Katastrofa szkolnictwa w cyfrach

Jak wiadomo, preliminarz budżetu Min. W. R. i O. P. na rok 1937-38 wykazuje wzrost o 7.470.660 zł., w stosunku do bieżącego okresu budżetowego. Ta kwota użyta została głównie na powiększenie etatów o 4 tysiące w szkolnictwie powszechnym.

Już w bieżącym roku szk., – po raz pierwszy od r. 1930-31 – budżet lekko się powiększył przez wstawienie nowych dwu tysięcy etatów. Razem tedy w bieżącym i przyszłym roku szkolnym przybywa koło sześciu tysięcy etatów. To wszystko jednak jest „kroplą w morzu” w stosunku do ogromu potrzeb i do katastrofalnego załamania się oświaty w Polsce. *).

Suma wydatków Min. W. R. i O. P. na rok 1937-8 wynosi 355.520.000 zł Suma dochodów – 32.689.000 zł. Na te dochody składają się głównie 3 pozycje: Taksa administracyjna – 16.496.000 zł., fundusz na szkoły zawodowe – 5.800.000 zł., i fundusz opłat studenckich – 8.120.000 zł. Są to właśnie opłaty, albo wprowadzone, albo poważnie zwiększone w okresie ubiegłego siedmiolecia. Mimo jednak tych nowych obciążeń społeczeństwa na cele nauczania, mimo wyjątkowo w tym okresie rozmnożonego przyrostu dzieci szkolnych, budżet lat ubiegłych, od r. 1930-31 poczynając, stale spadał.

Ogłoszone dotąd przez Główny Urząd Statystyczny cyfry wydatków oświatowych sięgają po rok 1934-35. Otóż według tych zestawień, w r. 1929-30 wydatki na szkolnictwo powszechne wynosiły 404.3 milionów złotych, po czym w roku 1930-31 – 387.8 milionów złotych, w r. 1931-32 – 310.8 milionów zł., w r. 1932-33 – 273.3 milionów zł. w r. 1933-34 – 265.2 mil. zł. w r. 1934-35 -247.2 milionów złotych.

Suma wydatków na szkolnictwo powszechne spadała więc stale. I to nie tylko w liczbach bezwzględnych, ale i w stosunku do całego budżetu. Stanowiła ona bowiem w r. 1930-31 jeszcze około 10.5 procent ogółu wydatków państwowych i samorządowych, w roku zaś 1934-35 stanowi już tylko 8.8 procent.

Na czym się tu głównie oszczędza? Cyfry odpowiadają: przede wszystkim na płacach nauczycieli. Na te płace wydano z budżetu państwowego i śląskiego łącznie w r. 1930-31 okrągłe 300 milionów zł., w roku zaś 1934-35 już tylko 188.6 milionów zł. Stanowi to spadek około 37 procent! Jednocześnie liczba nauczycieli spadła także ale tylko o jakieś 2 proc., bo gdy w r. 1930-31 wynosiła 67.981, to już w 1932-33 obniżyła się do 66.523 i w tej wysokości trwała aż do bieżącego r. 1936-37, kiedy, po raz pierwszy od lat sześciu, powiększono liczbę etatów o 2 tysiące.

Natomiast stale wzrastała w tym okresie liczba dzieci szkolnych. Wynosiła ona w roku 1930-31 – 3.833.000 uczniów, 1931-32 – 4.113.000, 1932-33 – 4.385.000, 1933-34 – 4.491.000, 1934-35 – 4.517.000 uczniów.

Czyli, taka sama nieomal liczba nauczycieli, za pensje, zmniejszone o 111 z górą milionów, uczy koło 700 tysięcy dzieci więcej – nie mówiąc już o licznych zajęciach biurokratycznych i t. zw. społeczno-politycznych, jakimi ich dodatkowo w tym czasie obciążono. Przy tym nastąpiła redukcja wydatków rzeczowych (z budżetu samorządu): w r. 1929-30 wynosiły one 109 mil. zł., w r. 1933-34 – 55 mil., co stanowi spadek o 49 procentu. Pracować więc trzeba było w coraz większej ciasnocie, w zimnie i zaduchu, przy coraz gorszym stanie urządzeń higienicznych i pomocy naukowych.

