• Panorama
  • / 20.05.1934
  • / Łódź
  • / Rok 2, Nr 20

EGON ERWIN KISCH

Sing-Sing dom okropności

Nie wiemy zupełnie, dlaczego żelazna brama, która prowadzi do lokalów administracyjnych do wnętrza, jest pomalowana całkowicie na kolor złoty. Przekraczamy tę złotą bramę i momentalnie ogarnia nas przerażenie! Wiele już widzieliśmy, czytaliśmy i słyszeliśmy, ale ten widok… Oto przed oczyma naszemi rozciąga się osławiony Main Cell Hall, zwany obecnie „Old Cellhouse”, okropne więzienie Sing Sing.

Więzienie Sing Sing - lata dwudzieste XX wieku (domena publiczna)

Więzienie Sing Sing – lata dwudzieste XX wieku (domena publiczna)

Proszę wyobrazić sobie prostokątny blok skalny długości 80 metrów, wysokości 20-u metrów a szerokości 5 metrów.

W skale tej wykopano z obu stron po 75 dziur, mimo że blok jest szeroki tylko na 5 metrów.

Cała 20-o metrowa wysokość jest podzielona na 10 pięter, z których każde posiada około 75 lochów.

Skała nie jest naturalna. Nie stoi tu od wieków. Wzniesiono ją sto lat temu w ten sposób, że odrazu powstawały we wnętrzu lochy. Pracę tę wykonali skazańcy, oszuści, może mordercy. Straszny gmach powstał po tej stronie Hudsonu, gdzie niegdyś indjanie szczepu Sinck-Sinck byli okradani, oszukiwani i mordowani przez ludzi, którzy sobie i swym potomkom zdobyli przez to bogactwo, władzę, szacunek, a przedewszystkiem prawo karania przestępców.

Ale skazańcy zbudowali dla siebie i swych następców tę kamienno-żelazną klatkę.

Trzy lata pracowali. Od 1825 do 1828 roku. Pięćdziesiąt lat potem, bo w roku 1878, budowla ta została uznana wręcz za niezdatną i szkodliwą dla zdrowia, ponieważ uwięzieni w niej ludzie zapadali na ciężkie, śmiertelne choroby płucne i choroby kości. Minęło jeszcze pięćdziesiąt lat, a w tych wilgotnych zimnych, niskich, ciasnych dziurach kamiennych wciąż jeszcze gnije 930 ludzi.

Jeden rok, – to najkrótszy okres pobytu w więzieniu. Wielu siedzi po dziesięć lat, wielu po piętnaście, nigdy nie brak dożywotnych. (Obecnie jest ich tam aż 128-u, nie licząc tych, którzy czekają w „domu śmierci” aż się zbierze odpowiednia partja skazańców, dla której opłaci się włączyć prąd elektryczny). Urzędowe wymiary celi więźnia brzmią następująco: wysokość 6 stóp (1,80 cm), szerokość drzwi 54 cm, wnętrza 3 stopy (90 cm), długość 7 stóp (2,10 cm).

Cela w więzieniu Sing Sing

Cela w więzieniu Sing Sing

Wewnątrz znajduje się w czasie dnia drewniane łóżko, półka, a w nocy kubeł wypełniony ludzkiemi ekskrementami i jeden człowiek. Gruba płyta z lanego żelaza tworzy dolną połowę drzwi, górną, ciężką, masywna krata. Drzwi otwiera się nazewnątrz. Przy zamykaniu przesuwa się ponadto specjalną sztabę, która przechodzi jednocześnie przez wszystkie, to jest przez 75 drzwi całego piętra.

Na jednym z dziedzińców można obejrzeć coś, czego niema chyba w żadnem więzieniu na świecie: wielka klatka z ptakami. W przedziałach, mieniących się różnemi barwami skaczą, szczebioczą i gwiżdżą kanarki, kosy, papugi a nawet kolibry. Na pytanie skąd się biorą te okazy odpowiedziano nam, że są to podarunki dla więźniów. Dobrze, dlaczego więc ptaki te nie przebywają w celach, razem ze swymi właścicielami?

– Gdzie? W celach? Umrą w ciągu, trzech dni! Bardzo często chwytają więźniowie myszy i szczury, ale i te zwierzęta zdychają tam szybko. Nie mogą znieść tego powietrza.

Nic więc dziwnego, że człowiek, który musi noc w noc spać w tym stuletnim lochu, jest szczęśliwy, iż może wyjść z niego. Nawet, gdy idzie tylko do ponurych, niehygienicznych sal roboczych, w których stoją oddawna już się nie nadające do użytku maszyny.

