Czy Piłsudski uratował Sowiety? (cz. 2)

Z książki gen. Kutrzeby wynika, że Piłsudski chciał pomóc bolszewikom do zgniecenia Denikina. Ze stanowiska interesów Polski była to polityka słuszna, a w każdym razie w owym czasie mogła wydawać się trafną. Dziś bowiem wiemy, że bolszewizm jest wielkim, groźnym niebezpieczeństwem dla całej Europy, że Sowiety są wysoce nieprzyjemnym sąsiadem, ale w owym czasie przyszłość wyobrażano sobie inaczej. Powszechnie przewidywano, że bolszewizm potrwa jeszcze rok, dwa, a potem z krwawego chaosu wyłoni się nowa Rosja. Jedni sądzili, że będzie to znów imperialistyczna i nacjonalistyczna Rosja carska, inni – do tych mógł należeć Piłsudski – mniemali, że będzie lewicową republiką, zajętą reformami socjalnymi i nie myślącą o podbojach. Otóż taka Rosja byłaby lepszym sąsiadem niż Rosja Denikina, który nie rezygnował ani z Wilna ani z Łucka. W razie jego zwycięstwa wywiązałaby się między Rosją a Polską nowa wojna a przynajmniej zacięty i długi spór, w którym sympatie Zachodu zapewne nie byłyby po naszej stronie.

A więc Piłsudski chciał klęski Denikina. Ale czy z tego powodu może ktoś, np. nasz Instytut „Naukowego” Badania Komunizmu (z ks. Kwiatkowskim na czele) oskarżać go, że uratował Sowiety? Z zestawienia dat i faktów wynika, że bolszewicy uratowali się sami.

Kilka było ognisk ruchu „kontrrewolucyjnego”. Na Syberii działał Kołczak, na Krymie organizował armię Denikin, nad Bałtykiem – Judenicz. Ruchy tych wojsk nie były skoordynowane, a program „Białych” nie miał wielkiej siły atrakcyjnej i to uratowało rząd Lenina.

Kołczak poniósł klęskę już w lecie 1919 r. Walka toczyła się na bardzo szerokim froncie i niewiadomo, który z jej epizodów uznać za punkt zwrotny. W każdym razie jeśli nie w czerwcu, to w sierpniu 1919 r. bolszewicy uzyskali na froncie syberyjskim bezwzględną przewagę i pędząc wojska Kołczaka ku Mandżurii, mogli już część wojsk przerzucić na front południowy, przeciw Denikinowi.

Denikin posunął się bardzo daleko na północ i zagroził Moskwie. Szczyt jego powodzeń przypada na wrzesień 1919 r. W październiku sytuacja już zmieniła się na korzyść bolszewików, a w listopadzie Denikin poniósł stanowczą klęskę. Otóż zawieszenie broni (jeśli je tak można nazwać) zawarte przez Piłsudskiego z Leninem, mogło oddziałać na przebieg walk dopiero w grudniu. Biorąc bowiem pod uwagę ówczesny stan kolei rosyjskich, wojska ściągnięte z frontu polskiego mogły walczyć przeciw Denikinowi dopiero w grudniu 1919 r.

Inna rzecz, że bolszewicy może już wcześniej, przed tym faktycznym zawieszeniem broni przerzucali wojska z frontu polskiego przeciw Denikinowi. Może zachęcał do tego Lenina Julian Marchlewski, który już w lecie 1919 r, zetknął się z politykami polskimi w Warszawie? Może uzyskał jakieś obietnice? Alą to są rzeczy jeszcze niewyjaśnione.

Armia polska mogłaby była poważniej wpłynąć na losy walk „białych” z „czerwonymi”, gdyby wcześniej usadowiła się nad Ptyczą i Berezyną i gdyby była lepiej zaopatrzona. Należy pamiętać, że w maju i czerwcu 1919 r. dowództwo polskie ściągało wojska nad granicę zachodnią, obawiając się, że Niemcy nie podpiszą traktatu, przygotowanego w Paryżu i wojna zostanie wznowiona. To też np. w Małopolsce wojska polskie zostały tak osłabione, że Ukraińcy w czerwcu 1919 r. jeszcze raz poważnie zagrozili Lwowowi. Po podpisaniu Traktatu Wersalskiego pułki polskie znów zaczęły wracać na wschód. Pobito Ukraińców, a potem zaczęło się wypierać bolszewików. Jeszcze w sierpniu 1919 r. wojska polskie zajęły Bobrujsk nad Berezyną. Ale armia nasza była słaba, źle zaopatrzona, a zajęte obszary zupełnie niezorganizowane, to też dalszy pochód ku Dnieprowi byłby posunięciem dość ryzykownym.

