Co robić?…

Komunikat oficjalny wydany po konferencji krymskiej postawił nas wszystkich na emigracji wobec faktu zupełnego pominięcia Narodu Polskiego i prawowitych władz Rzeczypospolitej w decydowaniu o sprawach polskich. Mało tego, postanowiono wyznaczyć nowy rząd, który ma być nazwany „Tymczasowym Rządem Jedności Narodowej”. Jako podstawa dla wyznaczenia nowego rządu ma służyć poprzedni „rząd” t.zw. lubelski, ustanowiony przez Moskwę. O prawowitym Rządzie, o Prezydencie Rzplitej, o jakiejś zasadzie demokratycznej przy ustanawianiu tego nowego rządu, o konstytucji – o tym wszystkim mowy nie było. Jedno bezprawie, t.j. rząd „lubelski”, pociąga za sobą drugie bezprawie.

Churchill, Roosevelt, Stalin podczas konferencji jałtańskiej - luty 1945 (wikipedia.org - domena publiczna)

Churchill, Roosevelt, Stalin podczas konferencji jałtańskiej – luty 1945 (wikipedia.org – domena publiczna)

Kto będzie ustanawiał nowy rząd, czyli ściślej mówiąc, reorganizował obecny komitet lubelski? P. Mołotow, p. Harriman i Sir Clark Kerr. Mają oni włączyć do obecnego komitetu lubelskiego „przewódców demokratycznych z samej Polski i spośród Polaków zagranicą”. Czy włączą jednego, czy dwóch – o tym mowy nie ma. Tak ustanowiony w Moskwie „nowy” rząd ma przeprowadzić wolne i nieskrępowane wybory na podstawie powszechnego i tajnego głosowania. W wyborach tych mają brać udział wszystkie stronnictwa demokratyczne i antynazistowskie. Granicą na wschodzie jest t.zw. linia Curzona, granicę na zachodzie – załatwi się to na konferencji pokojowej.

A więc: „rządem” nowym, narzuconym nam w Moskwie przez pp. Mołotowa, Harrimana i Kerra będzie ten sam komitet lubelski z dodatkiem paru nowych ludzi. Czyli nic się nie zmieni. Jak komitet lubelski traktuje Polaków niekomunistów, jak traktuje żołnierzy Armii Krajowej, jak więzi i deportuje tych, którzy chcą Polski wolnej – o tym już wiemy.

Jak się przeprowadza „wolne” wybory – o tym też już wiemy, a komitet lubelski na pewno też wie albo się teraz tego uczy. Co to są w pojęciu komitetu lubelskiego stronnictwa „demokratyczne” i „antynazistowskie” – również wiemy, bo przecież dla panów z Lublina nasz premier, stary socjalista, bojowiec, robotnik-metalowiec jest faszystą, a nasz Naczelny Wódz, gen. Bór-Komorowski, który walczył z Niemcami w powstaniu warszawskim, jest „przestępcą, wrogiem ludu” i współpracował wraz z całą Armią Krajową z Niemcami. Tak samo my tutaj wszyscy jesteśmy uznani za faszystów i zwolenników hitleryzmu. Tylko i jedynie komuniści nie są faszystami.

Jaka więc byłaby przyszłość Polski pod władzą tego nowego „rządu” i po tych nowych wyborach – łatwo zgadnąć. Krótko mówiąc bylibyśmy niewolnikami we własnym kraju, mielibyśmy totalitarny ustrój, to znaczy to samo co hitleryzm, tylko na komunistyczny sposób. Ale to nie byłaby wolność i demokracja. Rządziliby nami obcy.

* * *

Tak wygląda dzisiaj nasza sprawa. Co będzie jutro, czy te postanowienia obcych o naszych sprawach będą wprowadzone w życie i jak – nie wiadomo, bo nigdy nie można przewidzieć z całą pewnością, jaki bieg sprawy przybiorą. Ludzkie dzieła nie zawsze się udają, tym bardziej – złe dzieła. Jak to mówi przysłowie – chłop strzela, Bóg kule nosi. I – wojna jeszcze nie jest skończona.

Wszyscy jesteśmy przygnębieni, niektórzy są w rozpaczy i mówią, że wszystko przepadło. Musimy sobie otwarcie powiedzieć, że położenie nasze jest bardzo ciężkie. Najcięższe jest, być może, to, że z różnych stron starają się nam wmówić, że konferencja krymska coś jednak dla Polski zrobiła i Polacy powinni przyjąć jej decyzję za podstawę jakiego takiego ułożenia życia w Polsce, że było by głupotą ze strony Polaków, gdyby odrzucili, na przykład, wezwanie do udziału w tworzeniu nowego „rządu”. Że sam rozum każe pogodzić się z losem.

