• Pobudka
  • / 15.04.1939
  • / Przemyśl
  • / Rok 5, Nr 8

Rusini czy Ukraińcy?

Spotykamy się stale – tak w życiu codziennym jak i w prasie – z dwoma nazwami na określenie pewnej mniejszości narodowościowej w Polsce. Jedni nazywają ją – Rusinami, inni Ukraińcami. Jak się do tego ustosunkować i którą nazwę przyjąć? Bo jednak trzeba się wreszcie zdecydować na którąś z nich, używanie bowiem raz jednej raz drugiej powoduje tylko zamieszanie. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę z tego, że są Rusini, którzy nie chcą siebie nazywać ukraińcami, jak z drugiej strony istnieje duży odłam Rusinów, którzy dostają furii jeżeli się nie nazwie – „ukraińcami”.

Odłam ten, ogromnie ruchliwy politycznie, prowadzi wszechstronną propagandę nazwy „ukraina, ukraineć, ukraińśkyj” i trzeba przyznać, że propaganda owa daje im dobre rezultaty, tak, że dziś coraz częściej zaczyna się używać zamiast prastarej nazwy „Rusin”, nowej: „ukrainiec”. A jednak powinniśmy stanowczo wrócić do nazwy starej i tylko jej używać. Dlaczego?

Po pierwsze dlatego, że nazwa ta dla ludności ruskiej na naszych ziemiach ma uzasadnienie historyczne. Rusinami nazywaliśmy ich przez setki lat, a nie „ukraińcami”. Nazwa „ukrainiec” w żadnym okresie naszych dziejów nie odnosiła się do ludności ruskiej, mieszkającej na naszych ziemiach południowo-wschodnich czy ziemi wołyńskiej.

Po drugie dlatego, że nazwa Rusin nie zawiera w sobie tej pełnej jadu treści, jak nazwa „ukrainiec”. Z Rusinem żyliśmy całe wieki, zapisując niejedną piękną wspólną kartę pracy, krwi i ofiar dla wspólnej Ojczyzny. Mimo nawet sąsiedzkich zwad i nieporozumień, które zresztą i w najlepszej rodzinie się trafiają, nauczyliśmy się patrzeć na Rusina, jak na młodszego brata. Kochaliśmy go i rozumieliśmy się. Zjawienie się zaś u nas typu „ukraińca” zbiega się z okresem naszej niewoli i szczucia na nas przez podstępnego wroga Rusinów, których przemianowano na „ukraińców”. Z nazwą „ukrainiec” na naszych ziemiach łączy się tylko wspomnienie nienawiści do Polski, walk, a nawet zbrodni. Sądzę, że zbyteczne dłużej o tym pisać!

Po trzecie – nie wymaga zmiany nazwy Rusin na „ukrainiec” nasz język. Gdy mówi się, że przez używanie słów „Rusin – ruski” miesza się Rusinów z Moskalami, to trzeba odpowiedzieć, że język nasz na tyle jest bogaty, iż na nazwę Moskala ma słowo Rosjanin, a język Rosjanina po polsku nazywa się nie „ruski” (z jednym czy dwoma s) ale – rosyjski. Pozatem czy pewni Rusini nazwą siebie dziś „ukraińcami”, a jutro może „jeszcze inaczej” – nas to do niczego nie obowiązuje. Włosi nazywają siebie Italianami, Włochy zaś -Italią, a nie przychodzi im do głowy awanturować się o to, że my ich inaczej nazywamy. Węgrzy nazywają Polaków – „Lengyel”, Litwini – „Lenkai”, Polskę zaś – „Lenkija” i nikomu z Polaków na nerwy to nie działa. Poprostu tak się w ich języku nazywamy – i koniec!

Dlaczego więc irytuje się lub nawet wścieka ze złości Rusin, zwący siebie „ukraińcem”, jeżeli my używamy takiej nazwy, jaka jest zgodna z naszą historią i językiem? Na to pytanie oni mogą dać odpowiedź ale jej szczerze nie dadzą. To zresztą niepotrzebne – i my wiemy, dlaczego. Oto głównie dlatego, że tu nie idzie o samą nazwę, lecz o polityczne jej znaczenie, a ono z kolei dla nas bynajmniej nie jest obojętne.

Po czwarte – byłoby z naszej strony rzeczą śmieszną i tchórzliwą, świadczącą o naszej słabości, gdybyśmy sobie dawali narzucać używanie nazwy, do której możemy czuć uzasadniony wstręt, tak z racji jej powstania, jak i z racji krótkiej wprawdzie, ale krwawej, pełnej nienawiści do nas, jej historii na ziemiach Rzeczypospolitej Polskiej. A więc stanowczo, zawsze i wszędzie, jednej tylko używajmy na oznaczenie Rusinów nazwy zgodnej z historią i z naszym językiem – tą nazwą jest: „Rusin-ruski” – nie zaś: „ukrainiec-ukraiński”.

St. Jastrzębski.

Czasopismo społeczno-gospodarcze wychodzące w latach 1935 – 1939. Wydawne początkowo w miejscowości Turka nad Stryjem a następnie w Przemyślu. Od 1938 roku organ Związku Szlachty Zagrodowej.

Close