Pękające z natłoku izby szkolne nie mogły w końcu pomieścić wyjątkowo wielkiego w tym okresie przyrostu dzieci szkolnych, – i obowiązek powszechnego nauczania stawał się powoli fikcją.

Według danych oficjalnych w r. 1934-35 liczba dzieci, wcale nie zapisanych do szkól, wynosiła około 530 tysięcy, w r. 1935-36 – koło 570 tysięcy. Ale wedle obliczeń Falskiego, już w r. 1934-35 liczba dzieci, nie uczęszczających do szkoły, „sięgała do pełnego miliona”!

I to pomimo, że wzrosła poważnie liczba dzieci, przypadająca na nauczyciela: w r. 1927-28 wynosiła ona przeciętnie koło 50, w ostatnich latach wynosi koło 70-ciu, a blisko pół miliona dzieci wiejskich w szkołach najniżej zorganizowanych uczy się przy przeciętnym obciążeniu 95 dzieci na jednego nauczyciela!

Dodajmy, że, mimo szumnych frazesów o rzekomym wprowadzeniu szkoły jednolitej, poziom organizacyjny też znacznie się obniżył: odsetek szkół 1-klasowych z 44.2 proc. w r. 1930-31 wzrósł do 47.4 proc. w r. 1934-35.

Wedle planu 20-letniego całkowitej realizacji nauczania powszechnego, wydatki na budowę szkół powinny były wynosić 50 proc. ogółu wydatków zwyczajnych na szkolnictwo powszechne: w rzeczywistości wynosiły w ostatnich latach zaledwie 3 proc.!

A więc realizacja powszechnego nauczania, o ile chodzi o stronę finansową zagadnienia, zawisła od spełnienia dwu postulatów: zbudowania odpowiedniej liczby szkół i stworzenia odpowiedniej liczby etatów nauczycielskich.

Dziś jest do rozporządzenia niespełna 68 tysięcy izb lekcyjnych, w lokalach własnych i wynajętych, czasem bardzo nieodpowiednich, i przy nadmiernym obciążeniu, sięgającym czasem do 100 i 120 dzieci na izbę. Obliczono, że przy obciążeniu normalnym potrzebaby w najbliższym czasie zbudować co najmniej 50 tysięcy izb. Przyjmując budowę 5 tysięcy izb rocznie, przy uwzględnieniu nad to mieszkań dla nauczycieli, otrzymuje się koszt około 75 milionów rocznie.

Dziś wydaje się na to 12 milionów, z budżetu samorządowego, oraz z funduszów Tow. Budowy Szkół Powsz. Do tego dodać trzeba koszty najmu części lokali, oraz inne wydatki rzeczowe, w sumie także 75 milionów.

Liczba etatów wynosi w tym roku koło 68 tysięcy. W przyszłym roku zwiększy się do 72 tysięcy. Potrzeba jednak, przy obciążeniu 50 dzieci na nauczyciela – 108 tysięcy, przy obciążeniu większem, t. zw. „przejściowem” – około 100 tysięcy. Czyli, brak w tym roku 32, względnie 40 tysięcy etatów, które należałoby stworzyć w ciągu najbliższych lat sześciu.

Przy podniesieniu nędznych uposażeń dzisiejszych do możliwego minimum, oblicza się wydatki personalne na 250 mil., które po latach sześciu wzrosłyby do 350 mil.

W sumie oblicza się „minimum egzystencji” szkolnictwa powszechnego dzisiaj na 400 mil. rocznie, tj. tyte ile wydano rzeczywiście w r, 1929-30, a o 150 milionów więcej, niż się wydaje obecnie…

I.P.

——-
*) Określenie „Głosu Nauczycielskiego”. Z dwu N-rów tegoż czasopisma, 17 i 18-go, bierzemy poniższe dane cyfrowe.

Gazeta codzienna założona przez Wojciecha Korfantego i wydawana w Katowicach w latach 1924 – 1939. Czasopismo o profilu chrześcijańsko-demokratycznym. Jak czytamy w numerze pierwszym: „Zadaniem pisma naszego będzie głosić prawdę, bronić praw interesów społecznie słabych, wyjaśniać i tłumaczyć zjawiska społeczne i polityczne celem harmonijnej współpracy wszystkich obywateli dla dobra ogółu, dla wzmocnienia naszego bytu państwowego i rozwoju myśli chrześcijańskiej w życiu publicznym.”

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close