• Polonia
  • / 28.02.1937
  • / Katowice
  • / Rok 14, Nr 4445

Pierwszy „święty” sowiecki

Bolszewicy bezczelnie robią z Puszkina „agenta rewolucji”

„Czort mi kazał urodzić się w Rosji z duszą i talentem”.

Tak pisał Puszkin w liście do żony dn. 18. V. 1836 r., a więc na rok przed śmiercią.

Skąd ta gorycz u poety, którego nie tylko Rosja starego reżymu, ale i nowa Rosja sowiecka ogłasza za swego „poetę narodowego”? Może przeczuwał krwawą maskaradę „rosyjskiej” rewolucji, w której każą mu odegrać błazeńską rolę herolda jego „imperatorskiej” wysokości, dobroczyńcy i ojca ludu, Stalina? Bo oto ogłaszają dziś Puszkina za wielkość właśnie w Rosji sowieckiej i świętują jego setną rocznicę w całym kraju. Uchodzi to bezkarnie, gdyż nieżyjący poeta nie jest w stanie zaprotestować przeciw nadużyciu swego imienia dla celów propagandy kraju macierzystego światowej „rewolucji permanentnej”. Co prawda sami bolszewicy czują się nieco zakłopotani wysunięciem Puszkina na czoło bojowników kulturalnego „frontu proletariackiego”.

M. in. krytyk Jarosławskij w „Gazecie literackiej” stara się zdobyć chociażby pozorne dowody rewolucyjności, postępowości czy ateizmu Puszkina i w rezultacie stwierdza, źe życie swe zakończył poeta pojednany z Bogiem i wyspowiadany i że portret jego okazał się prawzorem dla figury Św. Kozmy z wielkiej „ikony” „Kozma i Damian”, obecnie znajdującej się w Centralnym Muzeum Antyreligijnym.

Istny skandal! Puszkin – „świętym”. I czym to tłumaczyć? Przecież już nie tylko buntownik Emelian Pugaczew, ale i pisarze, jak M. I. Lermontow, lub L. N. Tołstoj byli ulubionymi modelami dla malarzy, przedstawiających męki piekielne. A tymczasem Puszkin, który przecież miał być „ateistą” – znalazł się na cerkiewnej ikonie, jako święty obok niego św. Damian przypomina „żandarma-popa”, który zatruwał poecie życie na zesłaniu w Trygorsku, szpiegując go i kontrolując.

Śmiech bierze, czytając tego rodzaju wyjaśnienia. Doprawdy „czort kazał Puszkinowi urodzić się w Rosji”, gdzie możliwe są takie szyderstwa ze zdrowego rozsądku.

* * *

Czy Puszkin był ateistą?

Naczelny ateista sowiecki, tenże Jarosławskij twierdzi, że tak. I stara się przedstawić szereg „niewątpliwych” dowodów.

A więc. W liceum, do którego uczęszczał Puszkin, znajdowała się biblioteka z 5000 tomów, zakupiona przez Katarzynę W. po Wolterze. A brat Marata, de Boudrie wykładał język francuski i dzielił się wspomnieniami z epoki jakobińskiego terroru.

Co prawda w tymże liceum Puszkin napisał w roku 1817 utwór „Niewiara”, w którym potępia myśl bezbożną. Ale -tłumaczy Jarosławskij – zrobił na rozkaz. Więc to potępienie nie liczy się. Nie liczy się też „moleben” (nabożeństwo żałobne), zamówione przez Puszkina w r. 1825 za spokój duszy Byrona. Co za „dziwaczny” kaprys poety.

Liczą się natomiast różne jego pisma, wiersze i wypowiedzenia, z których, choćby z trudem, można wysnuć, że był ateistą, chociażby nawet nie „we współczesnym tego słowa znaczeniu”. Jakież to utwory? Przede wszystkim „Gabrieliada”, litwor przypominający „Kandide” lub „Orleańską dziewicę” Woltera. Ba, jest w nim nawet przewaga nad Wolterem, który umiał się tylko ironicznie uśmiechać, gdy ateizm Puszkina jest o wiele głębszy. Czymże jest ta „Gabrieliada”? Niewiele większe jej znaczenie w całokształcie twórczości Puszkina, jak tłumaczenia dokonanego przez naszego Mickiewicza wolterowskiej „Darczanki”. Ot młodzieńcze wybryki na złość poprawności salonowej. Ale komuniści nie posiadają się z radości, że coś takiego wykryli. Dalszym ich odkryciem jest przypomnienie wiersza do W. L. Dawidowa, w którym pisze: „Już znam arkana przewrotności: poszczę, modlę się, twardo wierzę, że Bóg wybaczy moje grzechy, jak cesarz moje wiersze…” i kończy ten wiersz okrzykiem „lecz nie! – my szczęściem nasycim się, krwawym pucharem pozdrowim się, wtedy rzeknę – Chrystus dziś wskrzesł!”…

W istny szał zadowolenia wprawia Jarosławskiego określenie „krwawy puchar”. „To nie jest bynajmniej symbol religijnej komunii – dowodzi on bez zająknienia, lecz „pozdrowienie krwawym pucharem rewolucji”. Zaiste – gdy się ma rewolucyjnego ćwieka w głowie, wtedy każdy wyraz czy pojęcie, w którym występuje krew, uważa się za „swoje”.

