Jak się dziś żyje w Niemczech

Berlin, w październiku.

Wszyscy, którzy znali dawny, t. zwany republikański Berlin, zauważyli, że stolica Trzeciej Rzeszy spoważniała nad miarę. Rzecz jasna, że źródło owej powagi Berlina i całych zresztą dzisiejszych Niemiec nie tkwi tylko w fakcie stałego wkładania obywatelom w uszy, że wesołość nie przystoi w Trzeciej Rzeszy. Tkwi ona również w obecnej sytuacji gospodarczej. Poprostu przecięty obywatel nie ma za co szastać się. Czasy się zmieniły. Berlin przeżył już po wojnie różne fazy: zarówno krwawe walki uliczne, jak i wesołe uliczne korowody. Gdy narodowy socjalista znalazł się u władzy, skończyło się jedno i drugie. Przeciwnicy polityczni hitlerowców zostali zmieceni i nie było z kim walczyć. Zaś na ulicę wyległy długie szeregi kombatantów narodowo-socjalistycznych.

Gdy rewolucja narodowo – socjalistyczna wypchnęła swych ludzi na szczyty, opustoszały kabarety i kawiarnie. Głodni wołali o chleb. A o ten chleb wówczas było trudno. – Jedni mieli go zawiele, inni zamało. Siedmiu milionom bezrobotnym trzeba było znaleźć pracę, trzeba było te olbrzymie masy wraz z ich rodzinami nakarmić. Narodowy socjalizm wprzągnął ludzi do ciężkiej pracy, zmusił ich do zapomnienia o przyjemnościach, o kabaretach, o wesołych korowodach. Ze szpalt wszyskich dzienników zaczęła wiać powaga; we wszelkich enuncjacjach członków rządu czy dygnitarzy partyjnych odbijała się ta powaga. Niemcy całe zamieniły się w jakiś ogrójec pokutny. Atmosfera stawała się coraz cięższa. Ludzie uginali się pod brzemieniem jakiegoś ciężaru. Aż wrócili do swych dawnych przedwojennych przyzwyczajeń i nawyczek. Kawałek kiełbasy, podlany kuflem dobrego piwa, zdołał w tych ciężkich czasach wprowadzić przeciętnego obywatela w dobry humor. Cygarko, zapalone po obiedzie, wywołało wrażenie błogości. Tęsknota za zgiełkiem „republikańskim” utonęła poprostu w kuflu piwa.

Tak oto powoli życie szarego obywatela wróciło do pewnej normy. -Zarobek nie jest wysoki, ale pozwala na jakie takie życie. Jest chleb codzienny, choć niema na przyjemności. Ale, że masy pragną przyjemności, więc im się od czasu do czasu urządza jakiś wielki „Aufmarsch”. Orkiestry, sztandary, dziesiątki, a nawet setki tysięcy brunatnych żołnierzy partyjnych, przemówienia, ćwiczenia i rewja odrodzonej armji. Obywatel ma sposobność wykrzyczeć sie w nieustannym „Sieg-Heil!”

Czasem zbraknie do chleba kawałka kiełbasy, lub masła. Przyciąga się pasa, milcząco i zaczyna się pomrukiwać zcicha: bieda. Ale wystarczy rzucić masie w ofierze kilku rzeźników, aresztowanych za podbijanie cen, aby osłodzić ową pigułkę biedy.

Czy jednak ta powaga jest istotna? Jakie takie przyjemności jeszcze nie zniknęły zupełnie. Prym wiodą dwa variete: Wintergarten i Scala. Oba lokale stale nabite po brzegi. Czy w początku miesiąca, czy pod koniec, wszystko jedno. Przed kasą stoją co wieczora ogonki. Kawiarnie natłoczone. Pierwszorzędne kina maja sale stale wyprzedane. Na premjery filmowe jedzie się jak na bale. Masy maję swoje lokale, w których huczek jest jeszcze głośniejszy. Niby niema dewiz, niby niema surowców, ale przeciętny obywatel ma na wszystko. Tylko to jest przedziwne, – że humory chowają się gdzieś po knajpianych kątach, jakby się wstydziły, aby nie razić w narzuconej powadze .

A na ulicy widzi się twarze surowe, niemal ponure, nadające oblicze całemu miastu. Ciężka atmosfera przygniata dosłownie.

A.T.

Pismo narodowo-katolickie wychodzące w Poznaniu od roku 1890 jako „Postęp”. W roku 1927 zmieniło nazwę na „Nowy Kurjer” i ukazywało się aż do wybuchu II Wojny Światowej. Jak dowiadujemy się z pierwszego po zmianie nazwy wydania, pismo „będzie zwalczało bezwzględnie wszelkie prądy wywrotowe, działające na szkodę państwowości polskiej, Kościoła katolickiego i kultury chrześcijańskiej, potępiając i zwalczając w pierwszym rzędzie wpływy żydowskie w życiu polskiem”

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close