapliczek, ale za każdym razem przeżegna się pobożnie i zdejmie czapkę.

W niedzielę zarówno wieśniak, jak i dziedzic, śpieszą do kościoła. Drogi roją się wówczas od barwnego tłumu. Wędruje się godzinami, niosąc buty w rękach. W niektórych okolicach posiadanie konia i wozu świadczy o bogactwie. Zamożny gospodarz jedzie do kościoła drabiniastym wozem, wymoszczonym sianem. Na kupie siana siedzi gospodyni w chuście z czarnej koronki, otoczona gromadką dzieci. Właściciel majątku również jest „oceniany” według ilości posiadanych koni. Mają go za nic, jeśli nie pojedzie do kościoła powozem, zaprzęgniętym w sześć koni. Bywa jednak zwłaszcza zimową porą, że się zaprzęga dwanaście i dwadzieścia cztery konie do powozu.

Ludzie, którzy czują sentyment do tych odwiecznych traktów, modlą się, by ich nie dosięgła cywilizacja…

Tyle – anonimowy turysta angielski. Ciekawe kto mu towarzyszył w wędrówce po Polsce i kto mu udzielał „wyczerpujących” informacyj ?

Pismo narodowo-katolickie wychodzące w Poznaniu od roku 1890 jako „Postęp”. W roku 1927 zmieniło nazwę na „Nowy Kurjer” i ukazywało się aż do wybuchu II Wojny Światowej. Jak dowiadujemy się z pierwszego po zmianie nazwy wydania, pismo „będzie zwalczało bezwzględnie wszelkie prądy wywrotowe, działające na szkodę państwowości polskiej, Kościoła katolickiego i kultury chrześcijańskiej, potępiając i zwalczając w pierwszym rzędzie wpływy żydowskie w życiu polskiem”

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close