Sam Jarosławskij połapał się, że to trochę za wiele, więc przypomina, że Lenin potępiał używanie pojęć w rodzaju „religia socjalizmu”. Ale w ustach Puszkina to ujdzie – nie jest to bowiem krok ku religii, lecz od religii do ateizmu – „pociesza się” naciągacz biografii Puszkina.

Dalszym dowodem tego ateizmu Puszkina ma być pieśń bakchiczna z r. 1826, w której Puszkin stwierdza, że „kłamliwa mądrość blednie i ginie przed nieśmiertelnym słońcem rozumu”. Jest to chyba najpóźniejsza data ateistycznych dokumentów puszkinowskich, jakie jest zdolny przytoczyć zabiegliwy szperacz sowiecki. Poza tę datę nie wykracza już prawie. Przepraszam, jeszcze liścik do Czaadajewa z 19. X. 1836 r., gdzie cytuje dalej artykuł o Wolterze i wreszcie fakt, że zamyślał napisać dramat o papieżycy Joannie. Teraz już kropka.

I jakże na takich słabych przesłankach, zaczerpniętych z twórczości młodzieńczej przeważnie, której się przecież sam Puszkin wyrzekał, można wysnuwać wniosek, że autor „Miedzianego jeźdźca” był ateistą? Ale czego nie robi się dla chwały czerwonej gwiazdy?! Tym bardziej, że to właśnie Lenin polecił korzystać z „bojowej, żywej, kipiącej talentem, dowcipem publicystyki agentów XVIII wieku” dla przebudzenia ludzi z religijnego snu, z którego nie mogą ich wyrwać „nudne, suche, pozbawione obrazowości wywody marksistów”, (tom XXVII, str. 100).

Rozkaz został spełniony. Puszkina wciągnięto na listę agentów kominternu. Nareszcie pierwszy prawdziwy talent. Wypadnie mu więc wybaczyć, że miał duszę! – zgadzają się nagle bolszewicy.

Czy jednak spełni on należycie rolę agitatora komunistycznego? Trzebaby wyrwać z jego dzieł te kartki, w których mówi o wolności, prawdziwej wolności człowieka. „Najlepsze przemiany są te, które następują jedynie w drodze poprawy obyczajów bez wstrząsów przemocy politycznej, strasznych dla człowieka” – pisał Puszkin w r. 1835-6. „Nie pozwól Boże ujrzeć rosyjskiego buntu, bezmyślnego i bezlitosnego. Ci, którzy zamierzają u nas nieprawdopodobne przewroty, albo są młodzi i nie znają naszego narodu, albo też okrutni, dla których własna szyjka – kopiejka, a cudza główka – makówka”. Tacy rewolucjoniści, to ludzie bezmyślni.

„A myśl – woła Puszkin – wielkie słowo. Cóż właściwie tworzy wielkość człowieka, jeśli nie myśl. Niechże więc będzie swobodna, jak wolnym powinien być człowiek: w granicach prawa, przy całkowitym zachowaniu warunków życia społecznego”.

Każde z tych zdań Puszkina, to wielkie oskarżenie Sowietów i komunizmu (zresztą nie tylko Sowietów, bo i faszyzmu i hitleryzmu) i to przestroga zarazem dla tych, którzyby chcieli go naśladować. Te słowa dojrzałego poety jednocześnie przekreślają wszystko, co sam poeta „grzechami młodzieńczego wieku” nazywa i czego się wyrzeka i pragnie zmazać jako skazę sumienia.

Bezczelnym więc naciąganiem jest ze strony Sowietów wysuwanie Puszkina, jako agenta „rewolucyjnej swobody”. Puszkin był wrogiem rewolucji i bezmyślnych „rosyjskich buntów”.

Gazeta codzienna założona przez Wojciecha Korfantego i wydawana w Katowicach w latach 1924 – 1939. Czasopismo o profilu chrześcijańsko-demokratycznym. Jak czytamy w numerze pierwszym: „Zadaniem pisma naszego będzie głosić prawdę, bronić praw interesów społecznie słabych, wyjaśniać i tłumaczyć zjawiska społeczne i polityczne celem harmonijnej współpracy wszystkich obywateli dla dobra ogółu, dla wzmocnienia naszego bytu państwowego i rozwoju myśli chrześcijańskiej w życiu publicznym.”

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close