O co tu chodzi? Tylko o to, aby świat widział, że oto przecież sami Polacy godzą się na postanowienia konferencji krymskiej, a więc nie są one tak złe i niesprawiedliwe.

Wprawdzie, czy Polacy, tacy czy inni, z Kraju czy z emigracji, zgodzą się czy nie zgodzą na udział w rozmowach o nowym rządzie – to niczego nie zmieni w obecnej rzeczywistości, kiedy faktyczną władzę nad Polską mają obcy i robią to, co chcą tak, jak chcą. Siły mają na to aż nadto, a jak to oni chcą – to już mniej więcej wiemy.

Jeżeli jednak nie będzie Polaków, którzy zechcą pomagać w przeprowadzeni u postanowień krymskich, to wówczas pozostaną one tym czym są, t.j. gwałtem nad narodem. I tego nic i nikt nie zmieni. Jeżeli część Polaków zgodzi się – to ten gwałt będzie wyglądał inaczej, to będzie już coś, na co przecie i Polacy przystają.

Więc godzić się, czy nie godzić? Odpowiedź musi być – nie. I taka była.

Ale, mówi wielu z nas, jak się możemy nie godzić? Przecie w takim wypadku nie pozwolą nam wrócić do Polski. Przecie tam są nasze domy, nasze rodziny. Nie otrzymamy przydziału ziemi z reformy rolnej, mówią inni.

Zastanówmy się przez chwilę nad tym. Jeżeli w Polsce będzie polski rząd, złożony z prawdziwych Polaków i, nade wszystko, rząd nie podlegający rozkazom z Moskwy, to taki rząd nigdy nie wydziedziczy żadnego Polaka, czy jest w Anglii, czy we Włoszech, czy w Persji, czy na Sybirze. Jeżeli to będzie rząd naprawdę wolny i demokratyczny, to nikt z Polaków nie będzie pokrzywdzony. Przecież nasz rząd nie przeklął ani nie potępia tych Polaków, którzy służą w wojsku Żymierskiego, t.j. w wojsku pod rozkazami komitetu lubelskiego. Dla naszego rządu każdy, kto walczy z Niemcami – postępuje dobrze. Jakżeż więc jakiś polski rząd mógłby nas tutaj przekląć jak zdrajców za to, że walczymy od samego początku obok naszych Sojuszników? Czyż Sojusznicy są też wrogami tego jakiegoś polskiego rządu?

A jeżeli ten „rząd” nas przeklnie i zabroni nam powrotu do Kraju, to wówczas od takiego rządu możemy oczekiwać wszystkiego: i prześladowania naszych rodzin, i deportacji na Sybir, i sądzenia nas, i ukarania. Wówczas będzie to rząd totalitarny, komunistyczny, służący nie Polsce, ale obcym, a nie będzie to rząd demokratyczny i polski. I wówczas nie będzie w Polsce wolności ani bezpieczeństwa, ani demokracji, ani uczciwości, ani prawdy. Czy wrócimy z własnej woli, czy pod przymusem, z obawy, to nic nie zmieni, bo taki rząd nie będzie się na nic oglądał, będzie wolał pozbyć się nas, bo my wiemy i patrzyliśmy tutaj, jak wygląda demokracja i wolność. Co do tego nie łudźmy się.

Musimy też pamiętać o tym, że jest jeszcze na świecie pojęcie o tym, co to jest prawo i uczciwość. Ludzie i tu, i w Ameryce, wszędzie czują, że Polsce dzieje się krzywda. Nie mówmy więc im sami, że to nie jest krzywda, że pogodzimy się z tym, że poddamy się tej krzywdzie dobrowolnie.

Z nami jest dzisiaj właśnie tak, jak z tą miotłą brzozową, którą mądry ojciec pokazywał kłótliwym synom: próbowali przełamać miotłę – nie poradzili; a gdy rozwiązali miotłę i zaczęli brać pojedyncze pręty – każdą brzezinkę złamali łatwo. Jeżeli jedni będą się godzili na gwałt, a inni się będą wahali, to jasne, że nas złamią każdego osobno. A jeżeli staniemy murem i powiemy: nie, z dobrej woli nie godzimy się na gwałt, to nas nie zmogą, to nasz głos musi być słyszany, bo tego, cośmy od 1939 roku zrobili dla wojny – nikt nie przekreśli.

