Anglia i Anglicy (3)

LONDYN TO JESZCZE NIE ANGLIA – ANGLIA TO JESZCZE NIE IMPERIUM – POZNAJMY IMPERIUM – CO CZYTAĆ NA TEN TEMAT NALEŻY?

Przybysze do danego kraju bardzo często popełniają ten błąd, że wszystkie swoje wnioski o takim czy innym narodzie opierają na swoich wrażeniach ze stolicy. Polacy, którzy tak licznie nawiedzali Francję, znali głównie, jeżeli nie wyłącznie Paryż (i to często Paryż powierzchni, łatwej zabawy a nie Paryż pracy, wysiłku, trudu). Prowincja francuska była mało uczęszczana i znana, poza Jasnym Brzegiem, który miał polor międzynarodowy i przez to łudzący. Stąd też wnioski polskie na temat Francji były nieraz ogromnie płytkie. Odnosi się to zarówno do polskich wrażeń z doby pokoju, jak i z doby wojny.

Podobnie i Polacy, którzy nawiedzali Anglię wyrokowali nader często na podstawie paru dni spędzonych w Londynie. Nie uprzytomniali sobie tego, że Londyn to jeszcze nie Anglia, że przeciwnie w pewnym sensie Londyn jest czymś w sobie zamkniętym, osobnym, to świat dla siebie. Londyn jest olbrzymim rynkiem, portem, centrum Imperium – ale Londyn, to jeszcze nie jest Anglia. Kto sądzi Anglię według Londynu, ten myli się i mylić się będzie.

Dlatego jest rzeczą szczęśliwą, że Polacy, którzy obecnie poznają Anglię oglądają ją nie tylko od strony Londynu. Poznają oni wieś angielską i prowincję szkocką -wchodzą w styczność z tym, co jest prawdziwą starą Anglią, tym podłożem, na którym wzrosła Anglia kominów fabrycznych, przemysłu, szos samochodowych.

Trzeba i należy poznać wieś angielską, bo tam skupił się urok i wdzięk Anglii, najpiękniejsze budownictwo, stare zasoby kultury. Trzeba poznać tę wieś, bo Anglicy to naród ciągnący do ziemi: każdy z nich „ma pociąg do grzebania się w ziemi”, jak powiedział jeden z badaczy obyczaju angielskiego. Goni ich na wieś w dobie week-endu, w miastach spędzają godziny w swoich ogródkach, posiadanie wiejskiego bungalow jest marzeniem tysięcy rodzin; popularny zwyczaj angielski to branie tzw. caravan na przyprzążkę za wozem i jechanie w pola, pustkowia, ażeby tam obozować. Anglik jest maniakiem spacerów pieszych; nie zapominajmy, że jest to naród podróżników, turystów -któż jak nie oni stworzył alpinizm, kto szturmował niezdobyte szczyty świata?

Anglik kocha wieś i na jej tle wychodzą na jaw najpiękniejsze cechy wielkiej kultury angielskiej.

* * *

Nie można już dzisiaj mówić o wysiłku W. Brytanii mierząc ją ramami wysp brytyjskich. Anglia to nie tylko macierz trzymająca się starego obyczaju: Anglia to ów wielki eksport duchowy, kulturalny, to ośrodek, skąd na całe Imperium idą energie twórcze. Trzeba oceniać Anglię nie tylko tym, co ma ona u siebie w domu, ale także tym, co rozrzuciła po całym świecie: w Australii i Kanadzie, Płd. Afryce, Singaporze i – w Stanach Zjd.

Anglia to kultura, która rozeszła się po ziemi, to olbrzymi wkład, którego nie sposób obliczyć, ująć tylko w cyfry, wykresy, tablice. Dlatego musimy poznawać nie tylko Anglię ale Imperium. Wtedy dopiero zrozumiemy wielkość tej budowli, rozmach tego dzieła, które nie ma sobie równego od czasów Imperium Rzymskiego.

Oczywiście, dla samych Anglików nie jest to łatwe zadanie. Pojęcie Imperium nie jest takie dawne i nie jest jeszcze tak mocno zakorzenione jakby się wydawało. I nic dziwnego: czyż łatwo objąć myślą te obszary, czyż łatwo pogodzić się z jego ogromem? Prosty człowiek w Anglii, the man in the street nie zawsze może ująć sobie w słowa swoje wyobrażenie o Imperium; często nie okazuje nadmiernego zapału dla tych „zamorskich krajów”, nie pragnie także emigrować, albowiem uważa, że najlepszym krajem świata jest jednak stara poczciwa Anglia. Ale gdy przychodzą chwile ciężkie, kiedy jakaś część Imperium jest zagrożona, kiedy Anglia znajduje się w potrzebie, kiedy – jak dzisiaj – wojska Imperialne maszerują zwycięsko na tym czy innym froncie, wówczas w Anglii budzi się owo poczucie jedności losu, wspólnoty doli, cicha ale mocna duma.

* * *

Nie posiadamy narazie opracowania polskiego na temat Imperium Brytyjskiego. Miejmy nadzieje, że się ono znajdzie, bo przecież potrzeba rodzi rzeczy i książki. Polski czytelnik chciałby dowiedzieć się czegoś więcej jak powstało i jak zostało zbudowane owo Imperium, jak narastało i jak rozrastało się ono.

Tym wszystkim, którzy posiadają tego rodzaju zbożną ciekawość polecić należy piękną i doskonale napisaną rzecz Stephena Leacocka pt. Out British Empire. Książka ta wyszła niedawno i cieszy się wielką poczytnością. Uznać ją należy za najlepsze ze zwięzłych opracowań przedmiotu. Napisana lekko, przystępnie, dowcipnie, książka ta nie popada w nadmiar dat, cytatów itd. Ma wszelkie zalety angielskie, a więc ujmującą prostotę. Jest bezstronna, nie waha się powiedzieć o Anglii i Anglikach wielu niemiłych nieraz rzeczy. Pisana bez pychy, bez nadętości, jest to lektura pożywna, miła, pożyteczna.

Polecić ją można każdemu, aż do czasu kiedy pojawi się jakieś polskie opracowanie; może jednak – czego spodziewać się należy i życzyć sobie trzeba – wyjdzie po prostu przekład polski tej roboty, co sprawi, że będą ją mogli czytać wszyscy, którzy nie opanowali jeszcze języka. Uprzedzić jednak należy wszystkich, że książka jest łatwa i nadaje się po prostu przez tę swoją prostotę na „pierwszą książkę” w języku angielskim.

Antoni Jawnuta

Emigracyjny tygodnik wydawany początkowo we Francji a następnie w Wielkiej Brytanii. Ukazywał się w latach 1939 – 1949. Wydawcą pisma był Wydział Propagandy Ministerstwa Spraw Wojskowych. Po połączeniu z pismem „Żołnierz Polski we Francji” gazeta wychodziła pod tytułem „Polska Walcząca. Żołnierz Polski na Obczyźnie”. Z czasopisma kierowanego do żołnierzy polskich przekształciło się w gazetę kierowaną do ogółu emigracji polskiej. Redaktorem naczelnym był Tymon Terlecki.

Close