Wyrabia się tu 185 rozmaitych artykułów. Czas pracy rozpoczyna się z ósmem uderzeniem dzwonu. O dwunastej godzinie więźniowie ustawiają się w szeregi i maszerują do sal jadalnych. Dalszą pracę kontynuuje się od godziny pierwszej do czwartej. Więźniowie są opłacani, a jakże – dostają półtora centa za siedmiogodzinny dzień pracy!

W szpitalu więziennym leży właśnie 62 chorych. Są to ludzie napół ociemniali, ludzie o strasznych guzach i węzłach na skręconych reumatyzmem kończynach, wreszcie ludzie wydający ostatnie tchnienie ze zniszczonych gruźlicą płuc.

Świątynia jest podzielona na trzy części. W środkowej odprawiają nabożeństwa katolicy, lewa służy protestantom, prawa żydom. Jest nawet specjalna kaplica dla członków armji zbawienia i Christian science, i każdy więzień może w słowach swej religii dowiadywać się o niezmierzonej łasce boskiej.

Podnosząc wzrok ponad książkę modlitewną, więzień widzi czerwone mury domu śmierci, gdzie umarli żyją tak długo, dopóki nie zawlecze ich się na elektryczne krzesło…

Idziemy dalej. Oto wznosi się przed nami nowiutki, jak „z igły” dom błyszczący wesoło czerwoną cegłą. Kosztował niemniej niż 30.000 dolarów i jest tego wart. Oficjalnie nazywa się „Condemnet Cell”, zaś ludzie z Sing-Sing nazywa ją go rzeźnią.

Dwadzieścia cel wyklętych tuzin dla mężczyzn (trzy są obecnie zajęte!), ćwierć tuzina dla kobiet, pól tuzina cel szpitalnych dla tych którzy zachorowali i są leczeni, aby można ich było stracić i pół tuzina cel „ostatniej minuty”, zwanych także „salami tańca”. Do sal tańca wlecze się ofiary w ranek poprzedzający chwilę stracenia. Od tych dwudziestu siedmiu klatek prowadzi długi korytarz do pokoju, o którym więźniowie mówią niechętnie i ze wstrętem…

Tu, moi panowie, możecie zobaczyć owe sławne krzesło, które jednoczy w sobie ducha średniowiecza z największem odkryciem czasów nowożytnych, elektrycznością. Na tem krześle siedziało już wiele mężczyzn i kobiet…

Nad drzwiami do „sali tańca” umieszczono jedno tylko słowo: „Silence”. W czterech rzędach pięknie wypolerowanych ławek jest miejsce dla dwunastu świadków. Wielkie, złotem błyszczące spluwaczki umieszczone tu są na wypadek, gdy któryś z dystyngowanych świadków uświadomi sobie, że żyje w dwudziestem stuleciu…

Egzekucje odbywają się tu o jedenastej godzinie wieczorem. Delikwent siada na krześle taksamo, jak wy teraz siedzicie. Przymocowane do krzesła pasy skórzane krępują mocno pierś, ramiona i nogi ofiary. Nie trwa to długo, ponieważ pracują przy tem trzej wykwalifikowani dozorcy więzienni. Taksamo prędko umocowuje się kontakt na prawej nodze skazanego i nakłada na ogoloną czaszkę maskę skórzaną, zanurzoną uprzednio w solonej wodzie. Wtedy lekarz naczelny, dr. Sweet, daje znak człowiekowi przy kontakcie.

Człowiek przy kontakcie -to mr. Robert Elliot z Long Island. Doskonałe zarobki ma ten jegomość – 150 dolarów za każdą egzekucję, za jeden nieznaczny ruch przy tablicy rozdzielczej. Pozatem nie ogranicza się on tylko do Nowego Jorku. Pracuje i w innych stanach, on też chlubi się uśmierceniem Sacco i Vanzettiego! To mu się jednak niebardzo opłaciło, ponieważ niedawno obrzucono mu zato, dom bombami, które zniszczyły katowski majątek.

Czynność pana Elliota polega więc na nieznacznym ruchu, który wywołuje prąd o wysokości 2000 Volt obniżony następnie na 500 Volt i znów podniesiony na 2000. Po dwóch minutach dr. Sweet daje znak mr. Elliotowi, a ten wyłącza zabójczy prąd. Delikwent już nie żyje i zostaje przewieziony do sali anatomicznej, gdzie lekarze konstatują, co można zrobić z żywego, zdrowego człowieka w ciągu dwóch minut.

Warto jeszcze rzucić wzrokiem na majestatyczny Hudson w którego opalowych falach igrają promienie słoneczne.

Wszystko tam oddycha spokojem i wolnością.

Dobrze jest żyć!

Tygodnik ilustrowany wydawany w Łodzi przez wydawnictwo „Republika” w latach 1933 – 1939. Pismo o zasięgu ogólnopolskim.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close