Ale właśnie o to chodzi, aby nas rozdzielić, rozbić, zawrócić nam w głowie strachami i pogróżkami, a wtedy każdego w pojedynkę już łatwo złamią. I wtedy już za późno będzie mówić, że dzieje się nam krzywda. Daliście sami zgodę -każdy nam odpowie. Musimy więc być przygotowani na groźby, że nie puszczą nas do Polski, że nam ziemi nie przydzielą, że będą prześladowali nasze rodziny; musimy być przygotowani, że nam będą obiecywali raj na ziemi bylebyśmy się zgodzili. Tylko aby wyrzeknijcie się tego „faszystowskiego” rządu londyńskiego, odmówcie posłuszeństwa jego rozkazom i zgódźcie się na wszystko i wracajcie czym prędzej!

Było już tak z Armią Krajową – zgodzili się, uwierzyli, przyszli uczciwie, jak żołnierze. Co z nimi teraz? Gdzie ich szukać? W jakich gniją obozach, na jakich robotach, w jakich więzieniach? Kto odnajdzie ich groby? Kto słyszy ich głos?

Jedno jest dla nas jasne. Zjednoczeni, karni – ostoimy się; jeżeli nawet Polski nie uratujemy, to w każdym razie świat będzie wiedział, że stał się gwałt, a my nie damy o tym zapomnieć. To pomoże naszym, którzy są w Polsce, bo od nich już żaden prawdziwy głos na zewnątrz nie dojdzie. To tak jak z tonącym: byle głowę jego utrzymać nad wodą, aby go nie zalało, to jeszcze da się go uratować.

To jest nasz obowiązek. Święty obowiązek.

Będą nam mówić dokoła coś wręcz przeciwnego. Będą radzić po dobremu, będą straszyć, będą nas kłócić i rozbijać. Trudno przewidzieć, jak jeszcze to będą robić. Na pewno obwinią nasz rząd o zdradę, na pewno będą mówić, że ministrowie już sobie zabezpieczyli przyszłość, że wszyscy generałowie i pułkownicy, a może i majorowie też, już pokupowali sobie majątki w Ameryce, że już się ratują – każdy na własną rękę. Wskażą nam nawet po imieniu, co, ile i za ile kupił, spieszcie się i wy, póki nie za późno, tak będą mówić. Wiemy dobrze, poco tak będą mówić.

* * *

No dobrze, ale co dalej? – każdy może zapytać. Tego nikt nie wie. To wie tylko jeden Bóg. My możemy tylko mieć wiarę w to, że nie po to rozpętała się na świecie ta okrutna wojna, aby dać innemu to wszystko, czego narody nie chciały dać Hitlerowi, to jest panowania nad światem przy pomocy gwałtu, brutalnej siły i podstępu. Widzimy już przecie, że ludziom po świecie oczy się powoli otwierają. Nie jesteśmy osamotnieni. Ustępując i idąc w rozsypkę – Polski na pewno nie uratujemy. Stając zwarcie przy Rządzie i dając mu oparcie – zachowujemy prawdziwy głos Polski, nie pozwalamy, aby świat o Polsce zapomniał.

A siebie, to znaczy naszego dobrobytu i naszego osobistego szczęścia, nie uratujemy czy tak, czy tak, jeżeli tylko ma się stać to, co uradzono na Krymie. W każdym razie nic sobie nie pomożemy, działając na własną rękę i myśląc tylko o ratowaniu własnej skóry.

Trzeba więc sobie powiedzieć, twardo, ale jasno: nie biadolić, nie szukać ratunku dla siebie, nie miotać się jak stado baranów, nie słuchać plotek i pogróżek. Zachować spokój, zachować karność, trzymać się kupy. Niech gadają i myślą o wielkich sprawach ci, którzy są do tego powołani i muszą to robić. Jeżeli wszyscy na niebezpiecznym zakręcie zaczną chwytać za kierownicę, to samochód się rozbije na pewno. Przy kierownicy jest miejsce tylko dla kierowcy.

KONNY ARTYLERZYSTA

Emigracyjny tygodnik wydawany początkowo we Francji a następnie w Wielkiej Brytanii. Ukazywał się w latach 1939 – 1949. Wydawcą pisma był Wydział Propagandy Ministerstwa Spraw Wojskowych. Po połączeniu z pismem „Żołnierz Polski we Francji” gazeta wychodziła pod tytułem „Polska Walcząca. Żołnierz Polski na Obczyźnie”. Z czasopisma kierowanego do żołnierzy polskich przekształciło się w gazetę kierowaną do ogółu emigracji polskiej. Redaktorem naczelnym był Tymon Terlecki.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close