• Panorama
  • / 29.04.1934
  • / Łódź
  • / Rok 2, Nr 17

„Egzotyczna” Warszawa przez okulary cudzoziemca

W dzienniku niemieckim „Der Tag” ukazała się korespondencja z Warszawy. Autor tej korespondencyjki, zatytułowanej „Zagadki na karcie restauracyjnej” spojrzał na naszą stolicę pod zabawnym kątem.

Oto jak patrzy pan Paul Steinfurth:

„Polska nie jest krajem wina, toteż niema tu, jak w Berlinie probierni, w których wraz z przyjaciółmi można spędzić przy lampach wina miłe godziny. Niema nawet piwiarni, jak w całych Niemczech. Polak nie jest piwoszem. Polak idzie do lokalu aby jeść…

Bardzo popularna w całym kraju jest wódka. Wódka jest coprawda gorzałką kartoflaną, ale destyluje się ją tak długo, aż traci gorycz samogonu. To też gatunki, używane w eleganckich lokalach nazywają się „Czysta”. Istnieje również destylat jarzębowy, t. zw. „jarzębiak”. Jest to silny i doskonały napój, którego wysoka jakość pochodzi podobno stąd, że zagrzebuje go się w beczkach na dziesięć lat w ziemię. Błogosławiony, kto wierzy, ale w każdym razie napój smakuje cudownie.

Słowo „restauracja” jest prawie nie używane w Polsce, to też gdyśmy późnym wieczorem przybyli berlińskim pociągiem do Warszawy, długo szukaliśmy lokalu, gdzie moglibyśmy coś zjeść. Dopiero po dłuższej wędrówce zorientowaliśmy się, że napis „bar” na szyldach – to polska „restauracja”. Otrzymaliśmy tam przewspaniałe potrawy z cudowną smażoną kiełbasą na czele. Na charakterystycznym bufecie stoją masy zakąsek, sałatek, nadziewanych ryb, a przedewszystkiem setki kanapek ze śledziem, kiełbas, szynek i wszelkich możliwych, niedających się zdefiniować, ale nader smacznych past.

Przed bufetem stoją stoły, niekiedy wysokie stoły ze specjalnemi stołkami barowemi, które jedynie może przypominają bary zagraniczne. Przy tych stołach zasiada eleganckie towarzystwo, bardzo często oficerowie w mundurach. Gdyby byli w towarzystwie damy, weszliby kilka kroków dalej i zajęliby miejsce przy pięknie biało nakrytym stole.

Zakąskom i kanapkom nie ustępują wcale miejsca inne potrawy. Francuska kuchnia jest słynna ze swych finezyj, a polska jest z nią spokrewniona i może być obok niej postawiona. Kuchnia polska jest kuchniś mięsną, gdyż mięso jest tu bardzo tanie. W pełnych towaru sklepach rzeźnickich kilo mięsą kotletowego kosztuje 1.80 złoty, co wynosi za funt 43 fenigi. Drób jest również bardzo tani. Tłusta kura kosztuje około 1.50 marki. Masło jest tanie, jajko wypada po trzy fenigi, – używanie zaś czystej śmietany nie jest tu wcale luksusem. Wszystkie potrawy są po książęcemu przyrządzane. – Trzeba warszawskim kucharzom zrobić komplement, że kładą wiele fantazji i gustu w patelnię.

Ale cóż z tego wszystkiego, kiedy nic nie można zrozumieć z karty dań. Gdy kelner stał spokojnie z drażniącą cierpliwością, ja na chybi trafi zatrzymywałem palec na jakimś nieznanym karkołomnym wyrazie. Z tego też powodu przez długie tygodnie zamawiałem wyłącznie szczupaka wiślanego. Apetyt jest dobrym nauczycielem języków, ale polski język jest strasznie ciężki.

Ale prawie w każdym lokalu jest cudowny sposób dla cudzoziemców. Mianowicie – kociołki niklowe, wpuszczone w bufet, które zawierają cudowne potrawy, począwszy od kwaśnawo – słodkawego duszonego ozoru, a skończywszy na gulaszu z grzybami. Wystarczy tylko wskazać, a kucharz chętnie podnosi pokrywy i można wtedy sobie dowolnie wybrać, przyczem potrawy w kociołku nie kosztują więcej, niż 50, 60 fenigów. Jest coś nadzwyczajnie pięknego – „bigos”, co po naszemu znaczy mniej więcej „nieład, gmatwanina”. Jest to mieszanka kwaszonej kapusty z kawałkami kiełbasy i mięsa. Bigos jest polską potrawą narodową, która smakuje tak samo księciu, jak i robotnikowi”.

Artykuł powyższy, jak widzimy, jest owocem gruntownych studjów utalentowanego reportera nad naszym krajem. Pan Steinfurth nie poszedł utartym śladem Knickerbockerów, którzy usiłowali poznać nasz kraj przez rozmowy z dyplomatami, z przedstawicielami społeczeństwa i przez studjowanie cyfr. Pan Steinfurth odkrył nową metodę: „poznasz naród, gdy dowiesz się jak on je”. Dzięki swemu inteligentnemu podniebieniu, zadanie powiodło mu się nadzwyczajnie. Cały świat pozna nasz naród dokładnie z przenikliwego reportażu pana Steinfurtha.

Ach, ten kwaśnawo-słodkawy duszony ozór!

JONNY.

Tygodnik ilustrowany wydawany w Łodzi przez wydawnictwo „Republika” w latach 1933 – 1939. Pismo o zasięgu ogólnopolskim.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close