Co zatem należało zrobić w listopadzie 1919 r., gdy bolszewicy proponowali jawne rokowania? Należało zawrzeć pokój. Nie było żadnej podstawy do przypuszczania, że w r. 1920 można będzie uzyskać lepsze warunki pokoju. Poco armia polska miała walczyć w r. 1920 z armią czerwoną, wzmocnioną wojskami, które pokonały Kołczaka, Denikina i Judenicza? To był wielki historyczny błąd, który się srodze pomścił.

Dużo przemawia za tym, że w listopadzie 1919 r. pełnomocnicy Lenina w Mikaszewiczach zgodziliby się na uznanie linii frontu za linię graniczną. Tak przynajmniej przedstawia sprawę oficjalna historiografia sowiecka, chełpiąca się, że dzięki „zwycięstwom Budiennego i Tuhaczewskiego nad Białopolakami”, Związek Sowiecki powiększył się o kilkadziesiąt tysięcy kilometrów kwadratowych, chociaż coprawda Polski zrewolucjonizować nie potrafił.

Otóż gdyby linia frontu z listopada 1919 r. stała się granicą, to Polska miałaby o dwa województwa więcej: jedno ze stolicą w Mińsku, drugie, podolskie ze stolicą w Kamieńcu Podolskim lub Płoskirowie.

Rozważania na temat „coby było, gdyby nie” są rzeczą niewdzięczną, ale w tym wypadku przyczynowy związek wydarzeń jest bardzo jasny. Pokój z Sowietami mógł być zawarty w marcu 1920 roku (o rok wcześniej niż faktycznie został zawarty), a wtedy straty wojsk polskich byłyby znacznie mniejsze. Ogólne straty armii polskiej od Iistopoda 1918 r. na wszystkich frontach oblicza się na ćwierć miliona ludzi. Z tej cyfry jednak trzy czwarte przypada na okres po wyprawie na Kijów. Walki o granice w r. 1918 i 1919 nie były bardzo krwawe. Dopiero pochód bolszewików pod Warszawę pomnożył liczbę wdów i sierot.

Inaczej wypadłyby walki plebiscytowe, gdyby Polska mogła, zawarłszy pokój na wschodzie, zwrócić na nie całą swą uwagę. Plebiscyt na Warmii i Mazurach odbył się wtedy, gdyby armie polskie znajdowały się już w odwrocie i bolszewicy zbliżali się do linii Bugu. Na Górnym Śląsku plebiscyt odbył się później, ale najazd bolszewicki na Polskę też odbił się na wynikach walki. Czy mógł wzbudzać wiarę w Polskę fakt, iż armia czerwona zdołała dotrzeć aż pod Warszawę i na Pomorze, a do walki z nią trzeba było użyć wszystkich sił nawet ze Śląska (pułk Strzelców Bytomskich)? Gdyby wojna na wschodzie zakończyła się na rok przed plebiscytem, Polska zdobyłaby na Śląsku nie 3, lecz 4 lub 5 tys. kilometrów kwadratowych. Naturalnie dużo zależało od nastawienia władz centralnych, bo wiemy przecież, ile przeszkód, wynikających z ignorancji lub obojętności, miał do pokonania niestrudzony komisarz plebiscytowy, Wojciech Korfanty.

Sprawy poszły innym torem. Odrzucono propozycje pokojowe Rosji, by w rok później zawrzeć pokój na znacznie gorszych warunkach i narazić kraj na wielkie straty w ludziach i materiale.

Książka gen. Kutrzeby o „Wyprawie kijowskiej” rzuca, jak widzimy, dużo światła na kampanię 1920 r. Sądzimy, że niemniej rewelacyjne fakty wyjdą na jaw z zakresu stosunków polsko-litewskich i polsko-niemieckich. Dlaczego Wilno odrazu w październiku 1920 r. nie zostało zajęte przez wojska, podlegające rządowi polskiemu, lecz przez „zbuntowane”, to kiedyś wyświetli historia. Rozjaśni ona również tajemnice stosunków polsko-litewskich w latach 1926-1935. Posunięcia Piłsudskiego w stosunku do Niemiec też oczekują jeszcze na bezstronnego historyka.

Wad.

Gazeta codzienna założona przez Wojciecha Korfantego i wydawana w Katowicach w latach 1924 – 1939. Czasopismo o profilu chrześcijańsko-demokratycznym. Jak czytamy w numerze pierwszym: „Zadaniem pisma naszego będzie głosić prawdę, bronić praw interesów społecznie słabych, wyjaśniać i tłumaczyć zjawiska społeczne i polityczne celem harmonijnej współpracy wszystkich obywateli dla dobra ogółu, dla wzmocnienia naszego bytu państwowego i rozwoju myśli chrześcijańskiej w życiu publicznym.”

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close