• Panorama
  • / 15.04.1934
  • / Łódź
  • / Rok 2, Nr 15

Czy język polski jest nieprzyzwoity?

Zmartwienie pana Krzysztofa Wiesiołowskiego w 1823 roku

W jednym z ostatnich numerów „Tygodnika Ilustrowanego” ukazał się ciekawy artykuł Juljana Zborowskiego pod powyższym tytułem. Zamieszczamy poniżej wyjątki z tego artykułu.

Pan Krzysztof Wiesiołowski urodził się w roku 1741. Należał on do „naprawicieli” ojczystego języka.

Wiadomo, że tacy „specjaliści” mają o wiele więcej językowych zgryzot, niż gramatycy i lingwiści, i że zwykle wynajdują takie problemy, o jakich się nauce nawet nie śniło.

Nasz Wiesiołowski w galerji językowych czyścicieli zajmuje odrębne, całkiem osobliwe miejsce. Jest to moralista językowy, bolejący szczerze, iż w polskim języku jest tyle nieprzyzwoitości.

Cenne odkrycie wydrukował nasz autor własnym kosztem i nieliczny nakład broszurki rozdał przyjaciołom.

Czem się tak martwił pan Krzysztof, gdy pisał rzecz „O niektórych nieprzyzwoitych wyrazach języka Polskiego”?

Oto jego zdaniem wszystkie języki początkowo „miały pewną ostrożność i nieprzyjemność w wyrazach„. Z biegiem czasu zmiana obyczajów i „dobry sposób myślenia” wprowadziły poprawę, np. u Greków i Rzymian. Toteż przykro Polakowi wstydzić się, że w jego rodzinnym języku jest „tyle nieprzyzwoitości, iż nie można wstrzymać się od skazania ich na wieczne wytępienie„.

W przekonywującym wywodzie zwalcza nasz autor te „niektóre zwyczaje i nałogi w mowie”. Ostro je osądza. „Są to plamy, cechę barbarzyństwa noszące„. Nic nie usprawiedliwia podtrzymywania nadal językowych nieprzyzwoitości i nieprzyzwoitych wyrazów. Bo „jeżeli grube wieki wprowadziły w język nasz sposoby mówienia obrażające uszy, wiek polerowny, w którym żyjemy, powinien je poprawić„.

Słuchajmy!

Wyrazy, o których chcę mówić, tak są nieprzyjemne, że ile razy zdarzyło mi się znajdować w posiedzeniu z osobami nieznającemi języka naszego, uważałem to nie bez gniewu, że niektóre, zupełnie w brzmieniu i zakończeniu słów zgadzają się z nieprzyzwoitemi wyrazami języka niemieckiego, wzbudzały pośmiewisko, krzywdzące nasz język„.

Po tym wylewie irytacji następuje dość obfity słownik owych „nieprzyzwoitości”, a więc: aptekarz, arędarz, bakalarz, bednarz, brewniarz, bajarz, bibljotekarz, drukarz, farbiarz, golarz, korytarz, malarz, pisarz, sekretarz, żeglarz i wiele innych zakończonych sufiksem – arz, który naszemu autorowi kojarzył się nieprzyzwoicie z niemieckim wyrazem Arsch.

Istotnie niemało pornografji w polskiej mowie! Rozumiemy teraz cierpienia dobrego patrjoty w 1823 r.

Cóż jednak zrobić z tak rozpowszechnionem „barbarzyństwem”, pochodzącem z „grubych wieków”? Wytępić tych wyrazów niepodobna. Sam Wiesiołowski to przyznaje. Ale można przecież generalnie zmienić końcówkę.

Odrazu sprawy nie da się uskutecznić, ale powoli dojdziemy do upragnionego wyniku. Przecież już w szkołach początkowych nauczyciele mogą uczyć wymawiania i pisania: drukar, żeglar i t. d. A wpływ wybitnych pisarzy, to nic?

Sprawa ważna! Idzie przecież o narodową godność. Na alarm bije pan Krzysztof i gorąco apeluje do kulturalnego społeczeństwa.

*

Płomienne wezwanie pana Wiesiołowskiego minęło bez echa. Jak za jego czasów, tak i dziś mowa polska wlecze za sobą spadek „barbarzyńskiej” epoki i nadal grzeszy „niektóremi nieprzyzwoitemi wyrazami”: aptekarz, drukarz, dygnitarz, dziennikarz, księgarz, lekarz, malarz, pisarz, sekretarz.. i t. d.

Juljusz ZBOROWSKI.

Tygodnik ilustrowany wydawany w Łodzi przez wydawnictwo „Republika” w latach 1933 – 1939. Pismo o zasięgu ogólnopolskim.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close